Rano obudziły mnie wpadające przez moje okno promienie słońca , które jak na tak późną porę -w końcu była końcówka października - grzało wystarczająco mocno .
Nie miałam chęci cokolwiek dzisiaj z sobą robić . Mogłabym tak leżeć ...i leżeć .. ale moja reputacja w szkole była niezadowalająca więc z pewnością dzień wagarów nie polepszyłby mojej sytuacji . Niestety .
Zaczęłam od porannej toalety . Wyszykowałam się i postanowiłam coś zjeść , chociaż nie miałam ochoty. Ale perspektywa wf-u na pierwszej lekcji z pustym żołądkiem .. obawiam się że mój organizm nie zniósłby tego za dobrze .
Schodząc po schodach usłyszałam głośne pukanie do drzwi .
- Ciekawe kto postanowił zniszczyć mi tak piękny poranek - wrzasnęłam wściekła. Nie miałam ochoty nikogo widzieć, a tym bardziej o 7 rano.
Postanowiłam że to zingnoruje.
Zabrałam się za przygotowanie żarcia . Jednak pukanie nie ustępowało. Moja cierpliwość była u kresu wytrzymałości .
Gdy nagle ..
usłyszałam wołanie zza drzwi .."córeczko" ..
-Oo nie . Tylko nie ona . No zajebiście . Świetny poranek nie ma co - powiedziałam zrezygnowana do siebie.
Podeszłam do drzwi , otworzyłam.
W progu ujrzałam swoją matkę . Widok był zawsze taki sam .
Udawała przejętą ,zatroskaną mamusie, a tak naprawdę miała mnie w dupie . Nigdy nie miałyśmy dobrego kontaktu . Może dlatego że nigdy jej nie było . Wolała wyjeżdżać na jakieś swoje zasrane wyjazdy niż budować jakąkolwiek więź ze swoim dzieckiem .
- Córeczko wróciłam - przywitała mnie mocnym uściskiem.
Zachowywała się tak jakby znowu nic się nie stało .
- Zdążyłam zauważyć - powiedziałam z żalem w głosie , po czym odwróciłam się i wróciłam do swoich zajęć .
Matka stała jeszcze chwile w osłupieniu spoglądając na mnie . Pewnie sądziła że rzucę się jej w ramiona z wielką ulgą, że wreszcie przyjechała i postanowiła się mną zająć aż do następnego wyjazdu .
Ale nie .
To koniec .
Nie jestem tą samą mała dziewczynką, którą przekonywał tekst " ja muszę zarobić pieniądze, żeby tobie było jak najlepiej kochanie" .
Po wielu latach wypracowałam sobie opinie o mojej matce . Była zimną kobietą , która uciekała od własnego dziecka .
- Kendall , kochanie, wiesz dobrze że ja musze wyjeżdżać - O nie . Znowu się zaczyna moja rodzicielka postanawia wygłosić monolog mający chociaż w jakimś stopniu przekonać mnie o jej niewinności.
- To wszystko robie dla ciebie . Żeby Ci się lepiej żyło i niczego nie brakowało . Wiem że ci ciężko ale mi też nie jest łatwo zostawiać cię na tak długi czas .
- Tobie jest ciężko ?! A co ja mam powiedzieć ! Moja własna matka ma mnie w dupie. Wyjeżdżasz , przyjeżdżasz i próbujesz udawać rozpaczajacą matkę, która tęskni za swoim dzieckiem, po to by przy nastepnej lepszej okazji znowu mnie zostawić. Zrozum! Nigdy cię przy mnie nie ma ! I nigdy nie będzie ! - nie wytrzymałam . Wybuchłam płaczem, rzuciłam wszystko i wybiegłam z domu. Miałam tego dość .
Błąkałam się ponad 3 godziny . Nie chciałam jej widzieć, a do szkoły i tak już było za późno . Poza tym w całym zamieszaniu nie wzięłam torby.
Potrzebowałam spokoju.
Cały czas w głowie miałam Alana i pytanie dlaczego nie przyszedł . Kurwa czy nawet w takich chwilach muszę zaprzątać sobie głowę tym kretynem?! Postanowiłam zmienić szlak i weszłam w głąb lasu . To jedyne miejsce w którym potrafiłam się wyciszyć . Kocham las. Jego zapach i ta cisza ...wielka cisza.
Zrobiło się późno.
Musiałam wracać.
Nagle usłyszałam czyjeś kroki idące w moją stronę. Odwróciłam się, ale nikogo nie było . Czyżby tyle godzin w samotnym lesie zadziałało na moją psychike zbyt mocno. Nie zwracałam uwagi na dziwny " szelest" i poszłam dalej.
Nagle czyjaś wielka dłoń złapała mnie za bark i wciągnęła w głąb krzaków . W jednej chwili serce waliło mu jak oszalałe. Próbowałam krzyczeć, ale mój napastnik pozbawił mnie jakiejkolwiek możliwości zrobienia tego. Nie widziałam jakie miał myśli . A jeżeli to był jakiś chory gwałciciel?! Postanowiłam działać. Mocno się odpychałam gdy wreszcie w ostateczności ugryzłam go w rękę . W tym samym momencie wyrwałam się z okropnego uścisku i zaczęłam uciekać co sił w nogach .
- To tylko ja odiotko!- usłyszałam znajomy męski głos .
Odwróciłam się .
Wpadłam w wielką złość .
-Nieee.. to nie mogła być prawda . Czy ty kurwa normalny jesteś .?! Wiedziałam że z mądrością u ciebie ciężko ale żeby być aż takim debilem?! Kurwa! Zabije cie ! Wiesz jak się bałam ! Myślałam że to jakiś gwalciciel ! Głupi huj!-warknęłam na niego.
- Złość piękności szkodzi - zadrwił siebie ze mnie i posłał jeden z tych swoich popisowych ironicznych uśmieszków.
-Pierdol się! Co ty tu wogole robisz do kurwy?!- wykrzyczałam.
-Jak to co ? Czekam na ciebie kochana-znowu sobie ze mnie kpił.
-Spierdalaj idioto.
-Uuu...co tak ostro Panno Kendall. Haha czyżby ktoś tu się przestraszył ?- popatrzył na mnie ironicznie.
- No sorry nie myślałam że jesteś aż takim debilem żeby napadać na ludzi w lesie .
- Taa-odparł obojętnie .
-Zawsze chodzę do lasu gdy chcę pomyśleć , odreagować -czułam,że mówi szczerze. Jednak postanowiłam trochę z niego zadrwić .
-No prawie uwierzyłam w twoje fascynujące wytłumaczenie . Hmm...mięczak- wskazałam na niego palcem ,odwróciłam się i odeszłam .
- No chyba nie myślisz że pozwolę ci odejść samej . Nawet nie wiesz gdzie iść . A możliwe że czyha gdzieś na ciebie jakiś psyhopatyczny gwałciciel - Alan ...tak wielki Alan to powiedział . Aż nie do uwierzenia .
-Jednego już spotkałam i to mi wystarczy - drażniłam go.
- No to prowadź Sherlocku - zaśmiałam się i ruszyliśmy z powrotem.
Nie rozmawialiśmy długo podczas całej drogi .
- Dlaczego wtedy nie przyszłeś? - nie uzyskałam odpowiedzi.
- Im mniej wiesz tym lepiej . Jesteś bezpieczna - nie wiedziałam co powiedzieć . Nie rozumiałam. Wiedziałam , że Alan coś ukrywa .
Tylko nie wiedziałam co.
Po chwili zorientowałam się że, byliśmy pod moim domem.
-Dalej pójdę sama - powiedziałam.
-Żadnego buziaka na pożegnanie ?- odrzekł Alan.
- Pfff pierdol się - odeszłam, a chłopak się zaśmiał .
Jak myślicie co tak naprawdę ukrywa Alan?🤔
Robi się tajemniczo , a emocji nie brakuje !!!💓
Niedługo kolejny rozdział !!
Czekajcie z niecierpliwością! 💕💙💕
~💎
CZYTASZ
Zakład o życie
RomanceOn- wysoki brunet o niebieskich jak ocean oczach, kapitan drużyny futboolowej, typowy bad boy z gronem zawsze chętnych dziewczyn. Ona- wysoka brunetka, kapitan drużyny cheelederek, ma wiele marzeń. - Patrz jak chodzisz- warknełam patrząc na chłopaka...
