Mam nadzieję, że się wam dzisiejszy spodoba, bo pod koniec się będzie dużo działo <3
Uchyliłam powieki, dzięki czemu zauważyłam to, że po raz kolejny znalazłam się w tym lesie. Tym razem nie było tu jednak niczego, ani nikogo poza mną i drzewami. Zaczęłam się rozglądać dookoła, starając się cokolwiek dostrzec, jednakże nie zobaczyłam niczego, na czym bym mogła zawiesić oko. Opuściłam wzrok, przez co w pewnym momencie dostrzegłam małą figurkę kota. Podeszłam do niej, by ją podnieść z ziemi, a następnie się jej przyjrzeć. Była biała, ale wyróżniało się na powierzchni kilka ciemnych pasów. Jej oczy były za to błękitne.
— Uora? — Odezwałam się cicho, po czym uniosłam wzrok i się podniosłam, by znów się rozejrzeć.
To w tym momencie zobaczyłam postać kroczącą między drzewami. Chodziła na czterech łapach, więc mogłam wywnioskować, że było to jakieś zwierzę. Nagle ruszyło w moim kierunku, dlatego zakryłam się ramionami. Gdy znalazło się blisko mnie, skoczyło, jednak rozpłynęło się niemal natychmiastowo, gdy tylko napotkało moje ciało.
Czułam ciepło, dlatego otworzyłam oczy i spojrzałam na źródło, od którego ono pochodziło. Uniosłam dłoń, by następnie przeczesać blond włosy chłopaka, na którego klatce piersiowej leżałam. Szerzej uchyliłam powieki, kiedy to uświadomiłam sobie to, co ja do cholery wyprawiam i na kim ja się znajduję. Dlaczego ja śpię na jego klatce piersiowej? Nie! Ważniejsze pytanie jest takie, kiedy my u diabła znaleźliśmy się w takiej sytuacji? Ostatnie co pamiętam, to to, gdy wypłakiwałam się w jego ramię, ale potem co się działo? Powoli się podniosłam, jednak natychmiastowo zostałam przewrócona na bok. No nie no! Nie ma opcji, że uda mi się wyplątać z jego uścisku. Do tego dosłownie żelaznego. Poprawiłam się nieco, by następnie mu się nieco bardziej przyjrzeć. Skoro i tak nie jestem w stanie się uwolnić, to równie dobrze mogę tak jeszcze trochę poleżeć. Nie mam żadnych planów na dzisiejszy ranek. Uniosłam po raz kolejny dłoń, aby następnie pogłaskać chłopaka po jego jasnej skórze, na co cicho mruknął. Natychmiastowo zabrałam rękę w obawie, że się on obudzi. Przełknęłam ślinę, po czym cicho odetchnęłam, kiedy to nie otworzył oczu. Już się bałam, że go obudziłam. Przetarłam oczy, co oczywiście było błędem, bo kolejny dzień poszłam spać w tych kolorowych soczewkach, więc ponownie mnie szczypały całe gałki oczne, które najchętniej bym sobie teraz wydłubała srebrną łyżeczką. Nagle skoczyła na moje biodro Enigma, która się ze mnie cicho śmiała.
— No i proszę, masz swojego Romeo w łóżku. — Przetarła swój pyszczek krótkimi łapkami, a ja próbowałam ją zabić wzrokiem.
— Przerobię cię na szalik, jak się nie zamkniesz. — Warknęłam cicho, a ona niemal natychmiastowo uciekła.
— Nie rób! Wtedy nigdy więcej nie zjem sałaty! — Wybiegła z pomieszczenia, a ja na jej słowa się cicho zaśmiałam i spojrzałam na chłopaka.
Moje tęczówki po chwili zjechały na jego wargi, po których delikatnie przesunęłam opuszkami. W tym momencie Gavin po raz kolejny mruknął coś pod nosem, dlatego szybko zwróciłam na niego swoje zapewne mocno zaczerwienione oczy i zabrałam dłoń. Nieco mocniej zmarszczył brwi, a następnie przetarł palcami swoją twarz. Opuściłam nieco głowę, by w kolejnym momencie zacząć udawać, że śpię. Nie chcę, aby wiedział o tym, iż mu się przez jakiś czas przyglądałam. Nagle poczułam to, jak odsuwa mi włosy za ucho, a następnie się bodajże odwraca, by w kolejnej chwili dać mi całusa w czoło. Wzdrygnęłam się na to, przez co chłopak prawie na pewno to zauważył, ponieważ szybko się ode mnie odsunął.
CZYTASZ
The Real Magic
FantasyCzęść I Dziewięć lat temu moja rodzina została zaatakowana przez łowców czarownic. Jako jedynej udało mi się tamtego dnia uciec, a to wszystko dzięki mojej matce, która wysłała mnie do świata ludzi, którego kompletnie nie znałam. Nie wychowałam się...
