2/3
*zaciera rączki przez zakończenie*
Wzięłam Enigmę na ręce, a następnie ją przytuliłam. Gonił mnie morderca. Gdyby nie w miarę szybka reakcja, zginęłabym. Przełknęłam ślinę, a na swoim ramieniu poczułam dłoń. Spojrzałam na to, kto to taki, dzięki czemu zobaczyłam mojego chłopaka. Usiadł za mną, po czym przyciągną do siebie, abym się do niego przytuliła.
— Już wszystko dobrze. Tu jesteś bezpieczna. — Kiwnęłam głową, choć nie byłam tego taka pewna.
— Gavin. — Zwrócił jego uwagę Ryan. — Ja i Bryce uważamy tak samo, jak zapewne ty. Dziewczyny nie powinny wracać do tamtego mieszkania. — Spojrzałam na nich zaskoczona.
Tak samo z resztą jak Rochelle, której białe włosy były związane w warkocza na boku. Zwróciłam swój wzrok na blondyna, który skrzyżował go z moim, a przy tym pogłaskał po głowie.
— Tutaj by były bezpieczniejsze, więc może niech z nami zamieszkają do czasu, aż złapią tamtego mężczyznę? — Zaproponował brunet, a ja spojrzałam na moją przyjaciółkę.
— Nie chcemy wam robić problemu. — Odezwała się Rochelle, a on pokręcił głową.
— Problemem jest morderca, który prawie dorwał Bellę. W tym mieszkaniu jest naprawdę dużo miejsca, więc się wszyscy pomieścimy. — Powiedział tym razem Bryce, a ja opuściłam wzrok na Enigmę.
Jeżeli przystaniemy na ich propozycję, to nie będziesz miała okazji, aby się odzywać. Będziemy mogły rozmawiać tylko w myślach, a to nie jest zbyt wygodne. Mimo wszystko każdy dźwięk może spowodować, że czegoś nie usłyszę, kiedy będziesz do mnie mówiła.
Usłyszałam to, jak przekazała mi, że to nie będzie problem. Ważniejsze jest nasze bezpieczeństwo. Zacisnęłam wargi w wąską linię, po czym spojrzałam na dziewczynę, która opuściła wzrok, jednak po chwili zwróciła go na mnie. Kiwnęła głową, po czym spojrzała na chłopaków.
— Muszę jechać po Psotkę. Kilka rzeczy też by się przydało wziąć. — Zgodziłam się z jej słowami, po czym wstałam.
— Bella? — Odezwał się chłopak, do którego siedziałam przyciśnięta, a ja się do niego odwróciłam.
— Może ktoś mi nawet rękę uciąć, ale i tak nie dam jej grzebać w moich rzeczach. Wszystko by przewróciła do góry nogami. — Wskazałam palcem na białowłosą, która spojrzała w innym kierunku.
— Któryś z nas powinien z wami jechać. Tak dla bezpieczeństwa. — Zauważył chłopak o niebieskich włosach, a my na siebie spojrzałyśmy.
— Jak coś to w mieszkaniu mamy zawsze patelnię. — Zauważyła Rochelle, a ja ponownie zrobiłam się wielce poważna.
— Tą twoją patelnią to prędzej zrobisz krzywdę sobie, niż komuś. — Zauważyłam, a ona próbowała mnie teraz zabić wzrokiem.
Chłopacy na naszą małą sprzeczkę się zaśmiali. Powoli ruszyłam w kierunku pokoju chłopaka, aby przebrać się w swoje rzeczy, czyli w moją koszulkę na krótki rękaw i skórzaną kurtkę. Gdy akurat miałam zakładać na siebie pierwszą część garderoby, poczułam na mojej nagiej skórze ręce chłopaka. Założyłam na siebie materiał, po czym zwróciłam się do niego.
— Pojadę z wa — Położyłam mu palec na ustach, aby mu przerwać.
— Damy radę. Nawet ja ze zwichniętą kostką. Wezmę kilka rzeczy i wrócę, to nic takiego. — Powiedziałam, ale on nadal nie był zbytnio przekonany co do tego wszystkiego.
Westchnęłam cicho, by w kolejnej chwili położyć mu obie dłonie na policzkach. Następnie stanęłam na palcach lewej nogi, po czym złączyłam swoje wargi z jego. Lekko się na to wzdrygnął, jednak już po chwili oddał pocałunek z nieco większą żarliwością, niż bywało wcześniej. Objęłam jego kark, a on moją talię, kiedy nasze języki rozpoczęły walkę, którą przerwała Rochelle.
CZYTASZ
The Real Magic
FantasyCzęść I Dziewięć lat temu moja rodzina została zaatakowana przez łowców czarownic. Jako jedynej udało mi się tamtego dnia uciec, a to wszystko dzięki mojej matce, która wysłała mnie do świata ludzi, którego kompletnie nie znałam. Nie wychowałam się...
