Dieciocho

252 8 2
                                        

Leon's POV

Wybudzenie się Violetty ze śpiączki było bardzo dla mnie bardzo emocjonującym dniem. W międzyczasie dopilnowałem żeby Nathan na pewno znalazł się w areszcie i cóż, póki co czekał aż Violetta się wybudzi i mogła złożyć dodatkowo swoje zeznania w obecności psychologa. Nie wiedziałem jak teraz będzie to wszystko wyglądało, my, jej zdrowie psychiczne i wszystko. 

Razem ze wszystkimi znajomymi oraz rodziną wspieraliśmy się w tym czasie. Odwiedzałem Vi niemalże codziennie w murach szpitala i codziennie widziałem jej śpiącą twarz, odpoczywającą to wszystko co ją spotkało i co widziała. Wspierała też Emila, w czym byłem zaskoczony, ale jej pomoc także okazała się tutaj nieoceniona. 

Przyjechałem po ukochaną do szpitala w dniu wypisu. Czekałem tylko na tą wiadomość o tym, że mogę ją z powrotem zabrać do naszego mieszkania. Zaparkowałem pod budynkiem, a potem szybkim krokiem ruszyłem do środka. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy momentalnie gdy zobaczyłem ją w poczekalni. Podszedłem i w zasadzie nawet nie wiedząc na jaki dotyk teraz mogę sobie pozwolić, pocałowałem ją w skroń. 

- Wezmę torbę, co? Jak się czujesz w ogóle? - zapytałem chwile później, przez krótki moment obserwując jej twarz. Lekko się do mnie uśmiechnęła i to w sumie tyle jeśli chodzi o czułości. 

- Dochodzę do siebie, tak myślę. Łatwo nie będzie by znów mogło być jak kiedyś, ale będę się starać - westchnęła cicho, idąc obok mnie gdy wyszliśmy z szpitala a potem skierowaliśmy się w stronę samochodu. Kiwnąłem lekko głową. 

- Nie martw się. Na pewno będzie dobrze - uśmiechnąłem się lekko do niej. Tym razem już nie odwzajemniła uśmiechu, jedynie spojrzenie i wsiadła do samochodu. Westchnąłem cicho, zapakowałem torbę do bagażnika a następnie udałem się na miejsce kierowcy. Odpaliłem samochód po czym ruszyliśmy do mieszkania. 

*** 

Droga minęła nam w ciszy. Z początku może gdzieś jeszcze próbowałem podpytać się jej o kilka rzeczy, ale w końcu sobie odpuściłem. Nie chciałem non stop prowokować sztucznej rozmowy. Nasi przyjaciele i jej rodzina czekali już u nas. Mimo że każdy miał okazję się z nią zobaczyć gdy się wybudziła w szpitalu, to jednak chcieli ją miło przywitać i mieliśmy z tej okazji też dobre ciasto. Tak naprawdę nikt z nas nie był pewny jak powinniśmy się zachować w takiej sytuacji. Nikt się nie spodziewał, że Nathan będzie planował zemstę. 

- Witaj w domu, Vi! - te słowa opuściły usta jednocześnie wszystkich obecnych w środku gdy tylko przekroczyliśmy próg drzwi wejściowych do mieszkania. Z jednej strony nawet wystrzeliło confetti. Uśmiechnąłem się i obserwowałem z boku reakcję szatynki. Oczywiście, uśmiechnęła się, ale to nie był uśmiech Castillo, którą znałem. 

- Dziękuję wam bardzo.. - uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową, a potem podeszła i każdego z lekka przytuliła. 

- Szampana nie będę Ci proponować, ale soczku się już chyba ze mną napijesz, co? - Ferro szturchnęła ją w ramię z uśmiechem, a Violetta z lekka się zaśmiała. 

- Oczywiście, że nie - odpowiedziała. 

***

Po tym usiedliśmy i zjedliśmy ten placek, rozmawialiśmy także, wiadomo. Violetta najmniej mówiła, bardziej się przysłuchiwała, ale widziałem, że myślami i tak była bardzo daleko. Emila przyglądała się jej tak samo jak ja, ale ja naprawdę się martwiłem. Z tego też względu całe towarzystwo nie zabawiło jakoś gigantycznie długo, bo po dwóch godzinach po prostu dałem im cynka żeby wpadli kiedy indziej a póki co dali Violettcie odpocząć. Wszyscy się zgodzili. 

Gdy zamknąłem drzwi po ostatniej osobie, spojrzałem na nią. 

- Idziesz się położyć? Czy zrobić ci jeszcze coś do jedzenia, picia? - zapytałem z troski. Spojrzała na mnie, wstając z kanapy i tylko pokręciła głową, idąc do... pokoju gościnnego. Zmarszczyłem lekko brwi i ukradkiem poszedłem za nią. Widziałem jak położyła się tam na łóżku. Nie zareagowałem, ale gdy sprzątnąłem wszystko, oparłem się dłońmi o blat w kuchni, zamykając oczy. Bałem się, że gdy przywyknę do nowej rzeczywistości w jakiej się znaleźliśmy, nie będę potrafił się odzwyczaić, gdy Vi zdecyduje się spróbować ze swoim życiem na nowo. Ale naprawdę chciałem ją wspierać we wszystkim i przede wszystkim pokazać, że może na mnie liczyć.

Sam poszedłem się odświeżyć pod prysznic, a gdy wyszedłem zerknąłem jeszcze do Violetty. Spała. Przykryłem ją kołdrą delikatnie, złożyłem pocałunek na skroni i wyszedłem, przymykając powieki. W sypialni położyłem się do łóżka, tępo patrząc w sufit przez dłuższą chwilę. Z letargu wyrwał mnie dopiero dźwięk wiadomości. Sięgnąłem telefon i widząc wiadomość do Emily, lekko się uśmiechnąłem. 

"Nie przejmuj się. Wszystko będzie okej. Jeśli chcesz to możemy się spotkać w najbliższych dniach na drinka :*".

Odczytałem, znów wracając myślami do tego wszystkiego. Po kilkunastu minutach spojrzałem ponownie na wiadomość. 

"Bardzo chętnie. Widzimy się :)". 

Odesłałem, odłożyłem telefon na szafkę obok łóżka i ułożyłem się wygodnie. Po chwili patrzenia w ścianę zamknąłem oczy, zasypiając. 

Nie sądziłem, że tak przewrotny będzie ostatni czas

can we surrender? || leonetta Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz