Pierwsze co czuje to suchość w ustach i szum w uszach. Powoli otwieram oczy i widząc rażące światło szybko je zamykam.
Następnym odczuciem jest ból. Czuje go wszędzie. Bark, prawy bok.
Potem sobie przypominam. Walka.
A raczej moja wielka klęska.
Jecząc na myśl o upokorzeniu powoli się podnoszę i wypieram tą myśl zastępując inną. Gdzie ja jestem. Nim zdążę się zastanowić dobiega do mnie głos.
- Wreszcie księżniczka się obudziła- słysząc drwiący głos obracam głowę w jego stronę. Zauważam Louisa siedzącego na ziemi i opierajacego się o ścianę za nim. Widząc mój wzrok podnosi się i podchodzi do mnie I siada obok na ławce.
- Co.. co się stało po tym jak upadłem?- mówię z lekkim chrzaknieciem spowodowanym chrypą.
- Hmm... co się stało? Zostałeś kurwa sciagniety z areny. Czy Ty kurwa masz rozum ?!
- O co się wsciekasz? Lepiej podaj mi coś do picia. Gardło mnie boli
- Ależ proszę bardzo masz wodę- rzuca wspomnianą rzecz w moja stronę I nim zdążę chociaż wyciągnąć rękę butelka z impetem trafia mnie w ramie. Czuje jak z bólu łzy cisną mi się do oczu.
- Pogrzalo cię?
- Mnie? Mnie kurwa pogrzalo? Spójrz kurwa w lustro- wskazuje na ścianę, podazam za nim wzrokiem,podnoszę się i podchodze do umywalek. Patrze w górę i to co widzę wprawia mnie w osłupienie.
Podbite oko, rozcieta warga, do tego ślady po krwi, która prawdopodobnie poszła z opuchnietego nosa. Znizajac wzrok widzę widzę że mój prawy bark prawie w całości pokrywa aktualnie żółty siniak. Nie chce nawet myśleć jak wygląda reszta.
- I jak podoba Ci się to co widzisz ? Czy Ty kurwa jesteś normalny człowieku! Powiedziałeś że jesteś przygotowany A ten mały sukinsyn rozjebal cię w mniej niż 2 minuty. Nigdy więcej.
- Uspokuj się, to pierwsza walka z innymi pójdzie lepiej.
- Czy Ty się słyszysz? Nie będzie więcej walk, na mnie nie licz, że ci załatwię.
- Stary...
- Nie, nie będę mieć Twojego życia na sumieniu. Wpisowe przepadło, nie wytrzymales co najmniej 3 rund w pierwszej walce. Co tu kurwa mówić pięciu minut nie wytrzymales. Daruję ci te 2 koła bo jesteś moim kumplem, ale więcej ci nie dam- mówiąc to wychodzi trzaskajac drzwiami. A ja jak ostatni slabeusz wymiotuje.
Pov. Kendall
Poniedziałkowy ranek następuje szybko. Zdecydowanie zbyt szybko. Budząc się z małym kacem w sobotę, wiedziałam, że dzień będzie ciężki. Ale nie wyobrażałam sobie, że Alan nie odezwie się i stałam jak głupia 2 godziny na parkingu szkolnym czekając aż ten debil zjawi się w umówionym miejscu. Zostawiłam mu chyba z 1000 wiadomości A on nawet nie raczył się odezwać.
Więc w 1 dzień tygodnia jestem lekko podirytowana. Lekko, ha mało powiedziane.
Przemierzam szkolny korytarz w poszukiwaniu tego dupka. Slysze pochwaly z piątkowego występu drużyny, ale nie przejmuje się tym. Idę dalej A ludzie przede mną ustępują mi drogę widząc mój nastrój. Wiedząc, że lepiej się dzisiaj nie wychylać. Jedyne co mi się udaje to zrobić dodatkowe kilometry bo Alan nie wstawił się w szkole.
- Kurwa gdzie on jest?- pytam się jednego z paczki chłopaka.
- A co ja jego niania? Jak chcesz to mogę być twoja, mała- chciał zrobić na mnie wrażenie? Pusty debil
- Słuchaj ty skretyniały debilu bez chociaż dwóch szarych komórek w tym pojebanym mózgu. Nie wiem jak się nazywasz. I nic mnie to nie obchodzi, bo jesteś nikim. Żałosny pomiot życia. Masz mu przekazać, że ma się do mnie odezwać. I lepiej żebyś to przekonał, bo kurwa nie ręczę za siebie co Ci zrobię jeśli tak się nie stanie, mały- zjeżdżam go obrzydliwym wzrokiem i jeszcze bardziej się obrzydzam widząc wybrzuszenie w jego spodniach- serio kurwa? Podnieciło cię to? Żałosne.
- Panno Kendall co to za zachowanie? Nie przystoi to damie- odwracam się do źródła głosu. Nasz kochany, sarkastyczny, chamski woźny. Jeszcze jego dzisiaj tu brakowało.
- Pierdol się
- Słucham?
- Pierdol się, mam ci to przeliterowac? Zapierdalaj marnować życie A nie sensacji szukasz.
- Gdy dyrektor się o tym dowie...
- A dowie się? Czy ktoś coś tu widział?!- pytam patrząc na otaczający nas tłum, który jak na zawołanie zaczął się przezedzac, kręcąc głowami w akcie zaprzeczenia- więc nie masz świadków Litt- stwierdzam, wymawiajac jego nazwisko jak największego śmiecia na świecie.
- Nie wiem czy wiesz ale mamy tu kamery
- Ha mówisz o tych, elektronicznych urządzeniach, które nagrywaja nas Ale nie rejestrują dzwieku? Śmiało
- Ależ rejestrują i gdy dyrektor..
- Nie rejestrują A wiesz skąd wiem ? Twój przełożony mi powiedział. Więc wiesz całe to zdarzenie wygląda jak zwykła rozmowa. Ale spróbuj czegoś A przegrasz. Myślisz że ktoś na mnie doniesie? To chyba jesteś glupszy niż myślałam. Zawsze można to rozegrać jak molestowanie. Śmiało Litt twoje słowo przeciw mojemu.
- Suka
- Ależ kochanie, nie odtracaj mnie- krzyczę z uśmiechem za odchodzących woźnym.
Poprawiam plecak i zrywam się z reszty lekcji. Nie mam ochoty zostawać dzisiaj w tym miejscu.
Wieczorem mój humor był jeszcze gorszy niż rankiem. Na umówionej próbie do spektaklu zabrakło oczywiście drugiego głównego bohatera i ja zostałam obarczona za to wina. Wylałam kawę na jednego z członków ekipy, a potem za nakrzyczenie na innego wyrzucona z dzisiejszych zajęć. Finału dopełniła wiadomość od matki że wraca dopiero w najbliższy weekend i mam szlaban. Dzięki komu ? Mik'owi. Jebany kabel.
Po "małej" kłótni najlepszym wyjściem było pojęcie spać. Co zresztą uczyniłam.
Chociaż sen mnie nie zawiódł dzisiejszego dnia.
~💣
CZYTASZ
Zakład o życie
RomansaOn- wysoki brunet o niebieskich jak ocean oczach, kapitan drużyny futboolowej, typowy bad boy z gronem zawsze chętnych dziewczyn. Ona- wysoka brunetka, kapitan drużyny cheelederek, ma wiele marzeń. - Patrz jak chodzisz- warknełam patrząc na chłopaka...
