Każdy dzień był ciemny, ale Ja to lubiłem. Nie dbałem o siebie, bo jaki być tego powód? Wykonywałem drobne czynności, bo nigdy nie było mnie stać na większe. Chciałem być cieniem, pragnąłem się gdzieś zaszyć i po cichu spędzić swoje życie, tak, aby niczemu nie zawinić. Mimo moich starań, mimo próśb składanym nadnaturalnym siłą w które ani trochę nie wierzyłem - nie udało się. Pilnowałem siebie w każdym możliwym szczególe, a i tak, stało się.
Być dla nikogo nikim - to był mój cel, który on beznamiętnie zniszczył. Stał się dla mnie kimś ważnym, w pewnym sensie czułem do niego ogromny respekt i szacunek. To wszystko, to często było dla mnie za dużo. Zastanawiałem się, jak? I dlaczego? Myślałem o nim za każdym razem, gdy przebywałem w tej bezsensownej placówce. W sumie, trudno było tego nie robić, gdy obiekt moich myśli siedzi parę ławek dalej.
Kolejny dzwonek, tym razem jednak świadczył o zakończeniu dzisiejszych zajęć. Automatycznie spojrzałem w stronę niskiego bruneta, który bez grama delikatności wrzucał swoje książki do plecaka. To zadziwiające, ile buntu może mieścić się w tej niskich rozmiarów istocie. Sam powoli schowałem zeszyt do torby i wstałem ze swojej ławki.
W tej chwili nie wiedziałem co zrobić. Podejść do niego, czy przejść obok? Niby się kolegowaliśmy, a on nazwał mnie swoim przyjacielem, ale czy to wystarczające, aby zając jego czas moją osobą? Chwilę się zastanawiałem, dlaczego kontakty miedzy ludzkie nie przychodzą mi tak łatwo, jak moim rówieśnikom. Nawet Frank, chłopak wyróżniający się od innych wyglądem oraz zachowaniem, mógł bez problemu rozwinąć konwersacje z kompletnie obcą mu osobą.
Zagryzłem nerwowo wargę, przechodząc koło niego i nawet nie zerkając w kierunku gdzie siedział. Serce dudniło mi w piersi, a ja nie mogłem pojąć dlaczego. Miałem wrażenie, że oszalałem, że straciłem zmysły. Nikt nigdy tak na mnie nie wpływał i chciałem, aby tak pozostało. Wziąłem głęboki wdech, po cichu licząc na jakąkolwiek reakcje z jego strony. Korytarz był pusty, a ja nie usłyszałem za sobą żadnych kroków.
Pewnie nawet nie zauważył, że koło niego przeszedłem - pomyślałem. Już mniej nerwowo, zszedłem po schodach i skierowałem się ku wyjściu szkoły gdzie przesiadywały dość spore grupy uczniów. Patrzyłem przed siebie nieobecnym wzrokiem i w szybkim tempie przekroczyłem przez bramę szkoły. Zwolniłem dopiero wtedy, gdy miałem pewność, że nikt znajomy nie mógł mnie zobaczyć. Wyjąłem z torby mój najlepszy sposób na odstresowanie - fajki. Wyciągnąłem z opakowania jedną sztukę i już po chwili mogłem łapczywie zaciągać się używką.
- Myślałem, że na mnie poczekasz! - usłyszałem koło siebie, przez co prawie dostałem palpitacji serca. Lekko wzdrygnąłem się na głos Franka, który pojawił się po mojej prawej stronie. Szybko przeniosłem wzrok na chłopaka, zauważając jego czerwone od biegu policzki.
- Ja... Przepraszam, nie wiedziałem, że będziesz miał ochotę ze mną wracać - wydukałem, znowu zagryzając tą cholerną wargę.
- Jak to? Przecież zawsze chętnie odprowadzam Cię kawałek! - krzyknął, udając oburzenie. Moje poddenerwowane spojrzenie skrzyżowało się z jego pięknymi, bursztynowymi oczami. Mogłem się koło niego zatrzymać, skarciłem się w myślach. - Gee, wszystko z Tobą okej?
- Tak, dlaczego miałoby nie być? - uśmiechnąłem się niewinnie, co on od razu odwzajemnił.
- Tak tylko pytam, wiesz, że znamy się już prawie miesiąc? - zapytał, lekko szturchając mnie w ramię. Spiąłem się na sam jego dotyk.
- Naprawdę? - starałem się opanować zbędne emocje.
- Tak, dokładnie 30 dni temu dołączyłem do twojej szkoły - powiedział i zrobił minę, jakby rozmarzał się nad wspomnieniem sprzed kilkudziesięciu lat. - Nawet nie potrafisz sobie wyobrazić, jak bardzo cieszę się, że wybrałem akurat tą klasę i miałem okazję ciebie poznać - powiedział bez skrupułów.

CZYTASZ
Remember, don't trust me, baby | Frerard one shots ✔
FanfictionKrótkie, od tysiąca do kilku, pojedyncze opowiadania o tematyce Frerarda. [ZAKOŃCZONE] Data założenia - 06.05.19.