Rozdział 16

1.3K 86 18
                                        

Siedziałaś na kanapie, z kubkiem herbaty w ręce. Czułaś się świetnie. I ciepło. Można wręcz powiedzieć, że gorąco. Może to radość tak Cię rozpalała? A może to przez Knockout'a, który trzymał Cię na kolanach? Podejrzewałaś, że to po prostu połączenie wszystkiego sprawiało, iż odczuwałaś aktualnie taką euforię. 

Ratchet skończył Cię badać jakieś pół godziny temu i, po zaaplikowaniu maści i bandaży na Twoje poparzone miejsca, byłaś wolna. Koniec końców, postanowiliście nikogo nie budzić i poczekać do rana, aż zobaczą Cię na własne oczy. Jedynym poinformowanym został Optimus, u którego dawno nie widziałaś takiej radości w optykach. Pogłaskał Cię po głowie i kazał opowiedzieć o wszystkim, co działo się po wysłaniu ich na ziemię w kapsułach ratunkowych. 

-No i... Rozbiłam ostatni nabój - odpowiedziałaś, a Ratchet zgromił Cię spojrzeniem - Tak, zdaje sobie sprawę, czym mogło to grozić. I poniosłam konsekwencję swoich działań. 

Pomachałaś mu swoją niepełną ręką, a medyk już się nie odezwał. Była to mała cena za powrót do bezpiecznego miejsca. 

-A wszystko to dzięki pewnemu, cudownemu Decepticonowi - odwróciłaś się w stronę swojego partnera, który oparł podbródek na czubku Twojej głowie. Protekcyjnie obejmował Cię w talii, a drugą rękę trzymał na Twoim udzie. 

-Przestań (Imię), rozpieszczasz mnie - mruknął sugestywnie, nie zwracając uwagi na dwa, najstarsze boty, które uważnie przysłuchiwały się Waszej rozmowie. 

-W każdym bądź razie - odchrząknął Optimus - Jesteśmy ci dozgonnie wdzięczni, Knockout. Mimo wszystko, chcemy wiedzieć, jakie są twoje dalsze plany. 

-Hmm, dobre pytanie - medyk zastanowił się chwilę, po czym ponownie przycisnął Cię do siebie- Na razie chciałbym spędzić trochę czasu z moim człowiekiem. Potem zobaczymy. 

-Rozumiem. W takim razie, zostawimy was samych. (Imię), dobrze jest znowu mieć cię przy sobie. 

Lider posłał Ci delikatny uśmiech, który chętnie odwzajemniłaś. Zanim razem z Ratchet'em się ewakuowali, biało-pomarańczowy mech obdarzył Knockout'a spojrzeniem, które wyrażało, iż ma go na oku. Niepotrzebnie, sama zamierzałaś to robić, dopóki nie wyschną Ci spojówki.

Była już około czwartej nad ranem. Ziewnęłaś cicho, przymykając jednocześnie oczy. Bądź co bądź, zostałaś brutalnie wyrwana ze snu i Twój organizm domagał się odpoczynku. Poza tym, byłaś po prostu zmęczona dziejącymi się wokół wydarzeniami. 

-Chcesz iść spać? - Spytał medyk, a Ty kiwnęłaś głową. 

-Mhm, ale tylko z tobą - odparłaś, a w odpowiedzi dostałaś cichy śmiech.

 -Da się zrobić. 

Choć była dla niego trochę mała, udało mu się rozłożyć na kanapie. Odstawiłaś herbatę na stoliczek obok i położyłaś się na nim, z głową przy jego iskrze. Objął Cię ramionami i pozwolił, byś w pełni się odprężyła. Nie potrzebowałaś kocyka; Knockout przyśpieszył przypływ Energonu, dzięki czemu ciepło jego ciała w zupełności Ci wystarczyło. 

***

Ranek był kwintesencją mieszania się różnych emocji. Bulkhead nie mógł się powstrzymać i z jego optyk wyleciało kilka, Energonowych kropli, Arcee (oprócz ciepłego powitania), podejrzliwie spoglądała na Knockout'a, a Bee nie wiedział, czy ma się cieszyć, że jesteś prawie cała i żyjesz, czy jednak czuć się zazdrosny o to, iż były medyk Decepticonów naruszał, jak na jego standardy, Twoją przestrzeń osobistą. Koniec końców porwał Cię w ramionach i szeptał, jak bardzo za Tobą tęsknił. 

Knockout x HumanReaderOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz