19. Iza

2.1K 154 144
                                    

Trzeciego dnia od porodu zamieram na widok Mirona w drzwiach Sali oddziału położniczo - ginekologicznego. Pierwszy raz widzę go w takim stanie. Żal!

- Z natury nie potrafię przyznawać się do błędów, więc uznajmy, że to będzie pierwszy i ostatni raz Snajperko - wzdycha ciężko. - Przepraszam za to, że w jednym i kluczowym momencie zwątpiłem w twojego czuja. A to się już nigdy nie powtórzy.

Macham ręką bagatelizując. Grunt, że Qbek we mnie nie zwątpił!

- Dobra szefie, bo mnie przyzwyczaisz. Mów co z trupem w wannie.

No co ja na to poradzę, że nie jestem normalna i dupa mnie swędzi nawet po porodzie. Niech mi tu nie ciągnie szopki, tylko opowiada.

- Obie są winne - wzrusza ramionami.

O kurwa! Jak to obie do chuja? Szef zaczyna monolog.

- Dagmara przyszła po seks. Podała mu tabletkę gwałtu, by go uwieźć. Według zeznać przyszła niby pogadać, pili wino, a Oliwier oświadczył, że to koniec. Pola jest w ciąży, chce z nią być. Dagmara dała mu fałszywy test ciążowy, po którym się wkurwił. Dorzuciła mu pigułkę do coli. Zasymulowała zbliżenie. Dagmarze zależało, by też mieć z nim dziecko i żeby musiał wybierać na równi. Ale teraz kurwa uwaga! Najlepsze!

Szef robi niemiłosierną pauzę, aż przewracam oczami i uśmiecha się wymownie.

- Zabiła Pola! - rzuca newsem.

- Wiedziałam! - wywalam z satysfakcją i cicho stękam przez zmianę pozycji.

- Pola widziała wychodzącą Dagmarę z mieszkania Oliwiera. Jej telefon się nie przemieszczał, bo go po prostu nie wzięła. Na mieszkanie weszła z klucza. Oliwier brał kąpiel. Zachowywał się jakby był pijany. Widziała wymiętoloną pościel w sypialni, przeczytała smsa od Dagmary, w nerwach go usunęła. Zaczęła mu robić wyrzuty, a on naćpany pigułką prowokował ją półprzytomnym uśmieszkiem. Chciała jedynie go wystraszyć, położyła rękę na jego głowie i zaczęła podtapiać. Utonął.

Kręcę głową wysłuchując i nie mogę uwierzyć. Dwie kobiety co twierdziły, że go kochały, dlatego zrobiły to, co zrobiły. Jedna naćpała, druga zabiła. Prycham wkurwiona. Kochając dbasz i chronisz! Tyle ode mnie.

I chociaż wiem, że ja bym nigdy Struzika za dupy nie zabiła, mimo to zazdrości w sobie stłamsić nie potrafię. I to w stosunku, uwaga! Do własnej córki!

Z niezrozumiałym smutkiem i radością patrzę się na Daro z Hanią w ramionach. Po sześciu dniach wychodzimy ze szpitala, zaś narzeczony wyszedł dzień wcześniej. Gdy wchodzę do mieszkania, nie mogę uwierzyć, że jest posprzątane i ugotowane. Facet marzenie, powiecie? To zaczyna we mnie rodzić złośliwości.

Hania zawładnęła nim bez pamięci i jakby mógł zmusić swoje ciało do uaktywnienia przenośnej mleczarni, to pewnie nie dałby mi dziecka nawet na chwilę, a ponoć mieliśmy mieć do niej dostęp po połowie.

Za postrzał dostał z automatu zwolnienie do 14 września i stwierdził, że to idealnie się składa, by mi pomóc, a w rzeczywistości czuję, jakby mnie od niej separował.

Ma silniejszy instynkt ode mnie i sypia lekkim snem budząc się na każde kwilenie. Kąpanie- on, usypianie- on, przynoszenie na karmienie- on, kurwa no!

Teraz jak się mała najadła, wziął ją w ramiona, poszedł do jej pokoju, położył się na fotelu rozkładanym i leży z Hanią pogrążoną we śnie na klatce piersiowej. Smutek i radość w jednym.

- Rozbestwisz mi dzieciaka jak cygański bicz przez ten miesiąc, a potem oszaleję zostając z nią sama - warczę cicho z przyganą, w rzeczywistości czując ukłucie bólu w sercu. Hania jest przy nim jak anioł.

3. KONSEKWENCJE I SPŁATYOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz