Rozdział 4: Krzyk (Carmen Alvare)

100 6 0
                                        

Witajcie w kolejnym rozdziale Peccatorum! Zobaczymy w nim jak przeszukiwania poszły drugiej grupie, kto krzyczał na koniec poprzedniego rozdziału, a także będziemy się skupiać na dalszym budowaniu relacji pomiędzy bohaterami! Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba, zapraszam do lektury i skomentowania, a także na wszystkie media społecznościowe, które znajdziecie po lewej stronie bloga! Miłego czytania!------------------------------------------------------ Część ludzi zniknęła w lewej windzie. Nie za bardzo podobał mi się pomysł z rozdzielaniem, szczególnie, że trafiłam do grupy z samymi chłopakami. Obecność kobiet działała na mnie kojąco. Był to dla mnie luksus, którego za dużo w życiu nie doświadczyłam, będąc ciągle otoczona braćmi. Cieszyłam się, że w grupie ze mną jest chociaż Agatha. Od samego początku ją polubiłam. Wydawała się być niesamowicie przyjazną i ciepłą osobą. Wiedziałam, że ktoś taki nie byłby w stanie mi zrobić krzywdy. Nie czułam się też specjalnie zagrożona przez innych uczestników. Umiałam o siebie zadbać i wbrew pozorom nie byłam taką nieuważną osobą, na jaka mogłam wyglądać. Jacob wcisnął przycisk i otworzył tym samym kabinę windy. W środku, za drzwiami, była jeszcze rozsuwana krata. Weszliśmy do środka i wcisnęliśmy przycisk podpisany - pralnia. Nic się nie stało.- To powinno tak działać? - zapytał zaskoczony Jacob.- Raczej wygląda jakby nie działało - zauważył Aaron.- Mam na to pewien sposób - powiedział Dismas i podszedł do konsoli z przyciskami. Było ich znacznie więcej niż te prowadzące na lodowisko i do pralni, ale zdecydowana większość była nieaktywna. Bandyta zamachnął się i uderzył otwartą dłonią w panel. Nic to jednak nie dało, a on zaklął pod nosem.- Chyba będziemy musieli użyć drugiej windy - zauważył smutno Alan - Przepraszam was moi drodzy, to na pewno mój talent...- Tym razem to nie pech Panie Dantes - Lokaj wszedł do windy jakby znikąd - Zapomniałem zdjąć z niej blokady. Musicie dać mi minutkę i na chwilę wysiąść z windy. Grupa posłusznie opuściła kabinę i stanęła na klatce schodowej. Chłopcy zebrali się w grupie i zaczęli o czymś rozmawiać, a ja wykorzystałam moment i pochłonęłam się w rozmowie z Agathą:- Hej Lilio, czy mogę ci zadać pytanie? – zapytałam.- Mam na imię Agatha – zdziwiła się, patrząc na mnie przez duże okulary.- Skojarzyłaś mi się z tym kwiatem, dlatego cię tak nazywam – powiedziałam, zdając sobie sprawę, że to nie jest nic normalnego.- Och... to urocze – odpowiedziała, rumieniąc się lekko.- Jak to jest tworzyć zabawki i widzieć uśmiech na twarzach dzieci? Lubiłaś to robić? Ja na przykład czułam, że rośliny to moje dzieci. Też staram się sprawiać żeby były szczęśliwe i uśmiechnięte. Śpiewam im też sporo. Naprawdę sporo - rozgadałam się, czując swobodę podobną do tej, którą czułam w szklarni - O jejku. Dużo gadam, czasami nie potrafię się powstrzymać. Rośliny nigdy mnie nie uciszały, więc czasami nie wiem, kiedy przestać.- Nie szkodzi - odpowiedziała uśmiechając się - Tworzenie zabawek i dziecięcy uśmiech to najlepsze, czego w życiu mogłam doświadczyć. Kocham to robić i mam nadzieję, że wyjdziemy stąd żebym mogła robić to dalej. Jak nie, to chyba będę musiała zacząć robić zabawki dla was.- Jak coś to przyjmę cokolwiek z motywem roślinnym - zawsze lubiłam zabawki w tym stylu. W rodzinnym domu, moi bracia, którzy byli sukcesywnie zarażani moją pasją do natury, mieli całą masę drewnianych kwiatków, kolorowanek roślinnych i innych podobnych.- Zapamiętam - odpowiedziała Lilia. Tak w mojej głowie wyglądała niewinna i szczera osoba, jaką była Agatha.- Gotowe - powiedział Lokaj, przecierając czoło. Agatha spojrzała na niego i się uśmiechnęła. Reagowała na niego specyficznie, ale w sumie był bardzo przystojnym mężczyzną, chociaż jego uroda była nieco nietypowa.- Jedziemy! - zawołał wesoło Ethan.- Mam nadzieję, że przez mojego pecha winda się nie zerwie i wszyscy nie umrzemy. Jak coś to z góry was przepraszam - powiedział Alan.- Ty... spieprzaj schodami - powiedział Dismas.- Uspokój się człowieku - Aaron spojrzał na niego złowrogo - Równie dobrze moglibyśmy nie chcieć jechać z mordercą, szczególnie, że jesteśmy w takiej sytuacji, a nie innej. Jednak nikt nie robi ci problemu, więc ty też go nie rób.- Zapraszam do środka - przerwał im Detektyw. Weszliśmy wszyscy do wnętrza kabiny i raz jeszcze nacisnęliśmy przycisk, który miał nas zawieźć do pralni. Dobrze kojarzyłam takie pomieszczenia. W domu zawsze robiłam pranie i chociaż było to męczące to lubiłam patrzeć, jak moi bracia nosili czyste ubranka. Drzwi się zamknęły, a po chwili również krata i winda ruszyła. Poczuliśmy delikatne szarpnięcie i zanim się obejrzeliśmy, byliśmy na miejscu.- Szybka - zauważył Alan.- Nawet bardzo - odpowiedział Jacob - Możliwe, że pralnia jest dosyć blisko kwadratu, to miałoby nawet sens.Byłam ciekaw jak mogły w takim wypadku działać schody, Lokaj wyraźnie zaznaczał, że są one specyficzne, ale co to właściwie mogło oznaczać? Chciałam to sprawdzić po przyjrzeniu się pralni. Wysiedliśmy na klatce schodowej podobnej do tej przy recepcji. Różniła się jedynie położeniem schodów, które były bardziej na lewo, a nie centralnie przed wejściem do windy. Musiało to oznaczać, że znajdujemy się w lewym skrzydle hotelu chyba, że konstrukcja była bardziej skomplikowana niż to mogło się wydawać.- Lewe skrzydło - zauważył Alan. Ktoś klepnął mnie delikatnie w ramię. Obróciłam się i zobaczyłam Oliviera, który podawał mi notes. Sięgnęłam po niego zdezorientowana i przeczytałam pod nosem.- Możesz mi, co jakiś czas wypisywać ważniejsze wątki podczas przeszukiwań? Chciałbym jakoś pomóc. Winda ma specjalny napęd. Podobny był w szpitalu, w którym pracowała moja mama i winda potrafiła przejechać sto pięter w pięć sekund - po przeczytaniu pokazałam to Jacobowi.- Może mieć racje - powiedział czarnowłosy - Będziesz mu wypisywała, to co obgadamy?- Ja mogę - zaproponował Alan - Szybko piszę.- Okej, napiszę mu to - powiedziałam, powtarzając na piśmie to, co ustaliliśmy. Chłopak pokiwał głową i stanął bliżej Pechowca.- Dobra, chyba czas wejść do środka, co? - zapytał Jacob, podchodząc do drzwi. Były one blaszane i w przeciwieństwie do klatki przy recepcji, wejście było tylko jedno. Detektyw otworzył drzwi i wpuścił nas do środka. Znaleźliśmy się w długim korytarzu, przypominającym ten, na którym byliśmy. Na jego końcu znajdowały się kolejne drzwi. Różnica była jednak taka, że przy podłodze, były przypięte nieduże lampki, które dodatkowo oświetlały dywan i podłogę. Ruszyliśmy do przodu.- Pierwszy raz widzę, żeby pralnia miała taki hol przed sobą - zauważył Dismas.- Może to piętro służyło do czegoś innego i zostało dostosowane? - rzucił pomysłem Aaron.Podobało mi się to, jaki spokojny był, kiedy w pobliżu nie było Hakera. Nie byłam pewna jak wyglądała ich historia, ale Mycroft należał do niewielkiego grona ludzi, którzy zdenerwowali mnie zanim zdołałam ich na dobre poznać. Nie lubiłam go i nie dziwiłam się, że podobnym, aczkolwiek dużo mocniejszym, uczuciem darzył go Aaron. Od początku wydawał mi się zagubiony i obserwowałam go bacznie, bo pod skorupą samotnika zdawał się ukrywać człowiek o złotym sercu. Chciałam do niego dotrzeć i go lepiej poznać, chociaż wiedziałam, że to będzie spore wyzwanie, patrząc na to jak bardzo trzymał się na uboczu i unikał kobiet. Byłam ciekaw, jaka historia się za tym kryje.- Ciekawe, jakie jeszcze pomieszczenia są w tym hotelu. Myślicie, że jak przejdziemy się schodami i zerkniemy, bez wchodzenia, to nie złamiemy zakazu? - zapytał Dismas.- Myślę, że jak nie chcą żebyśmy tam wchodzili to tam nie wejdziemy. Zapewne schody będą miały jakieś blokady, albo coś w tym stylu - Jacob wyraził swoją teorię - Ta winda też może mieć w sobie coś więcej niż sam napęd. Zauważyliście, że na piętrze z sypialniami i piętrze z czytelnią nie było wejść do kabiny? To może oznaczać, że pojechaliśmy w bok, ale szarpnięcie było tylko jedno. Wszystko jest tutaj trochę... nielogiczne - słyszałam w jego głosie dziwny żal, jakby bardziej bolał go fakt, że hotel jest dziwnie zbudowany, niż to, że jesteśmy w nim uwięzieni. Czarnowłosy okularnik był strasznie specyficznym człowiekiem. Znałam zawód detektywa jedynie z seriali, które oglądałam w telewizji i stamtąd stworzył mi się w głowie obraz kogoś specyficznego, oderwanego od rzeczywistości i zwracającego uwagę na nietypowe rzeczy. Jacob Robertson był jeszcze dziwniejszy od tej wizji, co było sporym osiągnięciem. Nie wiedziałam, czego się od niego spodziewać i wewnętrznie się go trochę bałam. Jego działania przejawiały się nieobliczalnością.- Zawsze możemy to jakoś sprawdzić, tylko trzeba się zastanowić jak. Może jakimś sznurkiem? Zobaczyć czy po zamknięciu drzwi i dojechaniu tutaj winda skręca w górę czy w dół? - pomysł Alana wydawał się być genialny w swojej prostocie.- To bardzo solidny pomysł - zauważył Aaron.- Mi też się podoba - włączyłam się.- Myślicie, że hotel może być poziomy? - Ethan wyglądał jakby naprawdę się nad tym zastanawiał.- Wątpię. Mamy schody w górę i w dół. Zresztą znacznie ciężej ukryć budynek, który jest taki długi w poziomie niż w pionie - widać było, że Jacob odpowiadał raczej z grzeczności niż z faktu, że jakkolwiek rozpatrywał tą opcję. Dotarliśmy do końca korytarza i kolejnych drzwi. Po ich otwarciu znaleźliśmy się we właściwej pralni. Była naprawdę spora. Pralki stały, jedna na drugiej w czterech rzędach - dwóch przylegających do ścian oraz kolejnych, tworzących podział pomieszczenia. Pachniało tutaj detergentem i środkami czystości, a także kwiatami. Na moment przeniosłam się do rodzinnego domu, gdzie roślinny zapach trzymał się wszędzie - od mojego ogrodu, aż po każdy pokój. Stanęłam naprzeciw wejścia i usiadłam na jednej z pralek. Nie sądziłam, żebyśmy mogli znaleźć tutaj coś ciekawego, ale starłam się, chociaż nie przeszkadzać innym. Widziałam to pomieszczenie w formie dzikiego zagajnika. W głowie z pralek zaczęły wyrastać pnącza, a gdzieniegdzie pojawiały się piękne, rozłożyste kwiaty. To miejsce wyglądałoby wtedy jeszcze lepiej. Rzeczywistość przedstawiała je jednak, jako niezwykle schludne i białe. Czyste. Przypominało mi salę szpitalną. Nie miałam złych wspomnień ze szpitalami, chociaż zdążało mi się do nich trafiać. Wszystko przez to, że potrafiłam zapomnieć o świecie podczas pracy, co kończyło się często tym, że mdlałam. Moi bracia, przyzwyczajeni do tego, zawsze sprawdzali po parę razy dziennie czy jestem cała. Jak widzieli mnie leżącą pomiędzy grządkami to próbowali mnie budzić, a jak to się nie udawało to wieźli do pobliskiej przychodni, skąd najczęściej trafiałam do szpitala na parę dni obserwacji. Lekarze zawsze mi mówili, że za bardzo się obciążam, jednak kochałam swoje zajęcia za bardzo, żeby nie poświęcać mu całej swojej siły.- Myślicie, że coś tu może być? - zapytał Ethan głosem pełnym zwątpienia.- Raczej nie, ale warto sprawdzić wszystko dwa razy. Nie mówię, że znajdziemy gdzieś ukryte drzwi, ale może coś, co nam podpowie trochę gdzie jesteśmy - Detektyw schylił się pomiędzy pralkami, w kącie pomieszczenia. Narożniki były puste, bo gdyby ustawiono tam pralki, to nie dałoby się ich otworzyć - Aha!- Co jest? - zapytał Aaron. Jacob tryumfalnie podniósł jeden z kabli odpiętych od pralki i pomachał wtyczką.- Działają na prąd. To ma być wskazówka? - w głosie Dismasa zdziwienie mieszało się z pogardą.- Wtyczka - wtrącił kobiecy głos. To była Brzuchomówczyni, która wyszła zza drzwi, które zauważyliśmy dopiero teraz - typ C. Standard europejski. Jesteśmy w Europie, a to jest potwierdzenie - powiedział.- Dokładnie tak Julio - odpowiedział z uśmiechem Jacob.- Jesteś pewien, że to nie podpucha? - zapytał Aaron.- Tak. Gniazdko nie ma śladów wymiany, jest tutaj od początku, nawet dłużej niż ten kolor ścian. Widać nawet ślady farby tu i tu - wskazał palcami coś, czego nie dało się na pierwszy rzut oka odróżnić - Zaraz zobaczymy, czego dowiemy się z pralek. Ty nie znalazłaś nic ciekawego? - ostatnie pytanie skierował do Julii.- Nic nadzwyczajnego. Tam gdzie byłam jest zaplecze i suszarnia. Sporo chemicznych rzeczy do prania, sami zobaczycie. Oprócz samego sprzętu, jedna ze ścian pomieszczenia była zastawiona sporymi koszami. Każdy z nich miał plakietkę i był dopasowany do innego gościa. Ich zadaniem było składowanie brudów. Pralnia miała jeszcze jedną parę drzwi, do której podeszłam wraz z Alanem, Julią oraz Aaronem. Otworzyliśmy je i znaleźliśmy się w suszarni. Sznury tworzyły w powietrzu ciekawą kompozycję. Było tutaj znacznie cieplej niż w pralni, a to wszystko za sprawą rur, które miały wydajnie i szybko suszyć ubrania po praniu. Podobał mi się ten system.- Tutaj naprawdę nie ma nic ciekawego - zauważył po chwili obserwacji Aaron - Sprawdźmy jeszcze to.W kącie była nieduża odnoga, która prowadziła do czegoś w rodzaju schowka. Miejsca w środku było mało, więc weszła tam jedynie Julia. Przejrzała półki, obejrzała butelki i wszystkie detergenty.- Nic nadzwyczajnego - powiedziała w końcu - Jedyne co, to jest tu parę mocniejszych środków czystości, ale gablota w kuchni wydaje mi się być znacznie bardziej niebezpieczna.- Ja bym to jednak zapamiętał, tutaj sprawca może przyjść po coś do zatarcia śladów po zbrodni. Pewnie dałoby się coś z tego zrobić - Aaron wskazał butelki z połyskującymi płynami - jakiś mocny wybielacz czy coś do sprania najgorszej plamy. Opuściliśmy suszarnię i wróciliśmy do głównej części tego piętra. Grupa dalej przeszukiwała pomieszczenie, skupiając się na jednej z pralek.- Coś ciekawego? - Jacob nawet nie oderwał się od pracy, zadając nam to pytanie.- Schowek i suszarnia do ubrań. Trochę detergentów i innej chemii, ale nic nadzwyczajnego. Same światowe marki, bez szału - Alan zdał szybki raport, traktując sprawę śmiertelnie poważnie. Chociaż ważne było dla mnie to, żeby się stąd wydostać, to cała sytuacja wydawała mi się zabawna.- Dobra. Sprawdzę wszystkie i możemy iść dalej - odpowiedział zamykając jedno z urządzeń i ruszając do drugiego.- Naprawdę chcesz oglądać wszystkie pralki? Mogę wiedzieć po chuj? - zapytał Bandyta.- Szukam wszędzie gdzie się da - odpowiedział - Nie musicie mi pomagać, sam dam sobie radę, tylko na mnie poczekajcie.- Dobra pomożemy ci, żeby po prostu szybciej stąd wyjść - westchnął mężczyzna w płaszczu.- W takim razie otwierajcie pralki i szukajcie małych przedmiotów. Czasami podczas prania zawieruszają się w środku. Szukajcie czegokolwiek, co może dać nam podpowiedź, a także etykiet, które sklepy czasami wrzucają do środka, żeby zaznaczyć, dla jakiej filii wysyłają urządzenie na sprzedaż. Do roboty! Do Jacoba dołączył Dismas, Julia oraz Alan. Reszta stała i czekała, ziewając, co jakiś czas. Minęło około czterdzieści minut, w czasie których sprawdziliśmy raz jeszcze detergenty, a część mężczyzn oraz Brzuchomówczyni zdążyli przejrzeć około czterdziestu pralek.- Nic - westchnął Jacob - Przynajmniej próbowaliśmy. Okej, możemy iść dalej.- Pójdę z wami - powiedziała Julia - Nic tu po mnie.- Mogłem iść na lodowisko - posmutniał Ethan - To mało znany fakt, ale jestem też świetnym łyżwiarzem, który potrafi używać magii lodu!- To tylko sztuczki i to marne - zaśmiał się do niego Dismas.- No i masz na sobie klątwę - stwierdził Ethan. Bandyta odpowiedział pokazując mu, dobrze znany na całym świecie, obraźliwy gest. Iluzjonista nie odpowiedział nic, mruknął coś pod nosem i odsunął się możliwie najdalej od Hardina, zajmując pozycję obok dużo mniejszej od niego Lilii. Wróciliśmy przez korytarz na klatkę i zanim podeszliśmy do windy to zdecydowaliśmy się sprawdzić schody. Nie wiedziałam, czego się spodziewać i jak planowaliśmy to zbadać, ale byłam bardzo ciekawa.- Lokaj mówił, że schody mają specyficzne działanie - zaczął Jacob występując przed grupę - Sprawdźmy to. Myślę, że po dwie osoby powinny wejść na górę i na dół i zobaczyć, jakie tam są piętra. Możliwe, że jesteśmy blisko recepcji, ale warto zobaczyć, jakie są tu jeszcze piętra. Ja mogę pójść z kimś na górę - zaproponował na koniec.- Pójdę z tobą - zgłosił się Aaron.- To ja pójdę z Lilią w dół - zaproponowałam.- Z kim? – zapytał Ethan.- Ze mną – rozwiała wątpliwości Agatha – Nie pytaj.- Super. Jak dojdziecie na dół to dajcie jakiś znak. Najlepiej krzyknijcie – zgodził się Jacob.Po ustaleniach poszłyśmy z Twórczynią na dół. Zakręciłyśmy na niedużym półpiętrze, które podobnie jak w pozostałych częściach hotelu, było oświetlone małą lampką. Stała tu też nieduża roślina w doniczce. Poznałam ten gatunek i w ciszy pogratulowałam temu, kto je wybrał. Zeszłyśmy parę stopni niżej, zbliżając się do kolejnego piętra. W głowie poczułam dziwny uścisk. Przetarłam twarz i odetchnęłam. Przez chwilę zrobiło mi się trochę słabiej. Kiedyś się przepracuje, pomyślałam. Znalazłyśmy się w niedużym korytarzu, trochę mniejszym niż ten na piętrze, z którego przyszłyśmy. Były tu jedne, blaszane drzwi.- Sprawdzimy zanim krzykniemy? - zapytała Lilia.- Oczywiście - powiedziałam podchodząc do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam hol prowadzący do recepcji. Był tak charakterystyczny z dwoma przejściami do korytarza obok, że nie było mowy o pomyłce ­- Wow, czyli rzeczywiście byliśmy blisko.- Mamy tutaj recepcję! - krzyknęła Twórczyni. Jak na tak drobną osobę, miała donośny głos. Pewnie przydawał jej się w pracy.- Właściwie to możemy do nich wrócić, skoro my znalazłyśmy recepcję to oni pewnie odkryją coś nowego - powiedziałam. Pokonałyśmy ponownie tą samą drogę, tylko tym razem w drugą stronę. Na schodach znowu poczułam się dziwnie. Uścisk w głowie i moment, gdzie zamknięcie oczu wydawało się trwać dłużej niż powinno. Lilia też wyglądała na nieco skołowaną.- No w końcu - czekała na nas już cała siódemka, wliczając w to witającego nas Jacoba - Sporo was nie było.- Niecała minuta to aż tak dużo? - zdziwiłam się.- Minuta? Nie było was przynajmniej pięć minut, jak nie lepiej - włączył się Ethan.- Zaczęliśmy się powoli martwić, że któraś z was rozpoczęła tą całą zabójczą grę - Dismas miał grobowy ton, przez który sama się trochę przestraszyłam. Przypominał mi chwast. Był straszną osobą. O czym oni mówili, zastanowiłam się. Pamiętałam przecież całą drogę i zeszłyśmy zaledwie piętro niżej. Nawet wliczając w to otwarcie drzwi, wciąż nie mogło to trwać dłużej niż dwie minuty.- To niemożliwe. Zeszłyśmy po schodach i od razu podeszłyśmy do drzwi piętro niżej. Prowadziły do recepcji, Lilia do was krzyknęła i wróciłyśmy. Jedyne, co było dziwne po drodze, to chwila schodzenia i wchodzenia po schodach. Troszkę gorzej się poczułam, ale mam tak często - powiedziałam.- W sumie ja też to poczułam - oznajmiła Lilia.- Tak samo my z Aaronem - dodał po chwili detektyw i złapał się w zadumie za podbródek.- Co lepsze my też doszliśmy do recepcji - zaśmiał się w głos Informatyk. Odkąd znaleźliśmy się w tym hotelu zaśmiał się po raz pierwszy.- Schodząc coś musi się z nami dziać. Tracimy orientację, a może nawet chwilowo przytomność, dlatego nie pamiętamy większości trasy i "przebudzamy" się dopiero na piętrze, na które mamy dostęp - rzucił teorią Jacob.- Słyszysz jak nieprawdopodobnie to brzmi, prawda? - upewniła się Julia.- Nie umiem tylko wytłumaczyć jak droga w górę i droga w dół zaprowadziła nas na to samo piętro - stwierdził ignorując słowa Brzuchomówczyni.- A nie dziwi cię to, że się nie spotkaliśmy? - zapytała Lilia.- Nie do końca. Wróciliśmy dobre dwie minuty przed wami, widocznie przez filtr nie zauważyłyście o ile dłuższą trasę miałyście.- Nie ogarniam - westchnął Chwast.- Ja też nie - dołączył do niego Ethan.- Nie musicie. Ważne, że ja zaczynam to rozumieć - Jacob miał epizody, gdzie brzmiał na strasznego zarozumialca - Zawijajmy się do czytelni, zobaczymy, czego dowiedział się Maks. Nikt nie skomentował ostatnich słów Detektywa, za to wszyscy zgodnie ruszyli w stronę windy. Po zamknięciu się kraty i delikatnym szarpnięciu nie minęło nawet pięć sekund, jak staliśmy na klatce schodowej przy recepcji w holu głównym. Kabina zniknęła za drzwiami, a my w grupie szliśmy za Jacobem. Ciężko było za nim nadążyć, wydawał się być w zupełnie innym świecie, podekscytowany wszystkim, co go otaczało. Wbiegał po trzy schodki naraz, w krótce zostawiając nas z tyłu.- Mieliśmy trzymać się razem... - jeszcze raz, powtórzył smutno Alan.Kwadratowy hol na najwyższym piętrze Kwadratu nie zmienił się praktycznie wcale. Może było trochę jaśniej. Gdy przechodziliśmy z klatki schodowej do samego korytarza widzieliśmy tylko zamykające się drzwi od czytelni. Podeszliśmy i weszliśmy do środka. Przeszedł mnie dreszcz na wspomnienie jak wyglądały pierwsze minuty w tym miejscu, gdzie zagubiona obudziłam się pośród książek, nie mając pojęcia jak się tam znalazłam. Po przekroczeniu drzwi rzuciły nam się w oczy stoły, przy których po raz pierwszy spotkaliśmy się w dwudziestkę dwójkę. Tym razem nie były one puste, a wręcz zasypane książkami. Niektóre były grubsze od głowy dorosłego człowieka, a wyglądały jakby pochodziły sprzed setek lat. Mieszały się z innymi, które połyskiwały nowością i świeżością. Pomiędzy tomami siedział nieco przygarbiony Maks, zatopiony w lekturze. Obok niego stał Jacob.- ... żadnych innych? - kończył o coś pytać.- Niestety. Ale to dopiero początek. Przez prawie godzinę błądziłem pomiędzy półkami i starałem się zrozumieć rozkład tego pomieszczenia. Jest naprawdę ogromne - Maks zatrzymał długi palec na jednej z linijek tekstu i spojrzał na stojącego nad nim mężczyznę. Po chwili przeniósł wzrok na nas - A jak u was?- Jesteśmy w Europie - powiedział szybko Jacob, jakby bał się, że ktoś sobie przypisze jego zasługę - Poza tym pralnia to nic specjalnego. Dobrze wyposażona, ale zwyczajna.- Za to schody to ciekawszy motyw - Alan włączył się do rozmowy. Wszyscy podeszliśmy bliżej, tworząc półokrąg wokół Pisarza. Pechowiec spokojnie i rzeczowo wytłumaczył mu, czego się dowiedzieliśmy.- Pierwszy raz o tym słyszę - zdziwił się Maks, chwilę po tym jak Alan skończył swoją opowieść.- Nas też to zdziwiło. Może Lokaj powie nam coś więcej - powiedział Jacob - Dobra, lepiej mów jak ci możemy pomóc. Wiem, czytasz jak maszyna, ale chodzi mi o zebranie książek. Może zrobisz nam listę, które działy mogą cię interesować, a my ci zniesiemy kolejne tytuły.- Dobra, możecie mi trochę pomóc. Potrzebuję większości starych tomów, jakie wam wpadną w oczy. Dodatkowo wszystkie atlasy oraz książki o miejscach ciężko dostępnych. Możecie też podrzucać raporty geograficzne, te o wpływowych ludziach oraz o organizacjach. Może gdzieś znajdę jakikolwiek punkt zaczepienia, no i oczywiście możemy zaryzykować i spróbować szukać tylko w Europie. Będę robił notatki - pokazał nieduży, skórzany notes - Jakby mi się cokolwiek, kiedykolwiek stało to tutaj znajdziecie moje marne zapiski. Jak coś to pytajcie, a ja biorę się do pracy. Najbliższe godziny spędziliśmy pomagając Pisarzowi i znosząc na jego stos kolejne tytuły i księgi. Chodziliśmy parami, więc znowu trzymałam się Twórczyni Zabawek. Krążyliśmy pomiędzy ogromnymi pólkami i wyszukiwaliśmy kolejne tomy. Z każdą minutą góra papieru przy Maksie rosła, ale on wydawał się być w swoim żywiole. Wertował kartki, zapisywał coś na boku i przewalał kolejne stronnice w zatrważającym tempie.- Myślisz, że kiedyś jeszcze wrócimy do domu? – zapytała Lilia, podczas jednej z tur noszenia książek. Niosłam wyjątkowo ciężkie tomy, a dodatkowo byłam pogrążona w myślach, więc dopiero jak powtórzyła pytanie to zdałam sobie sprawę, że kieruje je do mnie.- Och... przepraszam odpłynęłam... A do domu wrócimy. Jestem tego pewna - powiedziałam z uśmiechem.- Nie wiem ile mnie już nie ma, ale w mojej fabryce na pewno mnie potrzebują. Nie chcę żeby produkcja została wstrzymana przez mój wyjazd.- Twoja fabryka radzi sobie dobrze - powiedział nagle głos za naszymi plecami. Nie byłam osobą strachliwą, w końcu często ktoś mnie zaskakiwał obecnością, bo zwyczajnie nie zwracałam na nic uwagi jak się w coś wciągnęłam, ale tym razem podskoczyłam i wypuściłam księgi, które z hukiem upadły na podłogę. Odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy, że tuż za nami, stoi Lokaj. Byłyśmy prawie pod koniec książkowego korytarza, nie miałam pojęcia jak mógł się pojawić tak blisko nas.- S-skąd wiesz? - zająkała się, a jej twarz przybrała nieco bardziej czerwony kolor. Widać było, że też się wystraszyła i to bardziej niż ja.- Byłem tam. Muszę pani przyznać, że wykonuje pani kawał dobrej roboty. Proszę się nie martwić, nic złego się tam nie dzieje, chociaż klienci się zastanawiają gdzie jest genialna twórczyni zabawek, która to wszystko stworzyła - Białowłosy uśmiechał się pogodnie, jak zawsze.- Dziękuje - wydawało mi się, że wewnętrznie odetchnęła z ulgą. Mężczyzna odwrócił się i ruszył w drugą stronę, znikając w labiryncie.- Jest dziwny - powiedziałam.- Ale jaki miły - Lilia była widocznie uradowana. Tylko, dlaczego aż tyle wie, zadałam sobie pytanie. Informacja, że Lokaj po porwaniu odwiedził fabrykę Kwiatuszka mogła być ważną wskazówką.- Gdzie się znajduje twoja fabryka? - zapytałam.- W Szwajcarii - odpowiedziała po chwili - Dlaczego pytasz?- Nie wiem ile minęło od naszego porwania, ale jak Lokaj tam był, to może jesteśmy niedaleko? Może, dlatego odwiedził to miejsce po tym jak nas porwali? - byłam tak zaskoczona swoim odkryciem, że aż zrobiło mi się gorąco.- Jejku... - wydusiła z siebie po chwili - Możesz mieć racje. Jak zobaczyłam go w moim sklepie to nie miał przy sobie żadnych bagaży. Wyglądał właśnie jak ktoś, kto wyszedł na chwilę z pracy.- Chociaż był w paru miejscach na świecie na raz, więc to też nie musi być zależność - zauważyłam - Ale dobra, pogadamy o tym w jadalni. Po paru kolejnych turach Maks powiedział, że póki, co wystarczy i bardzo dziękuje wszystkim za pomoc.- Na pewno będę teraz to dogłębnie badał. Mam już jakieś tropy. Wpadnę po siedemnastej do jadalni - mówiąc to już kartkował kolejną książkę. Odczuwałam zmęczenie. Niby tomy nie były ciężkie, ale chodzenie z nimi przez parę godzin potrafiło zmęczyć. Byłam ciekawa czy druga grupa czeka już na nas w jadalni.- Zostało jedne pomieszczenie i dwie i pół godziny do spotkania - Jacob zerknął na wiszący zegarek - powinno być spoko, chyba, że Elizabeth znalazła coś przełomowego.Opuściliśmy czytelnię. Wszyscy musieli być wyczerpani, bo nikt się nawet nie odzywał. Wszyscy szli w milczeniu. Zobaczyłam, że Lilia ma skrzywioną minę.- Wszystko okej Kwiatuszku? - zapytałam.- Troszkę boli mnie brzuch. Jestem strasznie głodna. Nie wiem czy nie pójdę do jadalni czegoś zjeść - powiedziała. Grupa zatrzymała się na klatce schodowej przy recepcji.- Jak chcesz to poczekaj na nas w jadalni. Powinniśmy tam być za góra pół godziny - stwierdził Alan.- Dobrze. Zjem coś i będę na was czekała - powiedziała i ruszyła w stronę schodów prowadzących do sypialni. Gdy tylko zaczęła odchodzić odezwał się Dismas:- Wiecie co? Ja też muszę coś załatwić. Będę po siedemnastej na miejscu - powiedział i też poszedł w dół. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Czemu poszedł tam za nią?- Nie uważacie, że to dziwne, że poszedł tam za nią? - zapytałam.- Byłby idiotą jakby coś jej zrobił - stwierdził Jacob - A aż taki głupi nie jest. Nie byłam zbytnio przekonana, ale starałam się tym nie martwić. To rzeczywiście byłoby głupie, przecież Chwast byłby wtedy oczywistym podejrzanym i nie udałoby mu się oczyścić z zarzutów.- Sprawdźmy to pomieszczenie i chodźmy do jadalni - Aaron przypomniał o naszym celu.Po chwili staliśmy przed drzwiami przypominającymi wejście do jadalni. Były jednak podpisane, jako "Pomieszczenie Gospodarcze". Weszliśmy do środka i zobaczyliśmy coś, co sama bym określiła, jako pokój, w którym znajdzie się wszystko, co akurat jest potrzebne. Widocznie mogliśmy tutaj uzupełniać brakujące nam rzeczy. Od lewej, w rzędzie stała szafa z pustymi wieszakami. Dalej lampki oraz żarówki do nich, baterie, zwoje pościeli, odświeżacze powietrza, dywaniki oraz łyżki do butów. Obok stosy mydeł, żelów pod prysznic, sole do kąpieli, pasty do zębów oraz szczoteczki, a także szczotki do włosów i wszystko, co mogło przydać się w łazience. W oczy rzucał się kącik z detergentami, trochę przypominający ten w pralni. Po prawej stronie widać było odkurzacze, szczotki, a także zmiotki. Ku mojej uciesze zauważyłam również doniczki oraz worki z ziemią, ale gdy się dobrze przypatrzyłam znalazłam coś dla każdego uczestnika. Płótna na dzieła Artysty, sprzęty elektroniczne ułożone z myślą o Mycrofcie oraz Aaronie, a nawet pacynki dla Brzuchomówczyni. Pośród tego wszystkiego stała Elizabeth, która odstawiała właśnie jedną z butelek na półkę. Gdy nas zauważyła podbiegła. Nie mogłam powiedzieć, jaki ma wyraz twarzy, bo wciąż nosiła maskę. Podobały mi się jej włosy. Rzadko, kiedy ktoś decydował się na taki szary odcień w tym wieku.- Hej, mam nadzieję, że się nie martwiliście. Wszystko było tutaj trochę porozrzucane i trzeba było posprzątać...- Spoko, pomagaliśmy Maksowi w czytelni - uspokoił ją Alan - Co tutaj mamy?- Właściwie wszystko, oprócz wyjścia. To pomieszczenie jest tutaj jakby czegokolwiek nam brakowało. Znalazłam tutaj wszystko, nawet mikroskop jakby ten, który mam w pokoju się zepsuł - wskazała stojące nieopodal urządzenie - A jak u was? Dowiedzieliście się czegoś ciekawego?- Jesteśmy w Europie. Tak na dziewięćdziesiąt procent - powiedział Detektyw. Wciąż milczałam o tym, czego dowiedziałyśmy się z Lilią. Nie lubiłam się powtarzać, a na pewno podobna rozmowa odbędzie się w jadalni.- Schody działają dziwnie i prawdopodobnie jak się na nie wchodzi traci się świadomość, do momentu dojścia na piętro, na które można dojść - powiedział Aaron. Opowiedzieliśmy Elizabeth o wszystkim, co nas spotkało, a ona uważnie słuchała.- Szkoda, że nie trafiliśmy na coś naprawdę konkretnego. Ale to z gniazdkami to już jakiś start. Gdybyśmy mogli tylko trochę dokładniej określić, gdzie jesteśmy - Elizabeth zamyśliła się mówiąc to.- Właściwie to ja i Lilia... - zaczęłam, ale nagle usłyszeliśmy krzyk. Bardzo wyraźnie, jakby dochodził z...- Jadalnia! - krzyknął Jacob i zanim ktokolwiek zdążył się obejrzeć, zaczął biec. Zrobiło mi się słabo. Coś się musiało stać. Czy to mój Kwiatek? Zadrżałam. Pobiegłam za detektywem, a za nami reszta. Wiedziałam, że to nie w porządku, ale miałam nadzieję, że to ktoś z drugiej grupy, a nie Twórczyni, o ile w ogóle komuś coś się stało. Wybiegliśmy na korytarz. Przemknęliśmy obok recepcji i stanęliśmy przed drzwiami do jadalni. Zanim je otworzyliśmy ze środka wypadł Rewolwerow, Samfu, Alice, Lily oraz Audrey.- Co się stało? - wypalił Jacob.- Ktoś krzyczał! - Elizabeth spanikowała.- To nie stąd. Słyszeliśmy ten dźwięk z korytarza. Nikogo nie podeptaliście? - zapytał Samfu patrząc nam pod nogi.- Nie... Nie ma z wami Agathy? - zapytał Jacob.- Tu jestem - powiedziała, dobiegając z Chwastem. Poczułam dużą ulgę. Po chwili ze schodów zbiegła druga grupa.- Co się stało? - Mycroft z trudem łapał oddech.- Czy komuś coś się stało? - przekrzyczała wszystkich Audrey, jak zwykle uciszając tym skutecznie resztę.Jako ostatni dobiegł Maks, kuśtykając.- Nikt nie wie, kto do cholery krzyknął? Samfu przysięgam, jeżeli to ty... - Aaron aż wrzał.- Człowieku, czy mój głos brzmi jakkolwiek kobieco? Ogarnij się z tymi podejrzeniami - odgryzł się Król Dram.- Brzmiało kobieco, to prawda - Jacob zamyślił się - To może być... hmm...- Wykrztusisz z siebie w końcu? - Bandyta spojrzał na niego zdenerwowany.- Może jak tu już jesteśmy to wejdźmy do jadalni. Chyba wszystkie pomieszczenia zostały sprawdzone, co? - zaproponował Alan.- To doskonały pomysł, zaraz podam obiad - ucieszyła się Kucharka. Weszliśmy do środka. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim sądzić. Zanim zaczęliśmy dyskutować o tym, co się stało Audrey nalegała żebyśmy zjedli. O ile śniadanie było imponujące i każdy mógł znaleźć coś dla siebie, to teraz od razu po wejściu uderzyła w nas lawina cudownych zapachów. Nie czułam dużego głodu, ale teraz ślinka napłynęła mi do ust, a żołądek ścisnął się boleśnie. W gablotach parowały świeżo zrobione dania. Widziałam cztery duże kurczaki, miski pieczonych ziemniaków, salaterki z surówkami, gar zupy, paluszki rybne, ogromny talerze kotletów, placki ziemniaczane i parę innych rzeczy.- Mój boże - westchnął Chwast.- Musimy zjeść przed rozmową - poprosiła Lilia.- Muszę przyznać, że jakby ciekawe nie było to, co odkryliśmy, to nie dałbym rady o tym gadać czując ten zapach... - Jacob uśmiechnął się szeroko.- Wygląda pysznie - rzucił Maks podchodząc do gablot. Cała grupa rzuciła się na jedzenie. Zastanawiałam się, jak Audrey zdążyła zrobić tyle żarcia w parę godzin, ale nie wnikałam. Po prostu podeszłam i nałożyłam sobie ogromną porcję placuszków z cukinii, sosu musztardowego oraz frytek z marchewki. Gdy usiadłam obok Lily i Sandry to zaczęłam jeść i od razu wiedziałam, że nie miałam w ustach, chociaż w połowie czegoś tak dobrego. Musiało smakować wszystkim, bo przez paręnaście minut było słychać symfonię dwudziestu jeden szczęk mielących pokarm. Nad wszystkim czuwała Audrey, która z szerokim uśmiechem na twarzy patrzyła na to, jak zajadamy się jej jedzeniem.- Dzisiaj nie wyszło aż takie dobre - powiedziała. Bałam się posmakować jej popisowych dań - Dziękuje wszystkim moim pomocnikom, bez was nie dałabym rady! Po zjedzeniu ułożyliśmy talerze na stosie. Detektyw bekając zasłonił usta dłonią, po czym przemówił.- Dobra... Czas ustalić, czego się dowiedzieliśmy. Nasza grupa sprawdziła pralnię. Z niebezpiecznych rzeczy znaleźliśmy trochę detergentów na zapleczu. Udało się nam odkryć, że prawdopodobnie jesteśmy w Europie, ponieważ gniazdka elektryczne są typu c, używanego przeważnie tutaj. Jakbyśmy byli w Ameryce to gniazdka wyglądałby inaczej. Ciężko jednak ustalić, gdzie dokładnie się znajdujemy. Pralki nie miały więcej wskazówek - zaczął przemowę.- Jest szansa, że jesteśmy w Szwajcarii - wypaliłam nagle.- Skąd ta teoria? - zaciekawiła się Elizabeth.- Lilia ma tam swój sklep z zabawkami, a Lokaj mówił, że był w nim po jej zniknięciu. Możliwe, że nie musiał daleko jechać, stąd mógł to bez problemu sprawdzić - moja teoria nie brzmiała aż tak solidnie, ale miała w sobie jakąś logikę.- Lilia? – zapytał zdziwiony Mycroft.- Nieważne – odpowiedziała nieco speszona Twórczyni.- Lokaj był w dwudziestu miejscach na świecie w podobnym okresie czasowym. Myślę, że jest ich paru, albo ma jakiś sposób na szybką podróż - wtrącił z przekąsem Samfu.- Teleportacja? - zaproponował Ethan.- Ty tak serio? - zapytała go Julia.- Po prostu pomyślałam, że to może być wskazówka - nieco się speszyłam.- I bardzo dobrze pomyślałaś. Będę zwracał na to uwagę. Maks skupisz przeszukiwania atlasów na tym rejonie? W sumie możemy być w Alpach - Detektyw spojrzał na mnie, po czym przeniósł wzrok na Maksa.- Sprawdzę to - obiecał kapelusznik.- Poza tym sprawdziliśmy schody i doszliśmy do wniosku, że jest na nie nałożony jakiś... filtr percepcji. Gdy się na nie wchodzi to czuć coś dziwnego w głowie i odzyskuje się przytomność dopiero na piętrze, na którym możemy przebywać. Ale to tylko teoria. No i tak to działało przy pralni. Z tego, co wiemy jest ona w lewym skrzydle.- Tak samo było na lodowisku - wtrącił się Yama.- Czyli schody są dziwne, ale w sumie działają wygodnie. Możemy im się jeszcze przyjrzeć w wolnej chwili, może jakoś oszukamy system - zaproponował Mycroft.- W czytelni skupiłem się na starych księgach i atlasach oraz książkach o wpływowych ludziach. Szukam powiązań pomiędzy tym, co mamy tutaj z wpływowymi organizacjami, które istnieją lub istniały. Bedę wam mówił jak czegoś się dowiem, szczególnie biorąc pod uwagę te informacje o Szwajcarii - powiedział Maks, wycierając chusteczką twarz.- No i w pomieszczeniu po drugiej stronie korytarza znajdziecie wszystkie potrzebne rzeczy, jakby czegoś brakowało wam w pokoju - dodała Farmaceutka tonem, który przypominał Lokaja.- A jak u was? - zapytał Chwast bekając potężnie - Oj...- Sprawiasz, że stereotypy są zbyt oczywiste - warknął Łyżwiarz.- Beknięcie to najlepsza pochwała dla kucharki, a żarcie było pyszne, jakiś problem? - zapytał Bandyta spoglądając na Kucharkę. Ta jednak nic nie powiedziała.- U nas w sumie bez szału... - powiedział smutno Haker.- Coś się stało? - zaciekawiła się Julia.- Mieliśmy sporą szansę, ale przepadła - powiedziała tajemniczo Wendy.- To znaczy? - zapytał Jacob.- Na lodowisku nie znaleźliśmy żadnych poszlak. Ze schodami doszliśmy do podobnych wniosków, co wy... Potem poszliśmy do kuchni i tam... - Sandra zaczęła opowiadać, ale przerwała jej Audrey:- Mamy dużo jedzenia. Zapasy właściwie się nie kończą, więc z głodu nie zejdziemy, tego jestem pewna. Z kolei gablota noży to nie jedyne zagrożenie w kuchni. Jest tam wiele innych ostrych narzędzi, więc jeżeli nie będziemy pilnować samego wejścia to nie uchronimy się przed kimś, kto będzie chciał coś wziąć.- To może wyznaczymy kogoś do dyżurowania kuchni? Przecież Audrey będzie tu spędzała większość dnia - zauważył Alan.- Nie przesadzajmy - odpowiedziała.- To nie ma sensu - stwierdził Aaron - Kuchnia jest ogromna. Dyżurowanie jej jest nierealne dla jednej osoby, a bezużyteczne dla dwóch. Według mnie powinniśmy sobie po prostu zaufać. Chyba nie ma wśród nas takich zwierząt, żeby się pozabijać, co nie?- Nie byłabym taka pewna - powiedziałam spoglądając na Chwasta.- Sama prowokujesz jędzo - rzucił się do mnie. W tej chwili nie bałam się go, ale nie chciałam żeby skrzywdził kogoś innego.- Możemy wrócić do tego, o czym mówiliście? – nacisnął Jacob.- Naprzeciwko czytelni jest coś w stylu... sali zabaw. Konsole, hamaki, fotele z masażem i takie tam – zaczął Mycroft – Szukałem jakiegoś wejścia do systemu i tam je znalazłem. Ale niestety dałem ciała. Chciałem sprawdzić naszą lokację, ale wpadłem w jakieś dziwne pole elektromagnetyczne, które wyrzuciły mnie z systemu i tyle było z naszej szansy – widziałam, że jest zdenerwowany. Zaciskał pięść.- No cóż. Szkoda. Przynajmniej wiemy, dlaczego są tak ukryci. Nie jesteś w stanie jakoś przebić tego pola? – zapytał Jacob. Mycroft spojrzał na chwilę na Aarona jakby chciał coś powiedzieć.- Sam raczej nie dam rady. Nie wiem czy jakbyśmy wszyscy mieli umiejętności to byśmy się przebili, bo tutaj trzeba sprzętu i sporo szczęścia. No, ale mogę próbować – Mycroft uśmiechnął się, chociaż daleko było mu do tego uśmiechu, który zazwyczaj zdobił jego twarz.- Pomyślimy o tym później – powiedział Jacob wiedząc, że trzeba by było pogodzić dwóch odwiecznych rywali i nie była to na pewno rozmowa na teraz. Rozmowy trwały jeszcze trochę. Analizowaliśmy to czego się dowiedzieliśmy i oprócz strzału, gdzie możemy się znajdować, nie mieliśmy niczego. W międzyczasie Audrey uraczyła nas ładnie ozdobionymi lodami czekoladowymi, które prawie wszyscy zjedli ze smakiem. Byłam jednak coraz bardziej zmęczona, a najgorsze było to, że dochodziła dopiero godzina osiemnasta.- Pytanie brzmi - przerwał rozmowy Samfu - Co dalej? Sprawdziliśmy wszystko i co teraz?- Musimy odblokować kolejne pomieszczenia - zaproponował Yama.- Okej, tylko jak? - zapytała Sandra.Zapadła krótka cisza, w której było słychać tylko skrobanie długopisu w notesie Artysty. Po chwili podał go siedzącej nieopodal Wendy, która przeczytała na głos:- Czemu nie przenalizowaliśmy tego krzyku?- A jest co analizować? - zdziwił się Aaron - To musiał być żart albo próba wystraszenia nas. Pewnie stoi za tym Lokaj.- Nie miałem z tym nic wspólnego - Białowłosy stał w kącie pomieszczenia, dopiero teraz go zauważyłam, pewnie podobnie jak pozostali goście.- Od dawna tutaj stoisz? - zapytał Samfu.- Wszyscy Goście są w jednym pomieszczeniu i mają problem. Nie ma potrzeby żebym stał gdzieś indziej - odpowiedział bardziej automatycznie niż bezpośrednio do nas.- Nie wystarczają ci kamery i podsłuchy? - zapytał Mycroft - Czym jest to pole, które otacza ośrodek?- Kamery i podsłuchy są dla państwa bezpieczeństwa - odpowiedział i uśmiechnął się jak zawsze - Pole z kolei jest po to żeby nikt nam nie przeszkadzał podczas badań. Moi pracodawcy cenią sobie spokój.- Ja też sobie cenię spokój - odgryzła się Julia - Tutaj go jakoś nie odczuwam.- Tworzycie sobie w głowach niepotrzebne wizje. Przecież państwu powiedziałem jak to działa - odpowiedział Lokaj.- Kiedy otworzą się kolejne piętra? - zapytała głośno Audrey.- Podobnie jak przy moich pracodawcach - nie chcecie żeby to nastąpiło szybko, zapewniam was - spokojny ton nie oddawał grozy jego słów.- Strasznie dobrze wiesz, co jest dla nas dobre - zauważył Aaron.- Taka jest moja praca Panie Masayoshi - Lokaj nie dał się sprowokować - Muszę państwa przeprosić, obowiązki wzywają. Po wypowiedzeniu tych słów wyszedł przez główne drzwi. Chyba po raz pierwszy nie zniknął nagle, bez śladu.- Denerwuje mnie ten typ - Chwast mówiąc to ziewnął - Ale mi się spać chcę. Chyba dzisiejsze poszukiwania mnie złożyły.- Ja też się czuję kiepsko - stwierdziłam zgodnie z prawdą. Zauważyłam, że Farmaceutka zdejmuje na chwilę maskę. Miała ładne usta i nieduży, zgrabny nos. Pociągnęła nim parokrotnie, po czym ponownie zasłoniła twarz. Szepnęła coś Alanowi do ucha, a ten popatrzył na nią zaskoczony.- Słuchajcie - przemówił Pechowiec wstając - Dzisiejszy dzień był ciężki i długi. Co wy na to żeby sobie dzisiaj dać spokój i pójść spać?- O osiemnastej? - zdziwiła się Wendy.- Szczerze to też czuję się zmęczony - powiedział Jacob - To aż trochę dziwne. Ale może rzeczywiście nie warto ryzykować. Przesiedźmy dla bezpieczeństwa resztę dnia w pokojach. Jutro ustalimy, co dalej - powiedział. Przez salę przeszedł nieśmiały pomruk akceptacji tego pomysłu. To rzeczywiście było dziwne, ale wszyscy czuli się zmęczeni. Czy to przez badania, przemknęła mi przez głowę myśl. Nie pamiętałam żeby nam cokolwiek dawali, ale coś mogło być w jedzeniu, albo w czymkolwiek innym, z czego musieliśmy korzystać żeby przetrwać. Było to dla mnie zupełnie nowe uczucie, bo potrafiłam przepracować szesnaście godzin i wciąż czuć pewien niedosyt. Czułam, że coś było nie tak. Farmaceutka mogła wiedzieć coś więcej. Podeszłam do niej, chociaż moje ciało było dosyć otępiałe. Co się dzieje, takie pytanie pojawiło się w mojej głowie. Gdy dopadłam do Elizabeth ta wychodziła z Alanem i Jacobem.- Co się stało? – zapytałam.- Jesteśmy zmęczeni i idziemy spać, przecież powiedziałem... - zaczął Jacob, ale Elizabeth mu przerwała.- Dobra. Jej możemy powiedzieć – wyszliśmy na korytarz, wtapiając się w tłum. Jedynie Audrey została w kuchni. Miałam nadzieję, że nic jej się nie stanie, ale patrząc na to jak się czułam wiedziałam, że nikt, kto czuł się podobnie, nie spróbowałby teraz niczego głupiego. Nagle w mojej głowie pojawiła się jednak inna myśl. Elizabeth miała maskę. Mogła rozpylić coś, a teraz kogoś wygodnie zabić. Wyglądała jednak dokładnie tak samo jak my, więc nie sądziłam, żeby to była jej sprawka.- Coś jest w powietrzu. Nie wiem czy próbują nas zabić, osłabić, czy to zupełnie coś innego, ale wyczułam to. Nie jestem pewna, jaki to skład, ale znam te zapachy. To nie zmęczenie... - ziewnęła – tylko jakaś substancja chemiczna, którą chcą nas osłabić, dlatego bezpiecznie będzie – kolejna przerwa na ziewnięcie, sprawiała, że ciężko było ją zrozumieć – żebyśmy poszli do swoich pokojów. Szczególnie, że takie mieszanki różnie działają na różnych ludzi i ktoś może mieć bardzo ułatwione zadanie.- Czemu nie powiedzieliście tego reszcie – podczas dialogu zdołaliśmy dotrzeć do klatki schodowej.- Nie chcemy siać paniki. Musimy pozostawić pewne sprawy sobie, bo jakbyśmy to powiedzieli to ktoś mógłby wykorzystać tą wiedzę i spróbować kogoś zabić – Detektyw wytłumaczył wszystko ze spokojem, chociaż też widać było, że walczył ze swoim organizmem – Zamknij za sobą drzwi, to dobra rada. Ale już nie słuchałam. Byłam naprawdę zmęczona. Oczy same mi się zamykały. Kolejne kroki pamiętam, jako prześwity. Korytarz, zbliżenie się do drzwi, sięgnięcie po klucz, walka z zamkiem, która zdawała się trwać wieczność, aż w końcu wnętrze pokoju. Dużo roślin. Ostatnie przebłyski świadomości, przekręcenie zamka, po czym wspinaczka po schodach. Nie miałam siły podlać swoich kwiatków. Nie miałam nawet siły wspiąć się na łóżko. Zasnęłam.

PeccatorumOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz