13. Milion powodów

1.7K 94 51
                                        

Magnus nie był pewien co go obudziło. Prezes Miau, który leżał mu na głowie, blask zachodzącego słońca, wpadającego przez okno, czy uroczy łowca leżący na podłodze z głową wspartą o brzeg łóżka.

Czekaj...co?!

Magnus podniósł się gwałtownie do siadu i przypłacił to mdłościami.
Był taki głupi!
Co on sobie myślał nadwyrężając swoje siły. Nie był niezniszczalny do cholery!
Ale widok tej zrozpaczonej matki, która bała się o swoje dzieci i męża...
Trudno, zrobił coś głupiego. Pff, bo to pierwszy raz.

Przekręcił się na łóżku by mieć lepszy widok na Aleca.
Swoją drogą, śpiący łowca wyglądał pięknie. Taki niewinny, spokojny, nieco obśliniony... ale trudno. I tak wyglądał uroczo!

Westchnął.
Dlaczego to się działo? Przecież Alec to łowca, a Magnus przysiągł sobie że będzie prześladował wszystkie Dzieci Anioła. To oni doprowadzili do tej wojny. Nie przebierając w środkach sprawili że ziemia nasiąkła krwią niewinnych.

Ale Alexander...
Patrząc teraz na niego. Na jego delikatnie rozchylone usta i  silne ciało ukryte pod koszulką... Magnus nie mógł wyobrazić sobie by wszyscy łowcy byli tacy jak w jego pamięci. Ten łowca wydawał się inny. Kompletnie inny niż reszta.

Magnus próbował wstać i...dopiero wtedy to do niego dotarło.
Nie było w swoim pokoju. A u jego nóg leżał łowca. Co się do licha wyprawiało?!

Niepewny co dalej robić, Magnus próbował wstać niezauważony i wymknąć się po cichu. Jednak Prezes Miau miał inne plany. Zaczął miauczeć jakby ktoś go obdzierał ze skóry.
—Zamilcz Miau!—Syknął Magnus.
Ale Prezes zaczął wyć jak syrena alarmowa.
—Ty niewdzięczny...!

Alec poruszył się gwałtownie i spojrzał zdziwiony na Magnusa tymi rozkosznie zaspanymi oczami.
Wredny kocur ewakułował się pospiesznie, a  czarownik zaczął się zastanawiać...
Bane zastanawiał się jakby to było budzić się co rano obok Alexandra, całować go na powitanie i traktować to jak najzwyklejszą, aczkolwiek, wyjątkowo miłą rzecz pod słońcem.
Najbardziej jednak był ciekaw miny Aleca, kiedy Magnus doprowadziłoby go do orgazmu. Czy byłby wtedy...
—Um... dzień dobry.—Odezwał się nieco zmieszany Alec, wycierając wierzchem dłoni struszkę śliny w kąciku ust —Wczoraj upadłeś na schodach. Nie mogłem cię dobudzić, więc przyniosłem cię tutaj. Ja... nie miałem pojęcia gdzie jest twoja sypialnia.
Magnus uśmiechnął się szeroko.
—Jedno twoje słowo i pokaże ci każdy centymetr  mojej sypialni. Oczywiście ze mną na samym środku łóżka jako główna atrakcja.
—Przestań!
Alec wyglądał już jak dojrzały pomidor.
—Bo?
—Bo to zawstydzające!
Bane wywrócił oczami.
—Nie wiem co jest zawstydzającego w moim boskim ciele na boskiej, złotej pościeli...
Alec zatkał sobie uszy dłońmi i zniknął w łazience.
Bane wybuchnął śmiechem.

Po pryszniu Alec długo stał na środku łazienki nie wiedząc co począć. Nie chciał słuchać tych dziwnych rzeczy które  wygadywał Bane, ale z drugiej strony... ugh!
Alec skłamałby, mówiąc że go to nie ruszyło.
Wziął kilka głębokich wdechów i wyszedł z łazienki.

Magnus już na niego czekał. Leżał rozparty na łóżku niczym król a na kolanach trzymał tacę z jedzeniem, którym można by wykarmić całą armię.
Gofry z bitą śmietaną, naleśniki z czekoladą i owocami, tosty z szynką i serem. Na szafce nocnej stał dzbanek soku pomarańczowego.
—Nie wiedziałem na co będziesz miał ochotę. W sumie mógłbym władować ci się do łazienki i zapytać, ale uznałem że to będzie za duży szok jak dla ciebie.

Posłał Alecowi oczko, a chłopak zaczął mamrotać coś pod nosem o przeklętych czarownikach.

Magnus nie mógł się nie roześmiać.
Chłopak przez chwilę bił się z myślami, ale po dłuższej chwili sięgnął po gofra.

W mroku {Malec}Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz