Olivia
Koszmarnie boli mnie głowa. Przewracam się na plecy zapominając kompletnie o ranach, które się tam znajdują. Otwieram powoli oczy, próbując przyzwyczaić się do rażącego światła.
Ostatnią rzeczą jaką pamiętam było stanie na lotnisku, kiedy podszedł do mnie jakiś mężczyzna w kominiarce bliźniaczo podobnej do tej, które zaprojektowałam dla Michaela.
Michael.
Kiedy przypominam sobie jego imię żołądek podchodzi mi do gardła.
To wszystko jego wina.
Rozglądam się po ciemnym pomieszczeniu i wstaję z wygodnego łóżka.
Całe ciało niesamowicie mnie boli. Przy jakimkolwiek ruchu czuję każde nacięcie znajdujące się na moim ciele.
Chwiejnym krokiem wychodzę z pomieszczenia. Zauważam przed sobą niewielki korytarz i schody, prowadzące na dół. Schodzę po nich powoli i zaczynam słyszeć przygaszone głosy.
Zatrzymuję się na środku korytarza zastanawiając się czy jestem gotowa zmierzyć się z tym wszystkim.
Jestem pewna, że nie jesteśmy w rezydencji Rossów. Mimo, że ich dom urządzony jest bardzo gustownie, widać tam przepych.
Ten dom jest przytulny. Czuć w nim rodzinną atmosferę.
Postanawiam wrócić do pokoju, z którego wcześniej wyszłam. Nie chcę siedzieć tam z nimi wszystkimi.
Niestety nie jest mi dane nacieszyć się spokojem, bo kiedy wchodzę po schodach wydają z siebie charakterystyczny dźwięk. Przymykam oczy wstrzymując oddech, wiedząc co zaraz nastąpi.
- Liv? – słyszę za sobą ten charakterystyczny głos, który wiele razy sprawiał, że przez kręgosłup przechodziły mnie ciarki. Teraz czuję jedynie obrzydzenie.
Nie reaguje na to w żaden sposób i wspinam się ponownie po schodach.
Niestety słyszę za sobą jego kroki.
- Liv, porozmawiaj ze mną. – mówi błagalnie. Kiedy wchodzę na piętro dorównuje mi kroku i chwyta mnie delikatnie za dłoń.
Jakby się bał, że rozkruszę się pod wpływem jego dotyku.
On złamał mnie już dawno.
Patrzę na niego pustym wzrokiem i wyrywam rękę z uścisku po czym wchodzę do ciemnego pokoju i zatrzaskuję za sobą drzwi.
Pomieszczenie jest przestronne. Na środku stoi ogromne łóżko. Po obu stronach pomieszczenia znajdują się drzwi. Te po prawej prowadzą do garderoby, w której znajdują się wszystkie moje rzeczy. Te po prawej prowadzą do kolejnej garderoby, która przepełniona jest męskimi rzeczami.
Naprzeciwko łóżka stoi komoda, nad którą wisi ogromny telewizor. Na środku pokoju leży puchaty dywan, a po obu stronach łóżka stoją szafki nocne. Po prawej stronie stoi również duży regał wypełniony książkami. Naprzeciwko wejścia znajduje się wyjście na balkon.
Otwieram drzwi i wychodzę z pomieszczenia zaciągając się świeżym powietrzem. Siadam na chłodnych płytkach uważając, aby nie uszkodzić sobie żadnej rany.
Opieram się plecami o szybę za mną krzywiąc się mocno, przez ból jaki odczuwam. Jak zahipnotyzowana przyglądam się ulewie panującej na zewnątrz.
Słyszę jak drzwi do pokoju się otwierają. Już po chwili po mojej lewej stronie zauważam Matta, który przygląda mi się uważnie.
- Już myśleliśmy, że nigdy się nie obudzisz. – uśmiecha się delikatnie. – Spałaś dwa dni.
CZYTASZ
Pewnego razu w Watervill
Romance"Nie sądziłam, że cokolwiek będzie w stanie złamać mnie jeszcze bardzej, ale ty Michael uwielbiałeś testować granicę ludzkiej wytrzymałości." W kochającym domu Olivii w najważniejszym dla niej dniu rozpętuje się piekło, a życie dziewczyny już nigdy...
