Moi drodzy, witamy w kolejnym rozdziale Peccatorum! Tym razem z perspektywy Pechowca, który dla wielu z was jest ulubieńcem. Jak wygląda świat z jego oczu? Dodatkowo czas na wprowadzenie bardzo ważnej mechaniki! Zapraszamy do czytania i skomentowania rozdziału po przeczytaniu ^^------------------------------------------------------------- Ledwo otworzyłem zapuchnięte oczy. Poczułem ból w kilku miejscach ciała na raz. Najbardziej odzywał się brzuch, który wydawał się być tak pusty, i ściśnięty, że zajmował dziesięć razy mniej miejsca niż zazwyczaj. Wstałem i zauważyłem, że jestem w swoim pokoju. Starałem się znaleźć powód tego jak się czułem, ale jedyne, co pamiętałem to kolacja, na której coś się zaczęło dziać. Zostaliśmy naćpani, pomyślałem w pierwszej chwili. Obwiniałem się strasznie o to, że wszyscy się tu znaleźli, bo byłem pewien, że stał za tym mój pech. Zawsze potrafiłem wplątać się w kłopoty, a za sobą pociągnąć każdego, kto podszedł zbyt blisko. Pamiętałem jak obudziłem się pośród półek w czytelni. Byłem pewien, że stało się coś złego i nie myliłem się. Zostaliśmy porwani i byliśmy trzymani przez naprawdę nieobliczalnych ludzi. Wtedy, gdy skołowany starałem się dowiedzieć, gdzie jestem, zobaczyłem pomiędzy półkami blond włosą dziewczynę, którą okazała się być Alice. Nie podszedłem jednak do niej, przestraszony jak cholera i tak wpadłem na Elizabeth. Musiałem przyznać, że była jedyną osobą, dzięki której czułem się tutaj dobrze. Miała tak szczere i specyficzne podejście do życia, a przede wszystkim była inteligentna. Jeżeli mój pech nie przeszkodzi to będziemy mogli zdziałać wszystko i uciec z tego miejsca. Podniosłem się i rozruszałem obolałe mięśnie. Pomasowałem się po brzuchu i rozejrzałem po pokoju. Nie zmienił się ani trochę. Całkowicie zwyczajne, wygodne łóżko, biurko, lampka, krzesło ruchome, ładne panele, klasyczne oświetlenie, szafa, lustro i krzyż. To ostatnie zastanawiało mnie od początku, w końcu nie wierzyłem w Boga, a sam symbol miał mało wspólnego z moim talentem, chyba, że chodziło o pecha związanego z samym ukrzyżowaniem. Nie widziałem w tym jednak większej logiki. Dodatkowo była tu mała biblioteczka, która przypominała ogromny zbiór ulotek z poczekalni - opisywały one jak się zachować w danej sytuacji, jak się jest ofiarą przemocy domowej, gwałtu, napadu i wielu innych. Też nie rozumiałem powiązania, a dopisanie każdego przestępstwa czy zbrodni do mojego talentu było delikatną przesadą. Zastanawiałem się czy to też była kwestia mojego pecha. Na plus jednak była ogromna apteczka, bardzo dobrze wyposażona, która powinna mi pomóc bez względu na to, jaki uraz mnie spotka. Miałem nadzieję, że nic mi się nie stanie i że nie ucierpi przeze mnie ktoś inny, ale póki, co mój talent wydawał się być w uśpieniu. Cieszyło mnie to i miałem nadzieję, że tak pozostanie. Pech był straszną rzeczą, ale też bardzo ciekawym zjawiskiem. Czasami niedowierzając potrafiłem obserwować całą serię niefortunnych zdarzeń, nie mogąc pojąć, co się dzieje. Poszedłem wziąć szybki prysznic i się przebrać. Gotowy do wyjścia na śniadanie spojrzałem na zegarek i przeżyłem szok. Pokazywał godzinę osiemnastą. Czy ja spałem dobę, zdziwiłem się, bo nie czułem się ani trochę wyspany, raczej otępiały i wyczerpany. Pragnienie ugasiłem popijając z dzbanka z sokiem, który stał na biurku. Nie rozumiałem, co się stało i całkowicie skołowany wyszedłem z pokoju zamykając za sobą drzwi. Na korytarzu spotkałem Ethana. Podszedłem do niego.- Hej Ethan - zagadałem pocierając kciuki.- Alan... Hej - powiedział nieco bardziej przygaszony niż zazwyczaj.- Też się dopiero obudziłeś?- Tak - był naprawdę zdezorientowany - Ile my spaliśmy?