1

391 12 1
                                        

Kendall pov.

Przeszłam obok chłopaka z dumnie podniesioną głową. Nikt nie będzie się tak do mnie odzywał, a przede wszystkim nie on, Carter- Nadęty dupek z kupą forsy zamiast intelektu. Żadnej okazji nie przepuści żeby tylko być w centrum zainteresowania. Ale miarka się przebrała. W końcu musi się ktoś znaleźć żeby go utemperować.

- Panna Kendall i pan Carter, Eh... czemu mnie to nie dziwi- moje rozmyślania przerwał mi znajomy głos- Proszę do mojego gabinetu- spojrzałam na dyrektora przede mną- A wy wszyscy rozejść się do klas.

Dyrektor Halias .... Wysoki mężczyzna z typowym brzuchem spowodowanym piciem piwa. Każdy go lubi bo rzadko się zdarza żeby kogoś karał, dlatego sądziłam, że i tym razem tak będzie. Uniosłam brew i spojrzałam na niego. Coś się zmieniło. Zazwyczaj w wypadku sporów na korytarzu kończyło się zwykłym tekstem
- Czy wy nie macie co robić? To jest poważna instytucja państwowa, nie plac zabaw... Wtedy  wszyscy się rozchodzili. Nikt nie miał ochoty słuchać starszego, siwiejącego mężczyzny, który miał zagrożone stanowisko dyrektorskie. Ale nie był taki zły, wręcz przeciwnie. Wiele razy udało mi się uniknąć kary za coś co w innej szkołe zostawałabym po lekcjach przez okrągły miesiąc.

- A czy panienka Kendall nie usłyszała co powiedziałem? To, że dopiero wróciła panienka do szkoły nie zwalnia pani z obowiązku słuchania dyrektora- obudziłam się z letarku po czym zorientowałam się, że na korytarzu zostałam tylko ja, pan Halias i ten szczerzący się dureń.

~Boże, jak ja go nienawidzę

- Oczywiście, że usłyszałam, chciałam dać tylko czas panu Carterowi, żeby ta informacja do niego dotarła- przybliżyłam się do dyrektora, po czym ściszając głos dokończyłam- wie pan, że nie jest za bardzo rozgarnięty, potrzebuje specjalnej troski- dokończyłam, patrząc się na chłopaka. 

Już się nie uśmiechał. Raczej był wściekły. Gdy chciał powiedzieć coś zarówno bezsensownego jak on sam dyrektor stracił cierpliwość.

- Mam tego dość, obydwoje idziecie za mną- zmierzył nas oboje wnikliwym wzrokiem. Chłopak już otwierał usta, ale dyrektor nie dał mu dojść do słowa- JUŻ!

Nieodwracając się więcej pan Halias ruszył korytarzem do swojego gabinetu, a my za nim. Oczywiście Alan (bo tak ma na imię ten dupek)  jak to on, nie mógł spokojnie iść i specjalnie wyprowadzał mnie z równowagi.

-Suka- mruknął pod nosem na tyle cicho by nikt inny poza mną tego nie usłyszał.

Zacisnęłam zęby. Co jak co ale sprowokować mu się nie dam. 

- Teraz się nie odezwiesz? Wcześniej nie potrafiłaś się zamknąć i patrz gdzie przez to jesteśmy.

-Przeze mnie? Ty chyba masz sklerozę, zapominasz rzeczy, które się działy chwilę temu? Chyba powinieneś udać się do lekarza, chociaż żaden specjalista już ci nie pomoże- uśmiechnełam się wrednie patrząc na chłopaka. 

Ledwo odwróciłam wzrok od chłopaka ten popchnął mnie na ścianę, przygważdżając bym nie mogła uciec.

-Słuchaj no mała, nie mam zamiaru tracić czasu na nic nie warte pogawędki z jakąś niedorozwiniętą laską, która chce zwrócić na siebie uwagę, więc odbębnimy to debilne spotkanie u dyrka, któremu powiesz, że to przez twoją nieporadność doszło do tej sytuacji.

-No chyba śnisz jeśli myślisz, że coś takie powiem, jesteś...

- No więc? Długo ma na na was dyrektor czekać?- spojrzałam ponad ramieniem chłopaka na niską, pulchną kobietę w hipijskiej sukience.

Zakład o życieOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz