-I w tym momencie na scene wchodzi Jonah i idziecie razem na "plażę"...- patrzę na naszą reżyserkę wydającą nam instrukcje dotyczące kolejnych scen. Jako, że dzisiaj jest czwartek a Alan znowu nie pojawił się na próbie musimy ćwiczyć bez niego. Mam dość biegających dookoła dzieci, ale jestem na nie skazana, do momentu aż pojawi się chłopak.
Nigdy nie myślałam, że będę pragnąć jego obecności. Od naszego spotkania mineły dwa dni. Nikt go nie widział, mimo, że niedługo mają kolejny mecz, nie zjawił się na treningach a tym bardziej na lekcjach.
Przećwiczyliśmy sporo sytuacji oczywiście z scenariuszem. Nikt nie nauczył się jeszcze roli. Niestety najwięcej aktów mam z Alanem, więc jesteśmy sporo do tyłu jeśli chodzi o przedstawienie.
Siadam znudzona kolejną sceną dziecięcą. Skoro i tak nie mam co robić postanawiam dołączyć do grupy zajmującą się dekoracjami. Ledwo zdążę odejść parę kroków rozlega się głos,
- Kendall gdzie ty idziesz? Nie możesz..!- reżyserka zaczyna swoje lamenty względem mnie
- W cholerę, wie pani!- patrzy zdziwiona moim wybuchem- Jaki jest sens tego, żebym stała jak kołek na scenie przez parę godzin i patrzyła jak te pierdolone dzieci ganiają się w kółko! Niech pani je ogarnie do cholery!- podchodzę do niej wolnym krokiem i patrząc jej w oczy mówię, ściszonym, lecz nadal mocnym głosem- Podobno jest pani wybitną producentką, a nie potrafi pani zapanować nad bandą smarkaczy. Gdzie jest Alan do cholery?!- kręci przecząco głową- Nie wie pani? O kurwa niespodzianka! Spierdalam stąd! Daj znać jak się ogarniesz- wychodzę przez dwuskrzydłowe drzwi ostentacyjnie pokazując wszystkim środkowe palce.
Bedąc przed budynkiem wyciągam telefon i umawiam się na wcześniejszy trening z dziewczynami z drużyny. Po chwili odzywa się mój telefon.
- Coś się stało?- pyta Cass zmartwionym głosem
- Nie, po prostu musimy ćwiczyć. Te dwie nowe ledwo nadążają a jutro jest ostateczny termin czy je przyjmiemy, muszą pokazać co potrafią- uśmiecham się z chytrością
- Czyli dasz wszystkim niezły wycisk?- pyta zdegustowana- to może być potrzebne, mieliśmy zbyt długą przerwę- potwierdzam głową, mimo, że wiem, że tego nie zobaczy
- Za 20 minut na boisku?
- Pasuje, wiesz, że nauczyciele zawsze nas puszczą- śmieje się z radością w głosie. O tak zdecydowanie nauczyciele uwielbiają pozbywać się cheerlederek z swoich lekcji.
- Do zobaczenia.
Kończąc rozmowę wchodzę do budynku szkoły i kieruję się do szatni. Każda z nas ma zapasowy strój na niespodziewane treningi. Przebieram się, jednocześnie ciesząc się, że gdy zostałam kapitanem miałam możliwość wyboru stroju, na który składały się body i spódniczka, a nie jak wcześniej, więcej odkrywający niż zakrywający top. Miłym dodatkiem okazała się kurtka, sprezentowana nam z okazji zwycięstwa naszej drużyny futboolowej w mistrzostwach stanowych w ubiegłym roku. Zgarniam butelkę wody, telefon, słuchawki i kieruję się w stronę umówionego miejsca.
Rozgrzewka jest obowiązkową czynnością przed każdym treningiem, więc zaczynam od biegu na bieżni. Wiedząc, że dziewczynom trochę zejdzie zebranie się, włączam moją ulubioną playlistę i zatapiam się w biegu.
Po parunastu kółkach, postanawiam się porozciągać. Zamykając oczy staram się skoncentrować na tym co robię. Zanim zdążę dokończyć szpagat czuję na sobie czyjś wzrok. Otwieram oczy i widzę chłopaka w czarnej bluzie z kapturem siedzącego na ławce przy boisku.
Domyślając się kto to jest odwracam wzrok i z powrotem staram się skupić na ćwiczeniach. Po chwili czuję, że ktoś wyciaga słuchawkę z mojego ucha.
- Czego chcesz?- pytam wyciagając ręce w górę i starając się przeciągnąć tak, by szczeliły mi zdrętwiałe kości. Słysząc ów dźwięk od razu czuję się lepiej
- Chciałem porozmawiać- mruczy- czy możesz się podnieść i przestać tak wyginać?- widząc, że nie zwracam uwagi na jego słowa, sam łapie mnie za łokcie i podnosi.
- Co ty odpierdalasz? Nie dotykaj mnie
- Ostatnio ci to nie przeszkadzało- prycha
- Ostatnio nie miałam wyboru
- Teraz też możesz nie mieć, ale nie o tym przyszedłem pogadać
- No to do rzeczy
- Chodzi o przedstawienie, jutro jest próba od rana, bądź- mówi
- Ha i mówi to ten co nie pojawił się na żadnej z nich- odwracam się z wrogością do niego.
- Miałem swoje sprawy- odruchowo drapie się pogłowie, jednocześnie odsłaniając część twarzy
- Nie pierdol- patrzę z szokiem na jego twarz a raczej na żółto fioltowe coś.
- Co?- pyta skołowany ale widząc mój wzrok szybko naciąga bardziej kaptur, mrucząc przekleństwo pod nosem
- Jesteś głupi czy pojebany? Serio walki?- pytam- dobra nie mój interes, ale twój wygląd nie ma wpływu na to, żebyś stawił się na próbie, wiesz?
- Taa... narazie- szybko kończy naszą rozmowę słysząc zbliżające się głosy mówiące, że reszta się tu zbliża.
- Nie mogłeś zadzwonić?
- Nie miałbym wtedy takich widoków- rzuca prowokująco nawiązując do sytuacji przed chwilą
- Debil!- śmieję się rzucając za oddalającym się chłopakiem
- Hej Kendall- odwracam się słysząc swoje imie- czy to był Alan? Jak ci idzie z zakładem?
- W porządku- urywam i zwracam się do całej grupy- na początek robicie krótką rozgrzewkę, 5 kółek po bieżni- mówię patrząc na każdego po koleii
-Za co to było?- pyta Cass, po 2 godzinach rzucając się na trawę, każdy podąża za jej przykładem i kładzie się by ochłonąć- jeszcze nigdy nie zrobiłaś tak męczącego treningu- uśmiecham się z satysfakcją.
-Marlene, Sarah!- wołam do siebie nowe- jutro wystąpicie w oficialnym składzie, dobrze wam dzisiaj szło, ale jeśli pomylicie kroki wylatujecie- rzucam krótko
- Jakaś ty wspaniała- prycha pod nosem Cass, śmiejąc się głośno- nie wierzę, że tak lekko się z nimi obeszłaś. Powiniśmy cię mianować potępiona królowa, co ty na to? W sumie zawsze postawisz na swoim- śmieje się z własnej pomysłowości- Hej dziewczyny co wy na to żeby ...
-Potępiona - mruczę tak cicho, że nie mogła mnie usłyszeć, jednocześnie zatapiając się w wspomnieniach jakie przynosi owe słowo. Kto mówił, że czyny ranią bardziej niż słowa?
Parę godzin później szykuję sobie gorącą kąpiel, mającą rozluźnić zmęczone mięśnie. Wydarzenia całego dnia przechodzą mi przez głowę. Widok poobijanego Alana, nie był miłym widokiem. Krzywię się i patrzę na swoje odbicie w lustrze. Schodzę wzrokiem niżej patrząc na każdą z blizn zdobiących moje ciało, jednocześnie przypominając sobie o dawnym przezwisku. Nie bez powodu upierałam się nad wybraniem nowych strojów, w tamtych moje tajemnice były by zbyt widoczne.
Sięgam po telefon i wysyłam jednyną wiadomość jaka może w tym momencie komuś pomóc
2 apapy rozgnieć i zmieszaj z maścią chłodzącą. Nałóż na siniaki po kąpieli w lodowatej wodzie. Polecam się w między czasie znieczulić butelką dobrej whiskey. Pomaga ;)
Odkładam telefon i zanurzam się w przygotowanej kąpieli. Nim całkowicie znajdę się pod wodą czuję jak po policzku spływa mi jedna samotna łza, przywracająca przeszłość.
-------------
Hej, więc ciąg dalszy akcji. Pewnie się domyśleliście do kogo wysłała sms głowna bohaterka, nie muszę wam tego mówić. 😂
Do wkrótce!
~💣
CZYTASZ
Zakład o życie
RomanceOn- wysoki brunet o niebieskich jak ocean oczach, kapitan drużyny futboolowej, typowy bad boy z gronem zawsze chętnych dziewczyn. Ona- wysoka brunetka, kapitan drużyny cheelederek, ma wiele marzeń. - Patrz jak chodzisz- warknełam patrząc na chłopaka...
