- Ciepły chłód -

142 10 4
                                        


Szłam ulicą i rozglądałam się na boki.

Na nogach miałam luźne dresy, które dostałam od Ochroniarza.

Zaś stopy szły po bordowym chodniku ubrane w szare, za duże trampki.

Włosy, mimo krótkiej długości delikatnie powiewały na wiosennym wietrze.

Na nosie umiejscowione były czarne okulary przeciwsłoneczne.

***

Przez to, że byłam odcięta od rzeczywistości zupełnie nie potrafiłam się odnaleźć w teraźniejszym świecie.

Wszystko było takie ciekawe i nowe jakbym dopiero się urodziła.

Zresztą można to tak porównać, odzyskanie wolności z zyskaniem nowego życia. Nowej szansy.

Idąc przyglądałam się każdemu na ulicy. Z ich perspektywy musiało to wyglądać co najmniej dziwnie, ale nie przejmowałam się tym.

Obserwowałam ludzkie zachowania, wygląd, czasem nawet słuchałam co do siebie mówią.

Oprócz tego przypatrywałam się również sklepom, restauracjom, postanowiłam zjeść lody w budce nieopodal, żeby sprawdzić czy pamiętam ich śmietankowy smak.

Jednak wtedy co innego przykuło moją uwagę.

Stałam właśnie przed małym sklepem z napojami.

— Starbucks — przeczytałam na głos.

Logo nie zmieniło się od tych kilkunastu lat.

Z uśmiechem weszłam do znajomej kawiarni i spojrzałam na wyświetlane menu.

Nazwy napoi trochę różniły się od tych które ja znałam, dlatego postanowiłam zamówić to samo co kobieta przede mną. Jakiś napój o pomarańczowym kolorze.

Czekając na picie usłyszałam rozmowę grupki dziewczyn siedzących przy stole.

— Beznadzieja, rób jeszcze raz — powiedziała jedna znudzonym głosem.

— Nie moja wina, że ten durny telefon nie łapie focusa.

— Daj ja zrobię — fuknęła zdenerwowana.

— Ale ty siedzisz pod złym kątem i światło będzie źle padać — Zastanawiałam się o co może im chodzić, dlatego odwróciłam się lekko i spojrzałam w ich stronę.

Na stole trzymały jeden z napoi i usilnie, próbowały zrobić mu zdjęcie.

— Jej też wysłać? — spytała pokazując palcem na urządzenie.

— Ta, niech zobaczy co straciła wystawiając nas dla tego debila.

Podsłuchiwanie przerwała mi zniecierpliwiona kelnerka, która z chrząknięciem wetknęła mi kubek w rękę i odeszła do reszty klientów.

Wyszłam z zatłoczonego lokalu na gorącą ulicę. Jeszcze rano było wręcz lodowato, a teraz upały.

Na szczęście niedaleko zauważyłam mały park, oraz fontannę, która akurat stała w cieniu.

Usiadłam na brzegu konstrukcji i zaczęłam pić sok. Był wyjątkowo niedobry, ale nie chciałam ciągle narzekać dlatego krzywiąc się piłam dalej. Przynajmniej był zimny.

Wokół mnie przewijało się mnóstwo ludzi, dzieci, dorosłych. Jednak ich twarze i spojrzenia były nieobecne. Zmęczenie, smutek, a nawet złość głównie te emocje dało się wyczytać z ich oczu.

Życie rzadko układa się tak jak chcemy. Zwykle rzuca nam kłody pod nogi, a my musimy je przeskoczyć. Niestety nie każdemu się to udaje.

Zaczęłam bezmyślnie patrzeć w dal i myśleć nad swoim aktualnym życiem, kiedy w moje nogi uderzyła niebieska piłka. Od razu wybudziłam się z transu i spojrzałam na nią.

Wtedy poczułam czyjąś obecność.

Podniosłam wzrok i zobaczyłam przede mną małego chłopca o czarnych jak smoła włosach. Jednak najdłużej zatrzymałam wzrok na oczach dziecka. Błyszczące, szmaragdowe tęczówki spoglądały na mnie przestraszone.

Tylko jedna osoba miała takie oczy.

Popatrzyłam wyżej i zobaczyłam kopie dziecka. Za chłopcem stał wysoki mężczyzna, złudnie podobny do malucha.

— Co się mówi? — swoje pytanie skierował do dziecka.

— Pseplasam — powiedział sepleniąc i wyciągnął rączki po piłkę.

***

Spojrzałam na wsiadającą do dużego, czarnego auta blondynkę. Z kolei brunet zapiął chłopca w foteliku i zajął miejsce kierowcy.

Kiedy samochód odjechał i po chwili zniknął za rogiem mój wzrok powędrował w stronę fontanny.

Nagle zrobiło się przerażająco zimno.


DługOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz