Rozdział 3 - "Rycerz"

249 18 61
                                        

Dzisiaj naprawdę poleciałam.
Ponad 4k słów.
Tym razem naprawdę radzę wziąć piciu i jedzonko.

Weszłam do mieszania kulejąc, po czym ruszyłam do salonu, gdzie nadal nikogo nie było. Rochelle nadal chyba nie wstała. No nic. Zostawiłam wszystkie kupione przeze mnie rzeczy na blacie, po czym ruszyłam do swojego pokoju, gdzie niemal natychmiastowo zamknęłam za sobą drzwi. Zdjęłam bluzę, którą niemal natychmiastowo rzuciłam w kierunku mojego łóżka. Zablokowałam drzwi ramą krzesła, zasłoniłam okno firanką i zdjęłam kontakty, aby w kolejnej chwili wyciągnąć prawą dłoń. Wzięłam głęboki wdech, który wypuściłam niemal natychmiastowo, aby się uspokoić i oczyścić umysł. Uchyliłam powieki, tym samym ukazując prawdziwy kolor moich oczu. W mojej dłoni zaczęła zbierać się energia, która po chwili ukształtowała się w moją księgę czarów.

Zefirze, wietrze północy, stwórz wir potężny, niczym ten, który nadszedł pewnej nocy. — Powiedziałam szybko, aby księga zaczęła się unosić w powietrzu.

Machnęłam dłonią, a książka zaczęła się przekartkowywać na właściwą stronę, gdzie po chwili znalazłam zaklęcie uzdrawiające. Wzięłam głęboki wdech, aby w kolejnym momencie unieść dłonie do góry. Miałam je mniej więcej na wysokości mojej twarzy, a przy tym wnętrze moich rąk było skierowane w moim kierunku. Spojrzałam na inkantację, by w kolejnej chwili zacząć ją recytować.

Duszę, kości, narządy, mięśnie, ciało. Ulecz wszystko tak, jakby nic się nie stało. — Powiedziałam pod nosem, jednak byłam w stanie dosłyszeć to, jak mój głos zamienia się w echo. — Każda rana, skaza, blizna zniknie w mgnieniu oka. Ból zniknie tak, niczym przemijająca epoka. — W tym momencie poczułam lekkie chrupnięcie w mojej prawej kostce, a następnie ulgę.

Wichura, która powstała w moim pokoju i zmusiła Enigmę do tego, aby schować się pod moje łóżko, zniknęła, a ja złapałam księgę w obie dłonie, po czym zamknęłam. Klamra natychmiastowo się na niej zatrzasnęła, a ja cicho westchnęłam, po czym podrzuciłam zbiór kilkuset stron, który po chwili zniknął w stworzonym przeze mnie wymiarze. Odblokowałam drzwi, po czym podeszłam do szafy, aby w kolejnej chwili wziąć z niej jakieś inne ubrania. Przy toaletce z powrotem włożyłam do oczu kontakty. Po chwili wyszłam z pomieszczenia z jeansowymi spodniami i zwykłym T-shirtem. Weszłam do środka, aby wziąć szybki prysznic. Zamknęłam oczy, kiedy to po mojej twarzy spływała woda, która zmywała ze mnie pozostałości potu. Zakręciłam wodę, po czym wytarłam się i ubrałam. Gdy weszłam do salonu, zobaczyłam Rochelle, która mieszała łyżką w misce z mlekiem, w którym wcześniej prawdopodobnie były płatki.

— Hejka. — Powiedziała, a ja do niej podeszłam, by w kolejnej chwili pchnąć jej ramię.

Zaśmiała się, a następnie wypiła mleko z naczynia. Podeszłam do blatu, przy którym zaczęłam robić sobie śniadanie. Rochelle jest nieco wyższa ode mnie, czyli ma jakieś mer siedemdziesiąt osiem. Ja za to jestem od niej niższa jakieś cztery centymetry. Jest z tych osób, co mogą zjeść ile chcą i kompletnie tego po nich nie widać. Mimo tego sporo ona ćwiczy, bo jest instruktorką tańca i prowadzi zajęcia zumby na siłowni, która jest naprzeciwko budynku, w którym mieszkamy. Ma dosyć długie włosy, bo sięgają aż za jej tyłek, który mam ochotę skopać za każdym razem, kiedy tak samo jak przed momentem kradnie mi to, co zrobiłam sobie do jedzenia.

— Zrób sobie sama tosty. — Zwróciłam jej uwagę, na co podskoczyła i usiadła na blacie kuchennym za mną.

— Ty robisz lepsze. Znaczy ogólnie lepiej gotujesz, więc się nie dziw, że jak się nadarza okazja, to ci podbiorę jedzenie. — Zaśmiałam się lekko na jej słowa.

The Real MagicOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz