Po jakimś czasie wstałam z podłogi, podeszłam do szafy i ją otworzyłam. Przecież nie będę chodzić w brudnym swetrze. Tam przeżyłam szok, zero ubrań, które ją zazwyczaj noszę. Prawie same sukienki, a nie są jensy! Prawie podskoczyłam z radości, dopóki ich nie wyjęłam. One są za krótkie! Po dłuższym namyśle wyjęłam zwykła błękitną sukienkę do kolan. Agh jak ja nie niewiedzę sukienek.
***
Wściekły chłopak wjechał na podwórze dużej rezydencji przypominającej zamczysko. Zsiadł ze ścigacza, rzucając go na bok, nie pamięta, kiedy ostatnio był tak wściekły. Podbiegł do dużych, dwuskrzydłowych drzwi uderzając w nie pięścią.
- Luka! Debilu, wypuść ją!-Drzwi się otworzyły prawie natychmiast i stanął w nich zadowolony czarnowłosy.
- jeżeli coś jej zrobiłeś...- syknął brunet.
- twojej siostrze nic nie jest, jeszcze...- zaśmiał się Luka. Gołym okiem widać, że Zen ledwie się powstrzymuję, żeby mu nie przywalić.
- wejdź- powiedział młodszy chłopak, z takim spokojem jakby się nic nie wydarzyło. Brunet z wielką niechęcią przekroczył próg domu.
- Gdzie ona jest!?- wydarł się na Luke zaraz po zamknięciu drzwi.
- nie unoś się tak, przyjacielu- położył rękę na jego ramieniu- choć do biura i tam wszystko obgadamy- powiedział z perfidnym uśmiechem. -NIE JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI!- odepchnął jego rękę, Zen miał naprawdę wielką ochotę już go sprać. Ale miał też świadomość, że tak nie pomoże Katerine. Odwrócił się i nie patrząc na Lukę, skierował się w stronę gabinetu. Ten poszedł za nim, w połowie drogi minęli rudowłosego chłopaka.
- przyprowadź ją- szepnął chłopak z tatuażem. Jego przyjaciel kiwnął głową i zniknął w jednym z korytarzy.
***
~Katerine~
Stałam przy oknie i patrzyłam na porysowanego ścigacza, znam ten motor.... To motor Zen'a! Przyjechał po mnie? Może zabierze mnie z tond? Nagle przypomniałam sobie jego wściekłość i agresję, aż go nie mogłam poznać. A co jeśli on nie przyjechał mi pomóc? W głowie miałam jeden wielki mętlik. Nie, Zen mnie z tond wyciągnie, na pewno! Ale miał ostatnio całą masę problemów z kasą. Boże Katerine, o czym ty myślisz?! To twój brat, może nie mam z nim już tak dobrych kontaktów, jak kiedyś. No ale bez przesady. Moje rozmyślania przerwał mi zgrzyt w zamku, zaraz potem do środka wszedł chłopak. Też ma chyba 18-stkę, rudę włosy, jest wysoki i chudy. Spojrzał na mnie, ma jasne wręcz bursztynowe tęczówki, lekko się uśmiechnął i podszedł. Nie mogłam się powstrzymać, żeby się nie cofnąć. Rudowłosy złapał mój nadgarstek.
- choć, Luka kazał Cię przeprowadzić- pociągnął mnie na korytarz.
- Luka?- zapytałam cicho, kiedy ten mnie prowadził w nieznanym kierunku.
- ten idiota naprawdę Ci się nie przedstawił?- zapytał rozbawiony, a ja pokręciłam głową. - Luka to ten czarnowłosy, który był u Ciebie rano, ja jestem Gabe — powiedział, ciągnąc w stronę schodów. Poprowadził mnie przez kolejny korytarz, wszędzie było dużo drzwi. W milczeniu doszliśmy do końca, do ciemnych dębowych drzwi. Zza których wydobywały się krzyki, Gabe nacisnął na klamkę. Byłam pewna, że wejdzie ze mną, ale on po prostu mnie wepchnął i szybko zatrzasnął je za mną. W progu się wywaliłam i upadłam na twarde panele.
- Katerine nie ma z tym nic wspólnego — usłyszałam zdenerwowany głos Zen'a, zgarnęłam swoje włosy do tyłu i podniosłam wzrok. Luka siedział sobie wygodnie na fotelu za biurkiem, z rękami za głową. A mój brat stał przed nim i wyglądał, jakby miał zaraz wybuchnąć.
- jakoś mi się nie wydaje — zaśmiał się cicho czarnowłosy. Chłopacy zauważyli mnie dopiero teraz, a mi się przypomniało, że nadal leżę na podłodze. Zen złapał mnie za rękę i pomógł wstać.
- ja powiedziałem, co możesz zrobić, reszta należy do Ciebie — powiedział Luka, wstając zza biurka. Podszedł do mnie i wyciągnął rękę. Nie zdarzyłam zareagować, bo brat pociągnął mnie tak bym stała za nim.
- pozwól mi z nią pogadać, wyjaśnię jej to — Zen nerwowo zagryzł wagę, mówiąc już trochę bardziej spokojnie, jednak nadal zaciskał mocno dłoń na mojej.
- jak chcecie, tylko bez numerów- prychnął i wyszedł. Zen się gwałtownie odwrócił i przycisnął do siebie. Przez chwilę stałam skamieniała, niebieskooki nie przytulał mnie od naszych dziecięcych lat.
- jestem idiotą- szepnął.
- zgadzam się- odpowiedziałam cicho.
CZYTASZ
Numer Pomylony
Action13:25 Nieznany: nie płacz, księżniczko. Ja: Sorry pomyliłeś/łaś numer. Nieznany: ja się nigdy nie mylę. Nieznany: moja księżniczko Ja: Naprawdę! Pomyłka, nie znam cię! I nie nazywaj mnie tak! Nieznany: znowu płaczesz.... Nieznany: na razie nie musis...
