Witajcie w ostatnim rozdziale Peccatorum, tym razem naprawdę. Jest to ostatni fabularny post, jaki pojawi się w związku z pierwszą częścią tego projektu. Pamiętajcie jednak, że w najbliższym czasie pojawi się jeszcze zestawienie pytań i odpowiedzi - dopowiedzenie tego, co mogło być niejasne, albo mogło zatrzeć się w pamięci. Uznaliśmy, że tak będzie dobrze, a potem... No właśnie, co dalej? Na pewno projekt zostanie odłożony na półkę na przynajmniej jakiś czas. Ja będę musiał zająć się drugim projektem (Apokalipsa - opowiadanie w klimatach zombie). Nie chcę niczego obiecywać, bo z jednej strony usiedlibyśmy razem do dalszego planowania już zaraz, ale z drugiej strony, wiem, że w przypadku drugiej części nie będziemy się ani trochę spieszyć. Dlatego zobaczymy, jak to będzie. Póki co, prosimy o to, żeby dalej pomagać nam w rozwoju bloga - podsyłajcie bloga znajomym, zadawajcie pytania (odpowiemy na nie w nadchodzącym Q&A), pomóżcie nam dotrzeć dalej, szczególnie do fanów Danganronpy oraz klimatów zabójczej gry. Projekt nauczył nas jak pisać, poznaliśmy wiele zabiegów, sposób opisywania sytuacji, testowaliśmy rozwiązania i mamy nadzieję, że przyszłe projekty będą jeszcze lepsze! Póki co, zapraszam na tajemniczy koniec pierwszej części projektu!
Słyszałam jej śpiew. Przynajmniej tak lubiłam go nazywać. Prowadził mnie. Pomagała też nieduża, charakterystyczna biała laska, którą wystukiwałam sobie drogę. Nie widziałam. Taka już byłam. Dzięki temu, że podczas mojego dorastania opiekował się mną Sora, Neri oraz Bobru, byłam w stanie, poruszać się bez laski, ale jednak z nią czułam się nieco pewniej. Pozostałe zmysły działały aż za dobrze. Słyszałam dokładnie oddech idącej obok mnie siostry. Mika miała porażone struny głosowe. Ledwo mogła się odzywać, a rozmowa z nią ograniczała się do szeptów oraz melodyjnych dźwięków. Moja bliźniaczka była niczym chodzący metronom, miała niesamowite poczucie rytmu, a siedząc przy niej czułam jakbym siedziała przy muzyce w ludzkiej postaci. Byłyśmy na misji. Mogło się to wydawać całkiem zabawne, dwie nastolatki, jedna prawie niema, a druga niewidoma, na tajnej misji. Kto zatrudnia takie osoby i czego oczekuje? Patrzyłam na to realnie i wiedziałam, że damy sobie radę, ale Mika była wręcz zbyt pewna swojego.- Caelum... widzę korytarz... - jej głos był ledwo słyszalny, ale mój czuły słuch wyłapał dokładnie każde słowo. Słyszałam jak nasze kroki odbijają się echem do kamiennej posadzki. Byłam bardzo ciekawa, jak wygląda to miejsce. Nie byłam w nim już od siedmiu lat. Dokładnie tyle minęło odkąd Neri i Bobru zakończyli pierwszy etap prac nad uratowaniem świata. Byli wtedy prawie sami, my byłyśmy małe, chociaż i tak rosłyśmy znacznie szybciej niż normalni ludzie.- Prowadź. Możesz delikatnie pokazać mi drogę. Tylko delikatnie – zaznaczyłam. Usłyszałam jak cichutko chichocze. Wiedziałam aż za dobrze, jak się to skończy. Wydała się z pomruk. Zwykły człowiek mógłby nawet tego nie usłyszeć, zareagowałby z pewnością niektóre zwierzęta...Poczułam jak droga pojawia się przede mną. Jej głos drżał i odbijał się od ścian, pozwalając mi poczuć, jak mógł wyglądać czekający nas korytarz. Był bardzo, bardzo długi, złożony z płaskich schodków, idących delikatnie w górę z każdym stopniem. Ruszyłyśmy nim do przodu, zgodnie z instrukcjami. Obie nosiłyśmy specjalne kombinezony. Właściwie w nich przyszłyśmy na świat. Dzięki swojemu miałam jeszcze bardziej wyostrzone zmysły, a także „widziałam" dźwięk, dzięki czemu rzadko kiedy dawałam się zaskoczyć. Mika z kolei, miała kombinezon, który pomagał jej wprowadzać swój głos w drgania. Jej umiejętność była na swój sposób niebezpieczna, potrafiła osiągnąć dźwięk o takiej częstotliwość, która wywołuje ból głowy, a może i nawet utratę przytomności. Parę razy doświadczyłam tego na własnej skórze. Spędziłyśmy całe życie razem, nie będąc oddzielonymi nawet na moment. Czasami siostra potrafiła doprowadzić mnie do szału, nie słuchała się, a w przeciwieństwie do mnie była strasznie dziecinna. Całe szczęście, przynajmniej w takich sytuacjach potrafiła zachować powagę.- Siostro... ten korytarz... nie ma końca... - wyszeptała.- Wszystko się zgadza. To korytarz awaryjny, wybudowany około 40 lat temu przez Profesora.- Tego... Profesora...? – w jej barwie głosu słychać było zaskoczenie – Oni... rzadko o nim... wspominają...- Nie dziwię się – powiedziałam chowając laskę. Korytarz był na tyle prosty, że tylko mi przeszkadzała – W końcu on za tym wszystkim stoi. Powiem ci, droga siostro, że wydaje mi się, że to on nas powołał do życia. Bobru i Neri się do tego nie przyznają, ale tak czuję.- Bobru i Neri... wiedzą... co robią... inaczej Czwórka... by... do nich nie... dołączyła... - wyszeptała z trudem Mika. Miała rację. Przez dwa miesiące wystawili 22 osoby na próbę. Czwórka z nich została do samego końca. To było zastanawiające. Co prawda obserwowaliśmy grę, którą prowadzili, często nie rozumiejąc, dlaczego to wszystko przebiega w taki, a nie inny sposób, ale jakimś cudem to zadziałało. Czwórka nie chciała się w ten sposób ogłaszać, ale wszyscy, którzy byli zaangażowani w ten projekt, nazywali ich Czwórką Jeźdźców Apokalipsy. Ocalali projektu Peccatorum, którzy zaangażowali się w tą walkę i stali się z czasem jej generałami, stojącymi na pierwszym froncie. Czułam inspiracje, kiedy przy nich przebywałam.- Widzę... windę... - zgłosiła mi siostra, ponownie wydając z siebie dźwięk, który poprowadził mnie do przodu. Pewnym ruchem wcisnęłam przycisk, czując wokół niego coś miękkiego. Niepewnie przejechałam po tym palcami.- Nieźle zarosło – przyznałam. Mika nie odpowiedziała, chociaż cały czas wydawała delikatne dźwięki, które mówiły mi o wszystkim, co w danym momencie czuła. Teraz była zaciekawiona otoczeniem. Hotel Peccatorum, wbrew pierwotnym założeniom, stał się pustym miejscem, w którym nie prowadziliśmy już badań. Powstał pomysł, żeby zorganizować następną grę, złożoną z 22 osób, zebrać więcej danych, a być może nawet powtórzyć wyczyn Profesora i stworzyć grupę badawczą, która żyłaby tym miejscem. Bobru i Neri nie potrzebowali już ciał innych, bo udało im się odzyskać te, które stracili lata temu, podczas wybuchu. Mogłam sobie tylko wyobrazić jak wyglądali, ale czułam ich radość i to, jak ogromną motywację im to dało. Wsiadłyśmy do windy. Mika wcisnęła przycisk. Był stary i nieco zaśniedziały, dało się usłyszeć różnicę, kiedy ocierał się o swoją otoczkę. Słyszałam jak drzwi się powoli zasunęły. One były znacznie cichsze, sunęły pewnie, jak dobrze naoliwiony mechanizm. Czyżby były używane? Winda ruszyła na górę. Słyszałyśmy, że windy w hotelu były bardzo szybkie i ciche. Mogłam potwierdzić oba te stwierdzenia. Ale nie to było naszą misją. Przyjechałyśmy tutaj, żeby skontrolować dziwną aktywność. To wyglądało zupełnie, jakby ktoś poruszał się po ośrodku. Dodatkowo chciałyśmy tutaj wrócić, po jeden z przedmiotów, który teraz bardzo mógł się nam przydać. Chodziło o sygnet. Sam w sobie nie był wyjątkowy, chociaż przez pewien czas należał do pewnego iluzjonisty... Chodziło jednak o to, że wykonano go z tsenretu, a jego wnętrzu był schowany niespokojny duch, który przyjął imię „Sam". Moi twórcy przez długi czas zastanawiali się, co z nim zrobić i postanowili spróbować się czegoś o nim dowiedzieć. Podobno był bardzo niebezpieczny, dlatego miałyśmy ze sobą specjalną walizkę wykonaną ze mieszanki różnych stopów, umożliwiających nam bezpieczny transport artefaktu. Znajdował się on w szafce w recepcji. Podobno Sora zostawił go tam po śmierci Carmen Alvare. Chociaż Bobru i Neri badali temat esencji życiowej od 40 lat to dalej nie rozumieli, czym właściwie był ten demon, który siedział w pierścieniu. Wiadome było, że był niebezpieczny. Carmen Alvare znalazła sygnet przez zupełny przypadek, tuż po śmierci Ethana Incredible, a ten mocno na nią wpłynął. Sprawił, że nie dość, że była chorowitą nosicielką wirusa, to jeszcze musiała zmagać się z demonem. Teraz urosła wręcz do rangi męczenniczki. Aaron Masayoshi, jeden z Czwórki, chodził na jej grób każdego wieczoru, nie pomijając nawet jednej nocy.- Strasznie... hałasuje... - stwierdziła Mika. Winda dojechała na miejsce. Poczułam zatęchłe powietrze, a także fale dźwięku, które Mika wypuszczała żeby zorientować się w terenie i pomóc w tym mi. Zachowałyśmy ciszę. Słyszałam coś. Złapałam Mikę za dłoń, dając jej bezdźwięcznie znać, że nie jesteśmy na tym korytarzu same. Ktokolwiek tutaj był, musiał wiedzieć o naszej obecności. My byłyśmy cicho w przeciwieństwie do windy, która narobiła sporo hałasu. Byłyśmy uzbrojone w podręczne ogłuszacze, które do złudzenia przypominały paralizatory, z tą różnicą, że nie wymagały długiego ładowania, a także były znacznie bardziej skuteczne i ciężej było się przed nimi obronić. Mika wychyliła się pierwsza. Korytarz na pewno rozgałęział się na prawo i na lewo, ale czułam też, że gdzieś na prawo ode mnie znajdowało się zejście w dół, a także schody prowadzące na górę. Poznałam to po drganiach w powietrzu oraz na ziemi. Wtedy to usłyszałam.- Uważaj! – krzyknęłam i strzeliłam w kierunku, skąd pochodził dźwięk. Usłyszałam skrzypnięcie i metaliczne drapnięcie. Ktoś odbił wystrzelony „pocisk". Usłyszałam jak Mika stęka, a następnie upada. Świst ostrza.- Ani kroku dalej! – głos napastnika był nieco zachrypły, ale pomimo agresywnego wydźwięku był na swój sposób spokojny – Nie chcę nikogo skrzywdzić!Nie podeszłam bliżej. Po prostu zasłoniłam uszy i tupnęłam. Poczułam mocne drganie, które natychmiast wybiło mężczyznę z równowagi. Wykorzystałam ten moment i wystrzeliłam kolejny pocisk. Ten trafił. Spięcie było słychać wyraźnie. Mika wstała i dwoma krokami doskoczyła do niego, powalając go...* Dosiadłam chłopaka i wybiłam mu włócznie z rąk. Caelum stała obok. Zerknęłam w jej stronę dwa razy, żeby upewnić się, że moja ukochana siostra jest cała. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby było inaczej. Całe szczęście nie zdążył jej ranić. Pożałowałby tego. Chwyciłam go za nadgarstki. Byłam dosyć silna, żeby go przytrzymać, chociaż zaczął się wierzgać. Był ubrany jak dzikus, uznałam to za przezabawne. Poza krótkimi spodenkami i obdartą bluzką miał na twarzy ogromną, drewnianą maskę. Była tak długa i szeroka, że mogłaby służyć za deskę surfingową. Wyobraziłam sobie jak na niej pływam. Chociaż ja nie umiałam surfować. Zanuciłam pod nosem, właściwie bez przerwy wydawałam z siebie dźwięki. Dzięki temu czułam, że żyję, mogłam funkcjonować.- Nosi... maskę... - wyszeptałam. Moje struny głosowe były porażone. Nie mogłam krzyczeć, a nawet normalnie rozmawiać. Jedyne na co było mnie stać to szept. Z drugiej jednak strony, mogłam zmieniać barwę, natężenie i częstotliwość dźwięków, które tworzyła moja zniszczona krtań. Uwielbiałam to i nie przeszkadzało mi, że byłam nieco wybrakowana.- Zdejmij ją i przeskanuj go – powiedziała twardo. Moja siostra była twardzielką. Pamiętałam ten jeden moment, kiedy siedem lat temu, jedna z uczestniczek zabawy, Carmen, pokonała filtr percepcji i mnie znalazła. To właśnie Kali mnie wtedy uratowała. Moja ukochana Caelum. Najcudowniejsza siostra, którą kochałam całym sercem. Zrobiłam tak, jak mnie o to poprosiła. Zablokowałam dłonie nieznajomego kolanami, zabawnie przy tym jęknął, po czym zsunęłam mu maskę. Nie było to najprostsze, ale w końcu zobaczyłam jego twarz. Miał bardzo długie czarne włosy oraz zarost, który sprawiał, że przypominał małpoluda, chociaż wśród tej gęstwiny ukrywała się delikatna, chłopięca buzia. Nie wyglądał na złego, nawet się trochę uspokoił. Pogroziłam mu palcem i sięgnęłam po skaner. Umieściłam go przed jego twarzą i nacisnęłam przycisk. Urządzenie zamigotało, a na panelu pojawił się rezultat. Kliknęłam, żeby system przeczytał go na głos.- Osoba to... Alan Dantes. Ważne informacje: były członek projektu Peccatorum.Wewnętrznie zagwizdałam. Słyszałam jak moja siostra łapie powietrze. Jej białe włosy wyglądały naprawdę pięknie. Cała była śliczna. Spojrzałam na Alana. Sporo o nim słyszałam.- Ty jesteś Alan... - zaczęła, a w jej głosie słychać było nawet delikatne zaskoczenie. Coś rzadkiego, jak na nią.- Nie używałem tego imienia od lat... Kim wy jesteście? – zdziwił się.- Zejdź z niego Mika. A ty nie rób niczego głupiego – od razu posłuchałam się siostry. Chłopak wstał powoli i sięgnął po swoją włócznię, oraz leżącą obok maskę.- Jestem Kali, a to jest Mika. Pracujemy dla Peccatorum... tak samo jak ty. Z tego co pamiętam, dostałeś pewne zadanie siedem lat temu...- Właśnie dlatego tutaj jestem – powiedział, a w jego głosie słychać było zmęczenie i ekscytacje. Jego ciało pokrywały tatuaże. Wyglądał ładnie – Znalazłem go.- Mam nadzieję, że nie mówisz o pierścienie Sama? – zapytała chłodno – Miałeś inne zadanie. Przecież...- Pierścień Sama? Nie, nie... Oni wypuścili mnie i miałem dla nich kogoś znaleźć. On jest tutaj. Na dole.Nie byłam pewna o kim mówią. Nie interesowałam się za bardzo takimi szczegółami, żyłam chwilą i tym, co miałam zrobić w danym momencie, a nie jakimiś dziwnymi tajemnicami.- Chwila... Tutaj? W hotelu?- On tu jest, dokładnie na wysokości biura. To takie charakterystyczne pomieszczenie w tym budynku. Jako jedyne ma dwa korytarze. Tam prawie 40 lat temu zaczęło się to wszystko. Sporo się dowiedziałem podczas moich podróży. Zresztą pamiętam to pomieszczenie aż za dobrze, tam był ten gwóźdź. Do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego on jest taki ważny.- Co to znaczy „na wysokości biura"? – zirytowała się Kali. Grzecznie pozwoliła mu dokończyć, ale słyszałam w jej głosie, że cierpliwość się jej kończyła.- Znalazłem komnatę. On jest tam zamrożony. Właśnie wracałem to zgłosić, to miejsce to ruina, więc przyszedłem do recepcji i wtedy usłyszałem was.- Nieprawdopodobne... - wyszeptała moja siostra – On był tutaj? Przez te wszystkie lata? Alan kiwnął głową, a po chwili zdał sobie sprawę, że Caelum go nie widzi, więc rzucił pospiesznie – Tak, tak! Przynajmniej na to wygląda.- Zaprowadź nas tam.Wsiedliśmy do windy. Cały czas bacznie go obserwowałam, wydając z siebie delikatne fale. Czułam, że był spięty, a chociaż było to zabawne, to wolałam, żeby nie zrobił niczego głupiego. Dojechaliśmy na miejsce. Całe miejsce było zarośnięte, chociaż wyglądało to bardziej na kamuflaż, niż dzieło matki natury. Ono miało wyglądać na opuszczone. Przeszliśmy przez nieco ciężko chodzące blaszane drzwi i weszliśmy w lewą odnogę. Przenosiłam wzrok między tajemniczym Alanem, a moją siostrą. Wprowadził nas do wnętrza.Pomieszczenie sprawiało wrażenie całkiem nieźle zadbanego, chociaż efekt psuły książki porozrzucane na ziemi. Poczułam się przytulnie, przypominało to mój pokój. Nie uważałam, żeby trzymanie porządku było specjalnie ważne. Wolałam wygodę. Alan ruszył w stronę ściany, z której wystawał gwóźdź. Był charakterystyczny, od razu rzucał się w oczy.- Mogę mieć do was pytanie?- Pytaj – rzuciła Kali.- Kto przeżył? Od siedmiu lat go szukałem i nie kontaktowałem się przez ten czas... z nikim. Czasami mam wrażenie, że Lok... znaczy się Sora mnie obserwował, ale nigdy go nie widziałem na własne oczy. To było tylko przeczucie. To miejsce jest puste, więc podejrzewam, że zgodzili się na współpracę. Kto przeżył?- Cztery osoby. Aaron, Olivier, Julia i Elizabeth.Moja siostra była dużo mądrzejsza ode mnie. Czasami mnie tym onieśmielała. Teraz jednak nie mogła zobaczyć tego, co widziałam ja, a na zarośniętej twarzy Alana pojawił się piękny, szczery uśmiech. W kącikach oczu zatańczyły łzy... Złapałam go za rękę. Drgnął zaskoczony, ale nie odskoczył.- Wszystko... z nimi... gra... - starałam się jak najbardziej pobudzić struny do działania, ale wiedziałam, że i tak pewnie mnie nie zrozumiał. Nie zapytał jednak drugi raz.- Bardzo się cieszę – powiedział drżącym głosem – Nawet nie wiecie... Tak czy siak. To jest to miejsce. Niestety, żeby to otworzyć, trzeba... Zamachnął się. Instynktownie sięgnęłam po broń, ale to nie było potrzebne. Alan dźgnął się gwoździem. Nawet przy tym nie jęknął, chociaż widziałam, jak kolec przebija się po drugiej stronie. Krew po mnie pociekła. Ściana odskoczyła i odsunęła się, pod naporem jego nacisku. Odsłoniło się nieduże pomieszczenie, w którym w oczy rzuciły się dwie rzeczy. Pierwszą był zwinięty, żółty skafander, który wyglądał, jakby leżał tutaj od lat. Drugim był ogromny, prostokątny pojemnik puszczający intensywne niebieskie światło. Poczułam chłód. Było tutaj strasznie zimno. W środku zbiornika znajdował się mężczyzna. Wyglądał na stosunkowo młodego i był szalenie przystojny, chociaż jego perfekcyjną sylwetkę psuł widoczny garb rysujący się pod zmrożonym ubraniem. Wchodził do środka w pośpiechu, bo znajdował się w dziwnej pozycji. Wyglądał bardzo specyficznie, nosił nawet fartuch. Na jego plakietce było napisane Carlos Mastah. KONIEC
CZYTASZ
Peccatorum
Mystery / Thriller22 osób zostaje uprowadzonych i staje przed wielkim wyzwaniem - zabójczą grą. Trafiają do Hotelu Peccatorum, w którym zostają uwięzieni - a na wyjście jest tylko jeden sposób. Należy zabić inną osobę tak, żeby reszta żywych uczestników nie była w st...
