pov. Kendall
Po przećwiczeniu praktycznie całego układu, który nie obył się bez paru błędów, pani Smith dała nam chwilę na odpoczynek, a sama poszła zawołać chłopaków, którzy mieli nam służyć jako wyrzutnie.
Prawie rówocześnie położyłyśmy się na trawię i zaczełyśmy głęboko brać oddech. Co jak co ale taki trening jest męczący. Nie trwa długo. Cała choreografia zajmuje około 5 minut tańca, a czego nie jest to dużo, ale ruchy są bardzo intensywne.
- Co sądzisz o sobocie?- patrzę z zmieszaniem na Cass. Uświadomiłam sobie, że przez cały czas nie słuchałam ją. Widząc moją minę, dziewczyna wzdycha po czym siada po turecku, co sama uczyniam za chwilę- Chodzi mi o kupno prezentów, wiem, że sobie będziemy kupować odzielnie ale naszym wpólnym przyjacielom możemy wybrać razem. Więc co sądzisz o sobocie?
- Dziewczyno jeszcze nie ma grudnia!- wykrzykuję ze śmiechem
- Przezorny zawsze ubezpieczony, wiesz przecież..- przerywa patrząc na coś a raczej na kogoś za moimi plecami. Podążając za jej spojrzeniem odwracam się i spostrzegam panią... wracającą wraz z naszymi pomocnikami.
- Zayn?!- pytam i patrzę jak staje się czerwona
- Wiesz nie mówiłam ci, ale zaprosił mnie do kina i wiesz podoba mi się- otwieram szeroko usta i chcę ją jeszcze zapytać o jakieś szczegóły ale pani.. uniemożliwia mi to. I tak się dowiem.
Godzinę później zlane potem wracamy do szatni. Po szybkim prysznicu i przebraniu się, żegnam się z Cass i ruszam w kierunku domu. Pora nauczyć się tekstu.
Przez cały tydzień wiele się nie działo. Sprawdzian z historii, o tak ta smoczyca na pewno chce mnie oblać, na szczęście ściągi ratują życie. Kilka treningów i kłótni z rodzinką później staję w od pewnego czasu znienawidzonym miejscu. Czwartek, po skończeniu ostatniej lekcji zamiast udać się do domu i jak każdy "normalny" nastolatek mieć wszystko gdzieś, stoję na parkingu szkolnym i czekam na Cass, którą poprosiłam o pomoc w nauczeniu roli, a która stwierdziła, że chce to zrobić dzisiaj, żeby jutro mieć wolne.
No tak mecz, nie może się obyć bez późniejszej imprezy.
Na całe szczęście cały tydzień miałam chociaż trochę wolności. Wyciągam telefon, słuchawki i postanawiam zmarnować trochę czasu zanim dzieczyna się zjawi.
Pół godziny i 10 leveli ... później słyszę klakson i podnoszę wzrok znak komórki. Podnoszę się i wsiadam do samochodu.
- Kendall kochanie, może najpierw skoczymy na małe zakupy?- Widząc moją sceptyczną minę, dodaje szybko- i pójdziemy od razu do kawiarni, którą tak lubisz, a potem będziemy się uczyć aż padniesz.
- Ehh okey
4 godziny później obładowane zakupami Cass wkraczamy do jej domu. Odkładamy wszystko na łóżko dziewczyny, na które po chwili opadam.
- Nie uważasz, że powinnam dokupić szpilki do tej habrowej sukienki?- pyta z zamyśloną miną
- Dziewczyno! Kupiłaś pary butów! Na pewno, któreś będą do niej pasować
- W sumie masz rację, jestem padnięta, śpisz u mnie?
- Jasne- powiedziałam kierując się do szafy przyjaciółki, w której mam swoją własną półkę na właśnie takie sytuacje.
- Nie mówisz mamie?
- Przysłała mi sms jak flirtowałaś z ekspedientem, że nie wraca dzisiaj do domu
CZYTASZ
Zakład o życie
RomanceOn- wysoki brunet o niebieskich jak ocean oczach, kapitan drużyny futboolowej, typowy bad boy z gronem zawsze chętnych dziewczyn. Ona- wysoka brunetka, kapitan drużyny cheelederek, ma wiele marzeń. - Patrz jak chodzisz- warknełam patrząc na chłopaka...
