Dzisiaj o wiele dłuższy, niż ostatnie kilka, ale po prostu nie chciałam przerywać w połowie jakiegoś mega ważnego momentu. Co wcale nie znaczy, że nie zrobiłam tego i tak. Mimo wszystko jakoś sobie zapracowałam na przezwisko "Jebany przerywnik", które dostałam od mojej przyjaciółki.
W każdym razie, miłej lektury!
Zapłaciłam taksówkarzowi, po czym złapałam za wszystkie swoje rzeczy. Już miałam wychodzić z samochodu, kiedy to usłyszałam komplement ze strony kierowcy.
— Genialny strój. — Powiedział, a ja się do niego uśmiechnęłam.
— Dziękuję. — Odpowiedziałam, po czym wysiadłam z auta, a on odjechał.
Spodziewałam się tego, że będę zwracała na siebie całkiem sporo uwagi, ale chyba nie byłam przygotowana na komplementy. Już jak szłam na zajazd taksówek, to słyszałam kilkukrotnie to, że ktoś chciał do mnie zagadać i poprosić o zdjęcie, albo zapytać gdzie kupiłam taki strój. Oczywiście nikt nie miał na tyle odwagi, co dla mnie oczywiście było plusem, bo nie wiedziałabym co odpowiedzieć. Przebiegłam przez ulicę, uważając przy tym, aby nie zabić się w tych butach, które mam na sobie. Niby nie mają jakiegoś bardzo wysokiego obcasa, ale i tak można się przez niego wywalić, bo jest dość cienki. Są one sznurowane, a do tego sięgają mi pod kolana. Gdy weszłam do zaułka, natychmiastowo założyłam na głowę mój kapelusz czarownicy. Jestem ciekawa tego, ile osób się ze mnie zaśmieje, jak tylko mnie tak zobaczą. Mam na sobie czarną koszulkę na ramiączkach, czarną spódnicę, której dół jest rozkloszowany, ale w dość specyficzny sposób, bo ma rogi niczym od kształtu kwadratu. Na niej znajdowała się jeszcze czarna koronka. Pod spodem mam drugą, taką samą, ale jaskrawo zieloną, która dodaje mi nieco barw. Na szyi mam naszyjnik ze sznurka, na którego końcu zawiązałam mój artefakt. Na uszach za to kolczyki, które są wiszące. Ich kształt jest też dość specyficzny, bo oplątałam kółka białą nitką i przykleiłam do nich koraliki, żeby wyglądały jak pajęczyna, po której chodzi pająk. Zdecydowanie zanim zaczęłam się przebierać, to miałam za dużo czasu wolnego. Na nadgarstkach mam jeszcze po kilka bransoletek, na dłoniach narysowałam runy, które również występują w moim makijażu. Do tego wszystkiego mam jeszcze dwie pary rajstop, z czego jedną parę rozdarłam w kilku miejscach i pelerynę mamy, którą koniec końców założyłam, choć naprawdę nie chciałam.
Co do makijażu, to mam czarne zarówno powieki, jak i usta, jednak ma powiekach mam białe odcięcie, na którym znajduje się mała runa, którą narysowałam. Taki sam znaczek znajduje się na równej linii z moją źrenicą. Do tego wszyscy mnie zobaczą w dość niecodziennej wersji, bo nie prostowałam swoich włosów, więc są mocno pozakręcane, ale według Enigmy tak lepiej wyglądałam. I oczywiście tak, jak mi kazała, nie mam na oczach moich soczewek, którymi zazwyczaj zakrywam mój naturalny kolor tęczówek. Stanęłam pod wejściem do klubu, po czym zapukałam w wejście. Toby od razu mi otworzył, ale dzisiaj wyjątkowo nawet nie patrzył na to, kto to wchodzi do klubu. Pewnie wpuszcza każdego, kto jest przebrany, bo mimo wszystko tylko pracownicy przychodzą tak wcześnie. Jest osiemnasta, więc klienci się dopiero zaczną schodzić. Spojrzałam na chłopaka, dzięki czemu zobaczyłam to, że jest przebrany za wilkołaka. Uśmiechnęłam się na jego widok. Kolejna ludzka parodia, jeśli chodzi o wygląd. Wilkołaki wyglądają jak zwykli ludzie i zamieniają się w wielkie wilki, ale przecież mu tego nie powiem.
— Pasuje ci wygląd wilkołaka. — Uśmiechnęłam się do niego, a on na mnie spojrzał i chyba dopiero teraz mnie poznał.
— Bella? Nie chcę cię obrazić, ani nic, ale pasuje ci taki wygląd. — Zaśmiałam się na jego słowa i poprawiłam swój kapelusz.
CZYTASZ
The Real Magic
FantasíaCzęść I Dziewięć lat temu moja rodzina została zaatakowana przez łowców czarownic. Jako jedynej udało mi się tamtego dnia uciec, a to wszystko dzięki mojej matce, która wysłała mnie do świata ludzi, którego kompletnie nie znałam. Nie wychowałam się...
