| XXXVIII |

1.2K 79 3
                                    

- Gdzie idziemy? - zapytałam w momencie  gdy razem z Riddlem przemierzaliśmy korytarze Hogwartu. - Mówię do ciebie - powiedziałam po chwili ciszy, którą obdarował mnie Tom.

- Dowiesz się gdy dotrzemy na miejsce - stwierdził, a ja mruknęłam niezadowolona w odpowiedzi. Po kilku minutach "spaceru" stanęliśmy przed mało znanymi mi drzwiami, jednak w momencie gdy tylko się tworzyły popatrzyłam z lekko rozszerzonymi powiekami na Riddle'a powstrzymując się aby nie wybuchnąć śmiechem.

- Tego się nie spodziewałam  - stwierdziłam stając w progu łazienki dla prefektów przyglądając się uważnie Ślizgonowi, który podszedł do jednej z ławek i na niej usiadł.

- Nie gadaj tylko chodź - powiedział zirytowany, na co nie mogłam powstrzyma uśmiechu i weszłam do łazienki zamykając za sobą drzwi. Gdy odwróciłam się w stronę Ślizgona ten stał ze zdjętą koszulką, jednak to nie ten fakt przyciągnął moją największą uwagę, a kat i na jego plecach znajdowały się ślady po pazurach. - Zszyj mnie, bez różnicy czy zaklęciem czy ręcznie - powiedział siedząc na ławce i nie patrząc się w moją stronę.

- Mogę o zrobić, ale po znieczulenie musiałabym pójść do skrzydła szpitalnego - stwierdziłam na co Ślizgon prawie od razu pokręcił głową nie patrząc w moją stronę.

- Nikt nie może się o tym dowiedzieć - stwierdził na co skinęłam lekko głową.

Jak po kilkunastu minutach się okazało, zszywanie człowieka nie było takim prostym zadaniem. Przez cały czas trzęsły mi się ręce i do tego za każdym razem gdy wbijałam się w jego skórę czułam się z tym źle. Dobrze wiedziałam, że robię mu krzywdę, bo mimo iż starałam się robić to jak najdelikatniej potrafiłam widziałam spazmy bólu, które przechodziły przez ciało Riddle'a, a których ten nie potrafił ukryć.

- Może zrobimy przerwę? - zapytałam wiążąc nić, którą ówcześnie przygotował Tom. - Tylko kilka minut - wstałam z ławki i obeszłam ją siadając na przeciwko chłopaka. Jego cała twarz była pokryta kropelkami potu, a usta wyrażały grymas niezadowolenia. Przygryzłam lekko wargę starając się tego nie komentować po czym wzięłam jedną z zimniejszych szmatek i wytarłam lekko twarz Ślizgona. Gdy unosiłam jego włosy wzdrygnął się lekko, ale nic nie powiedział. Unikał mojego wzroku. - Mogę dalej szyć?

 - Tak - ochrypnięty głos Riddle'a wydobył się z jego ust, na co skinęłam głową wracając do niezbyt przyjemniej pracy, ale nie miałam zamiaru narzekać, skoro nie robił tego Riddle. Gdy tylko skończyłam odetchnęłam z ulgą. Miałam tylko wielką nadzieję, że nie wdało się żadne zakażenie mimo iż wiele razy odkażałam czy to ręcznie czy to zaklęciem narzędzia i dłonie. 

- Dobre się czujesz? Nie jest ci słabo? - prawie od razu zalałam chłopaka lawiną pytań na które ten, widać było że nie chce odpowiadać. - Tom - usiadłam na przeciwko Riddle'a, który otarł swoją twarz z potu. - Jak będziesz się źle czuć to  mi powiesz, prawda? - zapytałam mimo iż szczerze w to wątpiłam. Przez całą drogę do łazienki nie wydał żadnej oznaki, że coś go boli lub nawet teraz, w chwili gdy zszywałam jego skórę nie zająknął się nawet na chwilę.

Ślizgon nie odpowiedział mi, tylko wstał blady na twarzy i wyczyścił koszulę ze śladów krwi zaklęciem, po czym ją założył.

- Czyli nie masz mi zamiaru powiedzieć co się stało? - zapytałam czując jak złość przejmuje kontrole nad moim ciałem. - Odpowiesz? 

- Nie - stwierdził nie odwracając się nawet na chwilę w moją stronę. Momentalnie znalazłam się obok Ślizgona starając się go za wszelką cenę nie dotykać aby nie sprawić mu jeszcze większego bólu.

- Nie ma mowy. Albo powiesz mi co się wydarzyło albo możesz szukać pomocy u kogoś innego następnym razem - stwierdziłam krzyżując ręce na piersiach. Tom uniósł brwi nie wydając się poruszony w jakikolwiek sposób moimi słowami.

- Nawet jeśli ci powiem i tak w końcu będę sobie radził bez ciebie kiedy Dumbledore cię zabije - stwierdził spokojnym tonem. Mimo iż próbowałam się powstrzymać rozszerzyłam lekko wargi ze zdziwienia.

- Wiesz co Riddle? Pieprz się, jeśli do niego dojdzie to nie waż się pokazywać na moim pogrzebie - po raz ostatni popatrzyłam na stojącego sztywno Ślizgona po czym wyszłam z łazienki idąc jak najszybszym krokiem w stronę swojego dormitorium. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Po raz pierwszy od pobytu tutaj poczułam się tak jak wcześniej, jedyne co to wszyscy życzyli mi śmierci, w tym Dumbledore i mój narzeczony. Zatrzymałam się gwałtownie i popatrzyłam na pierścionek. Spróbowałam go zdjąć, ale z jakiegoś powodu nie dałam rady tego zrobić. Zła przez dłuższą chwilę szarpałam się z biżuterią aż w końcu odpuściłam i ze spuchniętym palcem poszłam w stronę dormitorium.

Niestety nie dziwiąc się, zważając na moje szczęście na kanapę siedział Avery kontynuując książkę, którą już rano czytał. Gdy tylko weszłam do pokoju jego wzrok spotkał się z moim i uniósł lekko brwi podchodząc do mnie i obejmując ramieniem.

- Widzę, że musimy porozmawiać - stwierdził prowadząc mnie do dormitorium chłopaków. Miałam nadzieję, że Riddle nie wejdzie do środka kiedy będziemy tam siedzieć. - Mów swojemu doradcy - odparł z uśmiechem przyglądając się mi. - Ja osobiści stawiam na kłótnię z Riddlem.

- Odczep się - prychnęłam pod nosem siadając na jego łóżku. Zdecydowanie za często przebywałam w tym miejscu.

- Strzelałem, zakładam, że nie możesz powiedzieć o co.

- A o co można się pokłócić z Tomem? - zapytałam retorycznie patrząc na Averego, który rozsiadł się obok mnie wygodnie.

-  O wiele rzeczy, myślałem, że już zdałaś sobie z tego sprawę - stwierdził blondyn na co westchnęłam cicho.

- Dzisiaj jednak przekroczył granicę.

- Póki nie grozi ci śmiercią przecież nie jest tak źle - powiedział, ale gdy spojrzał na moją niezbyt zadowoloną twarz przerwał zdanie. - Naprawdę?

- Może mi nie groził, ale to nie zmienia jego sytuacji.

- Będziemy potrzebowali pocieszacza? - zapytał wyjmując spod łóżka butelkę runku, który niedawno spożywaliśmy.

- Zawsze przygotowany - zaśmiałam się obserwując jak Ślizgon otwiera butelkę.

Po drugiej stronie | Tom Marvolo RiddleOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz