~3~

6K 222 92
                                    

Następny dzień.

- Coś ty taka dzisiaj wesoła, he? - zagadnęła Jen, gdy wychodziłyśmy z sali.

- Zaraz zobaczysz. - oznajmiłam i pociągnęłam ją w stronę okna. Ta przyglądała się chwilę szkolnemu parkingowi aż w końcu zawiesiła wzrok w jednym miejscu.

- O kurwa. - otworzyła szeroko oczy i patrzyła to na mnie, to za okno. Ja po raz kolejny dzisiaj, zaczęłam się śmiać i oparłam się rękami o parapet obok przyjaciółki.

Wczoraj po szkole odwiedziłam sklep, w którym zakupiłam narzędzie zbrodni jakim jest różowy spray. Dziś, przed lekcjami udekorowałam motor* Austina na ten właśnie kolor.

Czarny jest przereklamowany...

Na parkingu stało moje dzieło, do którego lada moment podejdzie chłopak.

- Jesteś niesamowita... - Jennifer pokręciła głową, niedowierzając całej sytuacji.

Zeszłyśmy na parter, by mieć lepszy widok na reakcję bruneta, który minął nas trącajac przy okazji moje ramię. Podeszłam znowu do okna i przyglądałam się chłopakowi.

Wyszedł ze szkoły i poszedł na parking. Rozgladał się chwilę, szukając swojego pojazdu, aż w końcu zrozumiał, że różowe cacko to jego sprzęt. Zrobił kilka kroków w jego stronę, po czym odwrócił się. Spojrzał w okno, w którym stałam i przeszył mnie na wylot mordującym wzrokiem.

- Clara... Uciekaj! - Jen zaczęła mną trząść.

- Co? - nie zrozumiałam.

- Uciekaj, kurwa! - wskazała Austina, który biegł w naszą stronę.

Opamiętałam się i zaczęłam uciekać do damskiej łazienki na piętrze. Wbiegłam po schodach przedzierając się przez tłum i odbiłam się od szafek po prawej stronie. Obejrzałam się do tyłu, z myślą, że brunet odpuścił, ale się myliłam. Wbiegłam do ubikacji i oparłam ręce na umywalce. Cicho się zaśmiałam kręcąc głową z własnej głupoty.

Nagle zostałam przytwierdzona przez chłopaka do kafelkowej ściany. Przytrzymał przy niej moje nadgarstki a jego oddech obijał się o moją szyję.

- Nie żyjesz. - stwierdził łapiąc powietrze.

- Oh no daj spokój... różowy jest teraz modny. - wzruszyłam ramionami i dalej cicho się śmiałam.

- I czego się śmiejesz? - pokręcił głową z niedowierzaniem.

W sumie to sama nie wiem co mnie napadło, ale pytanie chłopaka nasiliło potrzebę śmiechu. Podniósł głowę i przypatrywał mi się chwilę. Chwila zamieniła się w kilka minut aż nasze spojrzenia się spotkały. Przeszedł przeze mnie delikatny dreszcz, podobnie jak w reakcji na jego dotyk.

Cholera, czemu on jest taki przystojny?!

To znaczy, brzydki. Chodziło mi o to, że jest brzydki...

- Znowu się na mnie patrzysz. - postanowiłam przerwać tę ciszę. Uśmiechnął się łobuzersko i nie odpowiedział.

- Dlaczego? Dlaczego mój motocykl? - westchnął po chwili. - Nie mogłaś mi wrzucić szczura do plecaka?

- Rozważe to... - przybrałam minę myśliciela.

- Jesteś niemożliwa. - zaśmiał się. - I taka... inna... Ale to nie koniec wojny. - dodał z szatańskim uśmiechem. - Co do motocyklu... gdybyś nie była kobietą... - westchnął.

- To byś mi wyjebał? - dokończyłam za niego a on pokiwał głową. - A szkoda, chętnie bym ci oddała... - posmutniałam.

- Ty jak zawsze swoje... - oznajmił zrezygnowany.

Wywinęłam się zwinnie z pułapki i oparłam ciało o futrynę.

- Tobie też radziłabym z tąd wyjść, nie wiem czy twoi koledzy będą wyrozumiali, gdy cię zobaczą w damskiej toalecie. - rzuciłam i wyszłam z pomieszczenia.

Korytarze opustoszały więc spokojnie dotarłam do przyjaciółki, która czekała na mnie na dole.

- Żyjesz? - zapytała śmiejąc się.

- Taa... krew mi nie dopływała do dłoni przez kilkanaście minut, ale poza tym jest okej. - zawtórowałam jej. 

***

- Było warto. - oznajmiłam, gdy ujrzałam Austina odjeżdżającego na różowym motorku z parkingu.

- O tak... A teraz chodźmy się napić. - poprosiła Jennifer wychodząc z budynku.

- Nie masz dość? - zaśmiałam się.

- Ja? - uniosła brew.

- Masz rację... to chodźmy.

Cześć kochani!
Mamy rozdział 3 :33
Dziękuję za tyle wyświetleń! Nie spodziewałam się...
Kocham was ♥♥♥

* doskonale wiem, że powinnam napisać motocykl, ale motor jakoś ładniej brzmi XDD

It Is Never EasyOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz