Rozdział 2

1.5K 92 22
                                        

Jack poowijał Twoje palce w bandaże, wcześniej smarując je jakimś środkiem łagodzącym oparzenia. Co ciekawe, miały one kształt pioruna, przypominały wyglądem Figury Lichtenberga, ale na znacznie mniejszą skalę. Kto mógłby przypuszczać, że będzie to tak śmiercionośne?

Ratchet skończył właśnie analizowanie Twojej broni. Zabezpieczył ją i podał Tobie. Chwyciłaś to zdrową ręką i położyłaś na stopniu, na którym aktualnie siedziałaś. 

-Cud, że topaz wytrzymał taki wybuch energii. Masz szczęście (Imię), nabój nagrzałby się o kilka stopni mocniej i nie wyszłabyś z tego cało. 

-Pomożesz mi to opatentować? Wydaje mi się, że popełniłam błąd, nie wkładając nabojów do zamrażarki. Mogłyby tam trochę odleżeć, zamiast używać ich od razu po wyrobie - mruknęłaś, wpatrując się w swój pistolet. Był nieco porysowany, ale powinien jeszcze trochę posłużyć. 

-Dalej chcesz się w to bawić? - Spytał Ratchet, a Ty kiwnęłaś głową. Mech westchnął. Nie mógł być obojętny na to, co dzisiaj usłyszał. Jeszcze nie do końca rozumiałaś, jak działa ich sprzęt. O wiele bezpieczniej byłoby, gdybyś eksperymentowała pod jego okiem - No to chyba nie mam wyjścia, jak się zgodzić. 

-Świetnie! Przy okazji pomożesz mi z cybertroiańskim. Jest trudniejszy niż myślałam.

 ***

Megatron niezadowolony patrzył na swoich poobijanych podkomendnych. Współczynnik wygranych walk z Autobotami malał z każdym dniem i lord nie wiedział, co dokładnie było tego przyczyną. Nieliczne Vehicony, które zdołały przeżyć, skarżyły się na ludzi, którzy podobno przestali być bezbronni. Coś musiało w tym jednak być, ponieważ patrol złożony z pięciu lotników napotkał ostatnio dwójkę ludzi. Dostali rozkaz doprowadzenia ich na Nemezis, ale odpowiedzi zwrotnej nigdy nie uzyskali. Dopiero kilka dni później okazało się, że zostali obróceni w złom. Nawet Knockout nie potrafił zidentyfikować broni, która dokonałaby takiego spustoszenia.

Ostatnio do jego receptorów słuchu dotarła również informacja o jakimś nowym węglowcu, który rzekomo miał być odpowiedzialny za uczynienie ludzi groźniejszymi. Prawdę mówiąc, nie chciało mu się wierzyć, iż to człowiek miałby wymyślić coś tak groźnego. Wiedział jednak, że pośród każdego gatunku są wyjątki i nie powinien ignorować tej informacji. 

-Starscream! - Krzyknął w końcu. Komandor posłusznie stawił się na wezwanie - Weź kogo potrzebujesz i doprowadź do mnie osobę odpowiedzialną za nasze ostatnie porażki. 

-Tak jest, mój panie. 

***

-Chłopaki, jak myślicie. Chce mi się iść na studniówkę, czy jednak nie?

Co to studniówka? - odezwał się Bee. 

-Taki bal na zakończenie szkoły. Wszyscy ładnie się ubierają, potem wybierana jest najładniejsza para. Nielegalnie wnosi się alkohol i dużo tańczy. Trochę nuda, zważywszy ile rzeczy mogłabym zrobić w ten jeden wieczór - powiedziałaś, stukając palcami w kierownicę.

 -Ale do studniówki jeszcze dobre pół roku. Masz czas, żeby się zastanowić - powiedział Raf i to całkiem mądrze - No i takie wydarzenie jest raz w życiu. Ja bym poszedł na twoim miejscu. 

I ja. 

-Rozumiem, jeszcze nad tym pomyślę. A jak nie znajdę pary, to pójdę z Bee! Założę się, że wszystkie dziewczyny będą zazdrościć mi takiego słodkiego partnera - uśmiechnęłaś się figlarnie. 

Knockout x HumanReaderOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz