15. Dwudziesty piaty maja.

3.2K 189 44
                                        

Witamy bliźniaki Tomlinson 🥺

Miłego dnia x

Louis mimo tego, że był na urodzinach bliźniaczek, sprawdzał co chwilę telefon, a do tego co jakiś czas pisał do Harry'ego czy na pewno wszystko dobrze. Chciał być głową w całości na imprezie, jednak to było cięższe niż sobie wyobrażał, mając narzeczonego w bliźniaczej ciąży, samego w domu. I do tego na dniach rodzącego, nie mógł się łudzić, że będzie inaczej.

Dziewczynom bardzo spodobały się prezenty od rodziców, a wisiorki zawitały na ich szyjach, dumnie je zdobiąc.

Była jedna sprawa, dzięki której cieszył się, z nieobecności Stylesa na imprezie. Chodziło o rodziców Nialla, którzy dosłownie zabijali go wzrokiem. Nie potrafili pojąć, że ich rozwód był wspólną decyzją, tylko obwiniali o to alfę. A jeszcze jak dowiedzieli się przez przypadek o tym, że spodziewa się szczeniaków z inną omegą? Chyba nigdy nie słyszał tylu przekleństw w jego stronę. Nie działało na nich to, że nawet Niall go bronił.

- Nie ma sensu Niall - machnął ręką Louis, który potrzebował się przewietrzyć po ostrej wymianie zdań - Nie chcę psuć imprezy Ninie i Deli, będę ich po prostu unikał, na tyle ile to możliwe.

- Jeszcze raz cię przepraszam, wtrącają się jak nie wiem, a tak naprawdę... To była nasza decyzja - uniósł minimalnie kącik ust - Ciekawe co by powiedzieli, słysząc jak o tym myśleliśmy, kiedy dziewczynki były w podstawówce.

- Zwariowaliby, a byliśmy wtedy blisko złożenia papierów do sądu - pamiętał dokładnie ten czas - Tylko obaj mocno chcieliśmy uczestniczyć w życiu i dorastaniu dziewczyn, a rozwód by to utrudnił mocno.

- I wytrzymaliśmy niemal do osiemnastki naszych córek - spojrzał przez okno na wnętrze restauracji - Jak ma się Harry? Widzę, że ciągle zerkasz na telefon.

- Jesteśmy na finiszu, może rodzić właściwie w każdym momencie. Do tego gniazduje... - opowiadał z serduszkami w oczach - Ale jesteśmy gotowi na duże zmiany.

- Gniazdowanie? To brzmi... Staroświecko, jak, to normalne w tych czasach? - był mocno zdziwiony i nie wiedział jak dobrać trafnie słowa.

- Dość zapomniane, ale jak widać niektórym omegom się jeszcze zdarza. W zasadzie to dość urocze i ciekawe - podsumował - A jak z tobą? Cały czas żyjesz pracą?

- Właśnie, od jakiegoś czasu randkuję z moim szefem - przyznał, uśmiechając się nieśmiało - Od lat robił podchody i w końcu wziął się za robotę, wiedząc że jestem rozwiedziony.

- Czyli nie myliłem się za bardzo, jak jeszcze kiedyś byliśmy na imprezie firmowej u ciebie - pokręcił głową ze śmiechem - Życzę wam w takim razie powodzenia.

- Nie dziękuję, aby nie zapeszać - złapał za klamkę od drzwi - Ja wracam, ty zadzwoń do Harry'ego i też do nas wracaj.

- Jasne, dzięki Niall - skinął z uśmiechem i chwycił za telefon, by wykonać chociaż krótkie połączenie.

Jak się okazało wybudził omegę ze snu, a ta swoim słodkim, zaspanym głosem obiecała, że wszystko z nim oraz dziećmi jest dobrze. Nie miał też regularnych skurczy. Przeprosił parę razy bruneta, podczas rozmowy, jednak czuł się spokojniejszy wiedząc, że może spokojnie wracać do restauracji i bawić się z najbliższymi. Nie mógł też odmówić kilku tańców ze swoimi jubilatkami, które tego dnia wyjątkowo błyszczały.

Kochał swoje życie, takim jakie je miał w tym momencie.

🍃🍃🍃🍃🍃

Harry mimo potwornego zmęczenia, nie mógł przestać spoglądać na dwa szpitalne łóżeczka tuż obok niego. Carter i Hunter byli na świecie. Chłopcy urodzili się zdrowi, z wagą prawidłową do tygodnia ciąży, w którym przyszli na świat. Był dwudziesty piąty maja, więc sobie jeszcze trochę posiedzieli w jego brzuchu po urodzinach Niny oraz Deli.

HeartbeatOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz