4

127 5 0
                                        

- Kendall- usłyszałam jak ktoś głośno wymawia moje imię, próbowałam spać dalej, licząc, że ta osoba sobie pójdzie. Na marne. Po chwili poczułam jak ktoś wyrywa mi kołdrę i zimna ciecz ląduje na moim ciele. Gwałtownie się podrywam siadając.

- Mike debilu! Co ci szczeliło do głowy?!- spytałam patrząc na tego niedorozwiniętego człowieka.

- Hm.. pomyślmy. Patrząc na to, że zaczynasz zajęcia o 8 a jest 7.30 sądziłem, że to dziwne, że jeszcze nie wstałaś. Więc...- odwróciłam gwałtownie głowę w stronę budzika, ale gdy nie zobaczyłam go na szafce nocnej przypomniałam sobie, że  wczoraj przypadkowo go rozbiłam, a rozładowany telefon podłączyłam do kontaktu, nie włączając go uprzednio- A do tego zaoszczędziłaś na prysznicu- skończył swoją mowę Mike. Jęknełam opadając na poduszki.

- Nie mogłeś obudzić mnie wcześniej?

- I stracić szansę na oabczenie twojej miny? Nigdy! Na szczęście zostało to udokumentowane- zasmial się pokazując mi włączone nagrywanie w telefonie.
Nie mając czasu, żeby się z nim spierać odpowiadam tylko.

- Przysięgam, odpłacę się, chyba nie chcesz, żeby twoi przyjaciele zobaczyli twoje zdjęcia z dzieciństwa np. to jak sie bawisz lalkami? Więc lepiej tego nikomu nie pokazuj dobrze ci radzę- odpowiedziałam, w drodze do łazienki. Po ekspresowym wyszykowaniu się, zabraniu potrzebnych rzeczy wychodzę z domu, rzucając nienawistne spojrzenie Mike'owi. Idąc ulicą przypominam sobie o telefonie. Po jego włączeniu zobaczyłam, pełno powiadomień. Sms od mamy, że nie wróci na noc, o czym się już zorientowałam, a także, że Cas próbowała się do mnie dodzwonić. Nie jeden raz. Postanowiłam zignorować to i nie oddzwaniać do niej skoro za chwilę i tak zobaczymy się w szkole. 

Po wejściu do budynku zauważyłam blondynkę czekającą przy mojej szafce. Szybko podchodzę i zaczynam wyjmować potrzebne książki. Spoglądając na plan orientuje się, że na 1 mam kartkówke z matematyki, na którą nic się nie uczyłam. Bosko.
Nim dziewczyna zdążyła się odezwać zadzwonił dzwonek. Nie chcąc się spóźnić, wyjaśniłam, że pogadamy poźniej.

2 miliony lat poźniej, po 3 godzinach lekcji, w tym jednej ze smoczycą, dotarłam do stołówki, kierując się do stolika, gdzie siedziała Cas.

- Ken.. przepraszam- powiedziała głośno jeszcze zanim usiadłam.

- Za co?- spojrzałam na nią zdziwiona stawiając tackę z jedzeniem na stoliku. Mój standardowy zestaw składał się z frytek, kanapki z łososiem i puszki pepsi albo w wyjątkowych sytuacjach butelki wody niegazowanej. Gazowana to zło.

- No za wczoraj, gdy przyszłam z Alanem- wzdrygnełam się na te słowa- byłaś zła i poszłaś tak szybko. Nie odbierałaś telefonu i..

- Rozładował mi się- mruknełam,

- Uznałam, że jesteś zazdrosna- powiedziała w tym samym czasie. Spojrzałam na nią z niedowierzaniem- wiesz, że to ze mną szedł I wgl rozmawiał, ja sądzę, że...

- Ja? Zazdrosna? Proszę cię. O kogo? O tego dupka Cartera? Wiesz, że go nie znoszę, tego jego obchodzenia się z swoją pozycją. Uważa, że jest królem każdego! Nie pamiętasz co się działo wczoraj? Nigdy nie dałam ci powodów do takiego myślenia!

- Pamiętam ale ja tak naprawdę sądzę, że w ten sposób, obrażając go chcesz, żeby zwrócił na ciebie uwagę.

- Tak, no pewnie, bo marzę, o wspólnej karze- prychnełam,

- A właśnie co się stało po tym jak dyrektorek wziął was do siebie? Mam niedokładne informacje. Dyrektor Halias nigdy nie był tak surowy- uśmiechneła się. O tak, Cas uwielbia ploteczki.

- Zaczne od tego że nasz kochany pijaczyna już więcej nie piastuje tego stanowiska- Cas spojrzała na mnie z niedowierzaniem- dobra zacznijmy od początku- przewróciłam oczami odkladajac nie dojedzoną kanapkę na serwetke- A więc..- wyjaśniłam dziewczynie całą sytuację, a ta patrzyła na mnie z coraz większym szokiem. Po skończonym monologu, czekałam aż blondynka powie, że to niesprawiedliwe, że to wina tego dupka ale jedyne co powiedziała to- więc, mówisz, że nowy dyrektor jest przystojny- jęknelam tracąc wiarę w ludzkość.

- Tylko tyle zapamiętałaś z tego co ci powiedziałam?- spytałam, wkładając frytkę do ust.

- No mniej więcej, to jest ta najważniejsza część. Wiesz chyba będę musiała dostać karę- spojrzałam na nią z wyrzutem- żartuje głupku- zaczeła się śmiać po czym spoważniała. O nie, ten zwrok nie jest dobry- wiesz ja dalej sądzę, że Alan ci się podoba.

- Proszę cię człowieku.- zaczełam się śmiać

- Więc udowodnij to- zauważyła zaciekawienie w moich oczach, więc ciągneła dalej- załóżmy się. Macie razem przygotować przedstawienie?- potwierdziłam- będziecie spędzać razem dużo czasu.

- Weź nie przypominaj, już mi robi niedobrze jak o tym myślę. Więc o co zakład? Mam wylać na niego farbę? Podpalić ubranie, włosy? Nie powiem, fajne. Wygraną mam w kieszeni- chociaz uśmiechnełam się chytrze.

- Rozkochaj go w sobie- wyplułam zawartość ust na stół.

- Że co?

- Jest początek października, sztukę macie wystawić przed świętami. Dam ci czas do sylwestra. Masz prawie 3 miesiące, na to, by zdobyć jego serce. - wzruszyła ramionami- jeśli ci się to nie uda przegrywasz hm.. twoją deskę surfingowa

- Co?!- wiedziała, że ją kocham nad życie- Nie zrobiłabyś tego.

- Chcesz się przekonać?- spojrzała na mnie prowokująco- To tak, żeby cię zachęcić.

- A co jeśli wygram?

- Uwierz nie będziesz chciała nic, bo ty jego też będziesz kochać- powiedziała pewnie nawet nie spoglądając w moją stronę. Prychnełam.

- Chyba po to się zakładamy, żeby udowodnić, że tak nie jest i nigdy nie będzie- syknełam w jej stronę nad stołem.

- Więc wygrasz możliwość spotkania .......- otworzyłam szeroko oczy. Wiedziała, że to moje marzenie. Odetchnełam głęboko, zamykając oczy. Ojciec Cas pracuje jako dyrekror dotyczacy festowali. Mogl bez wiekszych problemow zalarwic wejsciowke.Byłam pewna, że mnie podpuszcza, nie wierzy mi. A jeśli mi się nie uda, przegram ukochaną rzecz.

Alan. 

Spojrzałam na chłopaka, który siedział przy stoliku znajdującym się na środku stołówki otoczony gronem dziewczyn. Śmiał się beztrosko. Gdy wyczuł moje spojrzenie, zwrócił na mnie swoją uwagę, po czym przekazał pozdrowienia środkowym placem. Odwróciłam głowę w stronę Cas.

- Wchodzę w to- odpowiedziałam, wtedy jeszcze nie wiedząc jakie konsekwencje to za sobą pociągnie.

-------------------
💣💣

A więc doszliśmy do tego skąd się wziął tytuł. Powiem szczerze sama nie wiem co z tego wyniknie ale mam nadzieję że czytając będziecie się równie dobrze bawić jak ja gdy to pisałam. 💙
Dajcie znać czy wolicie dłuższe rozdziały czy krótsze. Do usłyszenia.

Zakład o życieOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz