Kolejny dzień. Kolejny dzień tych okropnych męczarni, z którymi musi się ponownie zmierzyć. Niestety sama.
Weszła do swojej klasy. Jak zwykle usiadła na swoim miejscu czekając na rozpoczęcie zajęć. Już nawet nie zawracała sobie głowy, by zmyć obrażające ją słowa - i nie tylko - napisane czarnym markerem na jej ławce. Wiedziała, że to i tak nie ma sensu. Kolejnym razem może być gorzej. Była do tego tak bardzo przyzwyczajona, że ignorowała wszystkie rozmowy, śmiechy i oszczerstwa dotyczące jej osoby. Można powiedzieć, że jej umysł się na ten czas wyłączał.
Rozpoczęła się lekcja.
• • • • • • • • • • • • • • •
Po zakończeniu zajęć została w klasie, w celu odrobienia wszystkich zadań domowych zadanych w tym tygodniu. Wiedziała, że w domu nie będzie miała nawet chwili wytchnienia i spokoju dla siebie. Po skończeniu schowała wszystkie przybory, zeszyty i książki do plecaka. Włożyła słuchawki do swoich uszu, włączając przy tym swoją ulubioną playlistę muzyczną. Dzięki której nie myślała o takich dniach, jak te. Bądź bywają one - w większości przypadków - gorsze. Położyła głowę na rękach zamykając oczy.
Do klasy wpadł cały zmachany kapitan męskiej drużyny siatkówki. Był zaskoczony, że ktoś o takiej godzinie jest jeszcze w szkole - pomijając swoją drużynę. Wziął ze swojego krzesła czarną, klubową bluzę, o której wcześniej zapomniał. Zatrzymał się przy śpiącej dziewczynie. Delikatnie dotknął jej ramienia.
Obudziła się poprzez nagły ból spowodowany dotknięciem brązowookiego. Zerwała się na równe nogi. Zabrała wszystkie swoje rzeczy wychodząc w pośpiechu. Przez cały ten czas nawet nie spojrzała na nastolatka. Siatkarz był zaskoczony reakcją (k.o)okiej. Gdy tylko spojrzał na jej ławkę wszystko zrozumiał. A raczej próbował zrozumieć sytuację w jakiej może się ona znajdować.
• • • • • • • • • • • • • • •
Jest późny wieczór. Dziewczyna wracała przygnębiona do domu. Na swojej drodze napotkała swoje rówieśniczki ze szkoły. Chciała przemknąć obok nich niezauważona. Niestety nie udało jej się. Rozejrzała się do okoła, lecz nikogo nie było oprócz nich. Nikogo, kto mógłby jej pomóc.
Zauważając dziewczynę zawołały do siebie i w międzyczasie obrażały. Z początku - dla osoby trzeciej - wyglądało to jak przyjacielskie spotkanie do momentu kiedy nie została popchnięta, uderzona i kilka razy kopnięta. Śmiejąc się zostawiły ją całą obolałą i posiniaczoną na ziemi. Odzyskując trzeźwość umysłu wstała, wytrzepała się z kurzu oraz innych możliwych zanieczyszczeń, udała się w kierunku swojego domu. Nie płakała. Już nie potrafiła.
• • • • • • • • • • • • • • •
Nie myśląc długo wbiegła na jezdnię. Poczuła mocne szarpnięcie. Wszystkie jej świeże siniaki dały o sobie znakć. Znaleźli się na twardym chodniku.
– Wszystko w porządku? – Zapytał zmartwiony chłopak, którym okazał się być Daichi Sawamura.
Nic nie odpowiedziała. Przez cały czas była skulona. Jakby coś chroniła przed złem tego całego świata.
Chciał powtórzyć pytanie, ale przerwało mu ciche miauczenie małego kotka / szczeknięcie małego szczeniaka.
Widział łzy w oczach (d.w)włosej. Niespodziewanie przytulił ją, próbując uspokoić.
Wybuchnęła mocniejszym szlochem, jak i wyjawiła wszystko co jej leżąło na sercu.
– Ja już nie chcę tak żyć. Lepiej dla wszystkich, by było gdybym zniknęła z tego świata. – Ciągle płakała. – Ja nie chcę TAM wracać.
– Wiem, że nie znamy się za dobrze, ale czy nie chciałabyś dzisiaj zostać u mnie na noc. Mam na myśli... To znaczy mówiąc, że nie chcesz tam wracać masz na myśli swój dom. Dobrze rozumiem?
Lekko kiwnęła głową na tak.
– Ja MUSZĘ, TAM wrócić. Ja... Nie zrozumiesz.
– Proszę, już nie płacz. – Wytarł jej łzy z policzków i przytulił ją delikatnie.
Po dłuższych namowach zabrał dziewczynę do siebie do domu wraz z małym zwierzakiem.
Wchodząc do budynku wyjaśnił swojej mamie na szybko o co chodzi, a (k.o.)oką zaprowadził do swojego pokoju. Kilka minut spędzili w ciszy, do momentu, gdy mama brązowowłosego zapukała do drzwi. Przyniosła dla ich kolację z sokiem owocowym i wyszła nie chcąc przeszkadzać.
• • • • • • • • • • • • • • •
Przez kolejne dni, jak nie tygodnie spędzali wspólnie dużo czasu. Zaprzyjaźnili się. Razem śmiali się, płakali, wspierali. Zżyli się ze sobą niczym rodzeństwo.
–Daichi, list do ciebie. – Mama brązowookiego krzyknęła do swojego syna z salonu.
Ten szybko pobiegł do pomieszczenia. Zabrał swojej rodzicielce owy przedmiot otwierając go.
Przeczytawszy tylko pierwsze zdanie, założył buty biegnąc do domu nastolatki. Miał szczerą nadzieję, że nic jej nie jest, albo co gorsza nie zrobiła niczego głupiego.
Nie zawracając sobie głowy pukaniem do domu, drzwi otworzył je z głośnym trzaśnięciem. Na drodzę do pokoju jego przyjaciółki stał jej ojciec, który nie chciał go przepuścić. Przeszedł siłą. Gdy drzwi jej pokoju okazały się być zamknięte, próbował je wywarzyć przez cały czas krzycząc do niej, by nie robiła niczego głupiego.
Wpadł do jej pokoju. Dziewczyna już nie żyła. Za późno.
Mając jeszcze nadzieję rozpoczął resustytację. W międzyczasie kazał jej ojcu zadzwonić po pogotowie.
Nie mógł przyjąć tego do wiadomości, że jego ukochana przyjaciółka mogła to sobie zrobić. Chciał ją od tego uchronić. Myślał, że mu się uda i nie będzie musiała więcej cierpieć. Ten ciężar go przerósł.
• • • • • • • • • • • • • • •
Po przeżyciu tych wszystkich wydarzeń sam potrzebował konsultacji z terapeutą. Próbował wrócić do normalności. Nie mógł zapomnieć. Nie chciał zapomnieć o (T.I). Co tydzień przychodził nad jej nagrobek, kładąc na nim bukiet z pięknych, niebieskich niezapominajek.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
11.04.2023
CZYTASZ
Anime | One Shot's
Fanfiction• Boku no Hero Academia / My Hero Academia • Bungou Stray Dogs • Death Note • Dr. Stone • Fugou Keiji Balance: UNLIMITED • Haikyuu • Kimetsu no Yaiba / Demon Slayer • Kuroshitsuji / Black Butler • One Punch Man • Shingeki no Kyojin / Attack on Titan...
