Odkąd wyszliśmy z pierwszej groty minęły dwie godziny. Zmęczeni ciągłym marszem szliśmy tunelem który prowadził w dół. Z czasem nie słyszałam już świstu wiatru a chłodne wilgotne powietrze informowało nas ze jesteśmy już głęboko pod ziemią. Spojrzałam na moje nowe nie przemoczone ubrania i westchnęłam ciężko. Moja czerwona koszulka była wilgotna od mokrych włosów, czarne spodnie z dziurami na kolanach były mniejsze niż przewidywałam pakując je do worka a białe trampki zmieniły swój kolor na ciemno brązowe.
- Powiedzcie że to się spierze - mruknęła Van obserwując umazane w błocie beżowe mokasyny.
- Mogliśmy się przebrać zamiast wskakiwać do wody w ubraniu roboczym - dodał Seth przeczesując całkowicie już suche włosy.
Poczułam szarpnięcie za tył koszulki a po chwili Marco zrównał się ze mną przepuszczając wszystkich przodem. Splótł nasze palce razem i przysunął mnie bliżej siebie dzięki czemu nie musiałam bać się że otrę się o ściany wąskiego tunelu.
- Mówiłaś że coś ma tam na nas czekać - mruknął - Wiesz co ?
- Zapewne dowiemy się z tego - mruknęłam wskazując na niesiony przez Setha tomik baśni japońskich.
- Dziwne - westchnął patrząc w dal - Tunel wygląda jakby się nie kończył, albo jakby w grocie było tak mało światła że nie dociera ono tutaj.
- Musimy być czujni - powiedziałam głośniej tak by każdy był w stanie mnie usłyszeć - Nie wiemy jak daleko jesteśmy od groty ani co tam na nas czeka.
- Chyba zaraz się dowiemy - Paprot poświecił latarką na wgłębienie w ścianach które wyglądało podobnie do poprzedniego.
Seth rzucił w moją stronę małą książeczkę a ja w pośpiechu zaczęłam ją kartkować. Co jakiś czas przyglądałam się znakowi uważniej żeby dostrzec iż od pieczątki w książce różnił go mały ledwo dostrzegalny zawijas. W końcu, na samym końcu znalazłam bliźniaczy symbol.
- Wystarczy spojrzeć inaczej - przeczytałam tytuł powieści i zaczęłam czytać na głos - Pewien malarz, cieszący się uznaniem na dworze japońskim, miał dwa koty. Jeden był wielką rudą bestią, dzikim kocurem, monstrum, olbrzymem, z pokiereszowanymi uszami i zezowatym okiem, a do tego ogromnymi pazurami, które nawet schowane przypominały zakrzywione szable. Przerażający! Była także mała kremowa kotka, ze spiczastym pyszczkiem w białej obwódce, niewinnymi błękitnymi oczami i ogonkiem jak u przemiłej wiewiórki. Otóż tego ranka malarza odwiedził przyjaciel. Kiedy skończył już podziwiać najnowsze dzieła, a także jedno dawne, zwieńczoną śniegiem górę Fudżi, którą za każdym razem kontemplował z niesłabnącym upodobaniem, jego wzrok padł przypadkowo na dwa otwory, jeden duży, a drugi mały, w dolnej części drzwi do pracowni. – Czemu mają służyć te dziwne wywietrzniki w drzwiach? – spytał przyjaciel żartem. – Bo, widzisz, ja mam dwa koty – wyjaśnił malarz i życzliwie opisał usposobienie i zwyczaje swoich pupili. Na koniec rzekł: . – Ta duża dziura jest dla rudego kota, a ta mała dla milutkiej kotki syjamskiej. – Ależ – zaśmiał się przyjaciel – czy nie sądzisz, że mała kotka mogłaby łatwo przechodzić przez dużą dziurę? – To prawda! – wykrzyknął malarz. – Słowo daję, nigdy o tym nie pomyślałem!
- Dziwne to - mruknął Seth - Te baśnie tak naprawdę nie mają nic wspólnego z tym co czeka w grotach.
- Oczywiście że mają - powiedziałam - Może nie całe ale ich część. W poprzedniej baśni Czujo skoczyła do wody, my też musieliśmy to zrobić żeby znaleźć wyjście.
- Czyli co - Seth powiedział z przekąsem - W następnej grocie będziemy musieli namalować obraz ? W końcu ten gościu był malarzem.
- Niedługo się dowiemy - odparła Vanessa i ruszyła przed siebie.
CZYTASZ
Walka o świt
FantasíaKiedy myślisz, że wszystko będzie dobrze dzieją się rzeczy których nie wyobrażałeś sobie w swoich najśmielszych snach. Baśniobór po raz kolejny staje w obliczu niebezpieczeństwa.
