-Myślę że tyle na dziś starczy. Wracamy.
-A co ty na to żeby iść na lody.-powiedziała z uśmiechem dziewczyna
-Nie lubię lodów.
-To na ciasto.
-Ograniczam cukier.
-Koktajl owocowy?
-Nie słyszysz co do ciebie mówię?
-A no tak przepraszam. Kawa?
-Nie za gorąco na kawę?
-Może być chłodzona?
-Zimna kawa?! Podziekuje.
-Podziekujesz później, chodź i nie marudź jak dziecko.-powiedziała stanowczo zdenerwowana i pociągnęła go za rękaw czarnej bluzy. On tylko uśmiechnął się pod nosem, ale tylko na moment żeby nie mogła tego dostrzec. Podąrzył za nią alejką. Patrzył na dziewczyne i nie mógł uwierzyć że sie odwarzała mu postawić w takiej sytuacji.
-Jesteś pewna gdzie idziesz?-spytał
-Nie do końca, ale coś wymysle.-powiedziała nie oglądając się za siebie na chłopaka
-Dobrze, jak chcesz.
Dziewczyna wyciągnęła telefon, odblokowała go i włączyła nawigację. Poszukała najbliższych kawiarenek. Zaznaczyła trasę na mapie i powiedziała:
-Mam! Już wiem gdzie iść. Ha!
-Brawo geniuszu. Bardzo sprytne posunięcie.-powiedział ironicznie
-Radzę sobie jak mogę, okej? Ty za to nie jesteś skłonny by udzielić jakiejkolwiek pomocy lub chodź chęci do jej udzielenia.
-Ja nie chciałem nigdzie iść chyba że do akademika. To twój pomysł, więc radź sobie sama.
-Jak widzisz poradziłam sobie wyśmienicie. Jesteśmy.
Ich oczom ukazała sie śliczna mała kawiarenka na rogu uliczki. Nad drewnianymi drzwiami wisiał metalowy szyld lekko bujajacy sie na wietrze z napisem "U Pani Róży". Przed budynkiem stało kilka białych drewnianych malutkich stoliczków z lampionami. Weszli przez otwarte drzwi do środka. Wewnątrz unosił się pyszny zapach wypieków cukierniczych. W tle cichutko leciała muzyka w stylu R&B. Ściany były drewniane, na nich wisiały zdjęcia dzikich róż, kwietnych pól i drewnianych domków oprawione w białe ramki. W oknach wisiały koronkowe firanki. Z sufitu zwisały świecące girlandy. Gdzieniegdzie stały te same stoliczki co na dworze.Na przeciw drzwi stała lada zza której uśmiechała sie do niej pulchna blondynka w okularach ubrana w różowy fartuch. Nad nią wisiała rozpiska smakołyków w jakie można było zaoparzych tutaj swój brzuch. Całość dopełniała szklana szafa z wszystkimi wyrobami " Pani Róży".Na parterach stały rozmaite ciasta i torty,a każdy ozdobiony różyczką. Na dolnej półce ułożone były na talerzykach kolorowe babeczki, pączki i donaty.Na środku stał wazonik z różowymi różyczkami. Dolną półkę zdobiły filiżanki w rozmaite wzory, małe dzbanuszki i talerzyki, a między nimi leżały świeże płatki różowych róż.
-Jak tu pięknie.-powiedziała zachwycona
-Ujdzie.
-Nie mów tak. Tu jest tak kimatycznie i przytulnie.-odzrzekła uderzając chłopaka w rękę.
-Zamów szybko co chcesz i wracajmy do akademika.
-Nie, ty też coś weźmiesz, bo jeśli nie to sie stąd nie ruszam.-mówiła patrząc na niego stanowczo
-To część, ja idę.
-Jakub przestań, jeśli mam z tobą współpracować to pozwól mi siebie poznać, bo nie zamierzam tu siedzieć trzy tygodnie tylko po to żeby spełniać twoje zachcianki. Zrozum to wreszcie i przestań być egoistą!
-Nie jestem egoistą!
-Jesteś, Kuba!
-Nie!
-To udowodij mi to. No proszę wykarz się.
Chłopak podszedł do lady, spojrzał na rozpiske i powiedział do kelnerki:
-Poproszę dwa pączki z nadzieniem czekoladowo-budyniowym,czekoladowy shake i czarną latte.
-Dobrze to razem będzie 45zł. Proszę zająć miejsce za momencik podam.-powiedziała przesłodzonym głosem kobieta.
Chłopak wyciągnął z kieszeni portfel i zapłacił za całość.
Dziewczyna stała jak wryta, tego sie po nim nie spodziewała. Zrobiło jej sie strasznie wstyd. Jak mogła sie tak głupio zachować. Nakrzyczała na niego,a on jeszcze teraz za nią zapłacił.
-Co tak stoisz? Proszę idź usiąść.-powiedział chłopak
-Nie spodziewałam sie tego po tobie. Oddam ci co do grosza.
-Przestań, to dowód że nie jestem taki za jakiego mnie masz. Nie gadaj już więcej i siadaj, bo sie rozmyśle.-odpowiedział
Dziewczyna posłusznie poszła zająć miejsce przy stoliku. Wybrała ten obok dużego okna z widokiem na ulicę. Na stoliku stał wazonik z różami, nachyliła sie żeby je powachać, pachniały jak te w jej ogrodzie. Tęskniła za domem, lecz tu też się dobrze czuła i myśl że będzie musiała stąd odjechać była dla niej przytłaczająca.
Chłopak usiadł na przeciwko nic nie mówiąc patrzył się tylko w okno. Po kilku minutach kelnerka przyniosła ich zamówienie. Oboje zabrali sie za jedzenie. Było pyszne. W życiu nie jadła lepszego pączka, był jak domowy.
-Ty nie ograniczasz czasem cukru?-spytała
-Czasem można zrobić mały wyjątek.Smakuje ci?
-Tak, bardzo dobre są. Smakują trochę jak mojej mamy.
-Tesknisz za domem?
-Nie, może czasem, ale zawsze marzylam żeby tu przyjechać. Jest tu tak pięknie.
-No i sie nie mylisz. Rzeczywiście jest to piękne miasto. Może zdarzysz je chodź trochę poznać przez te trzy tygodnie.
-Mam taką nadzieję. Znasz to miasto dobrze prawda?
-Trochę.
-Oprowadziłbyś mnie?
-Nie wiem, pamiętaj po co tu jesteś.
-Tak wiem, ale wiecznie nie będziemy siedzieć i robić zdjęć. Napewno znajdziemy na to tez trochę czasu.
-Wątpie.
CZYTASZ
Fotograf
RomanceInes jest w ostatniej klasie liceum. Wyjeżdża na wycieczkę pożegnalną do Warszawy. Plan wycieczki obejmuje uniwersytet, który zawsze tak bardzo chciała zwiedzić. Tam zbacza z trasy wycieczki i na własną rękę ogląda uniwersytet. Poznaje tam chłopaków...
