3. Prawda

186 13 2
                                        

Nie mogliśmy już nic zrobić. Ron zmienił skórę i stał przerażony na środku salonu. Podkulił ogon i piszczał, prosił o pomoc. Czułam jego ból, sama nie mogłam myśleć od zapachu który roznosił się po pomieszczeniu. Dziewczyny stały w kącie z szeroko otwartymi oczami. One także były przerażone tym co właśnie zobaczyły. Musiałam jednak myśleć trzeźwo i coś z tym zrobić. Wszyscy staliśmy tak dosłownie kilka sekund, ale te dłużyły się bez końca.

-Dziewczyny spokojnie, on nie zrobi wam krzywdy. On się boi. Słuchajcie mnie teraz uważnie a potem wam wszystko wyjaśnię. Tess proszę cię weź swoje perfumy i wylej je do zlewu.

Przyjaciółka spojrzała najpierw na mnie a potem znowu na Rona. Nie była pewna czy mówię poważnie ale po chwili się otrząsnęła. Podeszła do swojej torby i wyjęła buteleczkę z fioletowym płynem. Poszła do kuchni i szybko wylała jej zawartość do zlewu, tak jak ją prosiłam. Dla bezpieczeństwa wypłukała jeszcze flakonik i wróciła do salonu. Potem stało się coś czego żadne z nas się nie spodziewało. Lili wyciągnęła rękę w stronę Rona i powoli do niego podeszła. Nie był pewny co ma zrobić. Powąchał jej drobną dłoń po czym spojrzał jej głęboko w oczy. Nie miała złych zamiarów.

- Ron... Nie bój się mnie, zaufaj mi.

Wilk podniósł głowę. Już się nie bał. Zbliżył się do Lili i usiadł obok niej. Dziewczyna pogłaskała go po głowie. Czułam jego ulgę i spokój. Spojrzałam na Chrisa i Luka. Byli tak samo zakłopotani jak i ja.
Po kilku minutach Ron znowu zmienił skórę. Był cały spocony i blady. Zmęczony oparł głowę o ramię mojej przyjaciółki i zamknął oczy. Ta objęła go ramieniem i przyciągnęła do siebie.

- Dobra... Teraz możecie nam wytłumaczyć o co tu chodzi? - odezwała się Tess, o której obecności na chwilę zapomniałam.

- To są zmiennokształtni Tess... Wilkołaki - powiedziała Lili cichym głosem. Wszyscy zwróciliśmy głowy w jej stronę.

-A... Ale skąd ty wiesz?!

-Jestem uzdrowicielką... No przynajmniej powinnam być. Kiedyś tacy jak wy przychodzili do uzdrowicieli po pomoc, bo tylko my wiedzieliśmy jak was leczyć. Z czasem gdy wilków było coraz mniej to i my przestaliśmy być potrzebni...

Nie wiem co było bardziej szokujące. To, że Ron zmienił skórę przy moich przyjaciółkach... Czy to co właśnie usłyszałam od jednej z nich.

- Nie wierzę... Ale jak?! Skąd tyle o nas wiesz?- zapytał Luke.

-Uzdrowicielem zostaję się z pokolenia na pokolenie. Mama mojego taty była uzdrowicielką. Nie miała córki a taką wiedzę przekazuję się tylko na żeńską część rodziny. Moja mama była za stara na nauczanie ale urodziłam się ja. I babcia przekazała wszystko mi.

-Więc wiesz co mu jest?

-Domyślam się. W składzie perfum musiało być wilcze ziele. W połączeniu z jakimiś innymi substancjami wywołało u Rona reakcję alergiczną. Co dziwne reaguje na to lepiej pod postacią wilka. Wygląda o wiele gorzej gdy jest człowiekiem.

-Wiesz jak mu pomóc? - zapytałam.

-Muszę zadzwonić do babci, bo nie jestem pewna...

Gdy emocje opadły wszyscy usiedliśmy przy stole i odpowiedziałam dziewczynom wszystko od początku. Od pierwszego spotkania z Chrisem po nieprzyjemny incydent z organizacją. Tess trudniej było wszystko zrozumieć. Była normalna, nigdy wcześniej nie zetknęła się z naszym światem, w przeciwieństwie do Lili. Potem wykonaliśmy telefon do babci mojej przyjaciółki. Po kolejnym długim tłumaczeniu o co chodzi podała Lili lekarstwo dla Rona. Na szczęście szybko doszedł do siebie.

Po wszystkim co spotkało mnie do tej pory myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy. A jednak udało się. Zastanawiałam się tylko co jeszcze mi się przytrafi i czy będzie gorsze od tego co widziałam do tej pory...

Po cichu liczyłam na to, że nie.

Clary: Ciemna Strona LasuOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz