Pov. Alan
Cholerna buda. Cholerny dyrektor. Cholerna smarkula. Mam już tego dość. Niech mnie drugi raz zawiesi albo niech wyrzuci mnie z tej szkoły. Nie wytrzymam tu dłużyej dlatego od razu po wyjściu od dyrektora idę do domu.
Domu......Takie to banalne słowo a może mieć tyle znaczeń. To słowo każdemu powinno się kojarzyć z miłością, bezpieczeństwem, bliskością rodziny i miejscem odpoczynku.
Niestety u mnie jest całkowicie inaczej. Mój dom to drugi ring.
Ring w którym nie walczę ale się bronię.
Prawda jest taka że w domu nigdy nie byłem i nie będę bezpieczny. Każdego dnia walczę o to żeby moja mama nie dostała w twarz. Zastanawiacie się za co? Tak naprawdę nikt tego nie wie. To zależy od humoru i procentach buzujących w żyłach mojego ojca.
Louis Carter- pieprzony biznesmen, mój ojciec. Jest wysokim i szczupłym niebieskookim mężczyzna z kupą forsy, dzięki prowadzonej firmie gdzie jest właścicielem. Jest to dobrze prosperujące przedsiębiorstwo zajmujące się transportem międzynarodowym. Taaa. Jakby ta placówka jeszcze była normalna. Mój ojciec przy okazji przemyca narkotyki o czym nikt nie wie, a ja sam się ostatnio dowiedziałem. W pracy jest ułożonym i pomocnym szefem, który każdego dnia ma koło siebie pełno dziennikarzy, telewizję. Całe miasto go zna, a dzięki temu tak naprawdę ja jestem najważniejszy w szkole i to ja w niej rządze.
Prawda o Szanowanym Panie Lousie?
To taka jaki jest po pracy.
Wystarczy że odwiedzi mały osiedlowy sklep, kupi wódkę czy piwa i juz jest prawdziwym sobą.
Potrafi przyjść i uderzyć moja mamę za nic. Wymyśli w 5 min powód....albo zupa nie taka albo nie posprzątane, nie wyprane. Tak wiem ze teraz myślicie- czemu nie weźmie rozwodu? To nie takie proste, ona jest od niego uzależniona finansowo, zawdzięcza mu też swoją pozycję.
Zapomniałem dodać- mój ojciec ma pełno pieniędzy, ale nigdy w życiu mi nie dał nic.
Od zawsze na siebie musiałem i muszę zarabiać sam. Zarabiam na nielegalnych wyścigach, od niedawna zacząłem wdrażać się w życie nielegalnych walk, dodatkowe pieniądze robiąc to co się kocha.
Jasmina carter- moja najważniejsza i ukochana kobieta. Moja mama jest niską blondynką o brązowych oczach. Bardzo kocha taniec ale nie może się spełniać przez mojego ojca. Zakazał jej, ma siedzieć w domu i zająć się tym czym powinna.
Z zewnątrz rodzinka idealna, a w środku? Zgnita. Po prostu pozory mylą.
Każdy mnie uważa za kogoś kim nie jestem. Myślą ze liczą się dla mnie tylko pieniądze, sława, bycie liderem, i ośmieszanie innych.
Krótko mówiąc- poza domem taki jestem. Nie pokazuje uczuć, dziewczyny mam na jedną noc.
Gdyby ktoś poznał prawdę o mojej rodzinie nie chciał by mnie znać. Już taki jest ułożony ten świat ze liczy się pozycja w społeczeństwie.
Wchodzę do domu gdzie jest cisza. Przeważnie zawsze słychać było muzykę. A dzisiaj? Nic, idealna cisza. Coś musi być nie tak.
Idę wgłąb w stronę kuchni i przy wysepce znajduje zapłakaną mamę. Znowu ten gnojek. Zabije go, jest moim ojcem ale go nienawidzę. Od 2 tygodni zastanawiam się czy nie wsypać go do pudła za przemyt narkotyków. Przynajmniej by był spokój.
- Co się stało? Znowu przyszedł niespodziewanie? Za co tym razem?
- Za głośno muzyka była, a na jego pozycję to niedopuszczalne bo sąsiedzi coś sobie pomyślą. Już nieważne zdenerwował się tylko i to moja wina. Odgrzej zupę i zapomnij - całe ręce się jej trzęsa, jest wycieńczona od płaczu, cała dygocze. Tak jest zawsze. Kurwa mac zabije go! Jak może być takim ochydnym typem bez jakichkolwiek uczuć?
CZYTASZ
Zakład o życie
RomanceOn- wysoki brunet o niebieskich jak ocean oczach, kapitan drużyny futboolowej, typowy bad boy z gronem zawsze chętnych dziewczyn. Ona- wysoka brunetka, kapitan drużyny cheelederek, ma wiele marzeń. - Patrz jak chodzisz- warknełam patrząc na chłopaka...