- Na pewno dobę, bo kładliśmy się, jeżeli można to tak nazwać, po osiemnastej. Ale kto wie, czy nie dłużej?- Hej chłopaki - Cecily była uczesana i umalowana, ale nawet na jej twarzy widać było pewne oznaki zmęczenia - Co się stało?- Mam nadzieję, że nie...- Przestań Ethan - skarciła go - Nic złego na pewno się nie stało.- Musimy iść do jadalni - powiedziałem - Pewnie tam będą wszyscy. Poczułem coś nienaturalnego. Obawę, że ktoś rzeczywiście mógł komuś coś zrobić. Przecież to było niemożliwe, mieliśmy dwudziesty pierwszy wiek i cywilizowani ludzie nie rozwiązywali problemów poprzez zabijanie się. Nie byliśmy przecież zwierzętami. Czarne myśli zalały moją głowę, a ja nie chciałem się im poddać. Nie po to walczyłem tak długo ze sobą wewnątrz, żeby teraz dać się złamać. Nie było powodu żeby się przejmować.- Masz rację - powiedziała Aktorka. Przeszliśmy przez cały korytarz nie spotykając nikogo nowego, wspięliśmy się po schodach i dotarliśmy do jadalni. Było tutaj tłoczno, ale kogoś na pewno brakowało.- Widzieliście gdzieś po drodze Dismasa, Audrey, Oliviera lub Carmen? - zapytał Jacob na wejściu.- Nie, tylko nasza trójka - odpowiedział blondynka - Co się dzieje?- Szczerze to nie wiemy - głos Elizabeth był smutny.- Ile spaliśmy? - wykrzyknął zdenerwowany Samfu.- Czy musimy znowu być tak głośno - zdenerwowała się Sandra.- A Maks? - zapytała Cecily.- Maks jest w czytelni - odpowiedział ktoś, kogo nie byłem w stanie zidentyfikować w hałasie.- Ktoś się zabił? - zapytała wystraszona Lily.- Zaraz ja ciebie zabije, jak będziesz siała taki ferment - warknęła Wendy podchodząc do przerażonej Fryzjerki.- Tylko spróbuj szmato - Sandra zerwała się i stanęła pomiędzy dziewczynami.- Jak mnie nazwałaś? - kłótnia nawarstwiała się. Stanąłem obok Elizabeth, która trzymała się na uboczu. Spojrzała na mnie i kiwnęła głową.- Chyba ostatecznie przestaje się w to mieszać - powiedziała - Mam szczerze dość tego zwierzyńca.- Poddajesz się - mogłem zabrzmieć ostro, ale zaskoczyła mnie swoimi słowami.- Wcale nie - odpowiedziała spokojnie - Po prostu zacznę szukać na własną rękę. Godziny w pomieszczeniu gospodarczym były znacznie lepsze niż jakakolwiek chwila tutaj. Ci ludzie potrafią tylko skaczeć sobie do gardeł. Nie zdziwię się jak rzeczywiście się pozabijają...- CISZA! - wrzask Audrey wywołał szybko i skutecznie spokój. Spojrzeliśmy na wejście i zauważyliśmy stojącą tam Kucharkę, Bandytę oraz Florystkę - Z wami jak z dziećmi... W międzyczasie Wendy i Sandra zdołały się już poszarpać i teraz były trzymane przez Rewolwerowa oraz Mycrofta. Na jeden ze stołów wszedł Jacob.- Dobra słuchajcie! - krzyknął - Czas się ogarnąć i zebrać fakty. Musimy dowiedzieć się ile spaliśmy i czemu tak nagle popadaliśmy? Ktoś ma jakieś teorie? Elizabeth?Nie mógł usłyszeć jak westchnęła pod nosem.- Prawdopodobnie coś rozpylili, wczoraj dało się wyczuć coś w powietrzu - odpowiedziała cicho.- Szkoda, że nie nakręcacie zegarka - powiedział Rewolwerow patrząc na Dismasa.- Przecież by się zatrzymał - zdziwił się Bandyta.- Ale jakby stał to znaczyłoby, że minęły przynajmniej dwadzieścia cztery godziny - wyjaśnił Yama.- Dobra, ale czy to nie oczywiste? - zapytał Samfu.- Pytanie brzmi, czy nie spaliśmy więcej - Cecily wyglądała na zamyśloną.- Mogę zaraz spojrzeć do garnka. Szykowałam masę na następy dzień, kiedy zasnęłam - kobieta podeszła w stronę kuchni, rozpychając się pomiędzy pozostałymi.- Masę masz już zrobioną - Samfu nie mógł się powstrzymać.- Nie ma takiej potrzeby - głos Lokaja powoli przestawał już mnie zaskakiwać. Ten człowiek zawsze pojawiał się znikąd. Tym razem jego przybycie pozwoliło zapobiec kłótni pomiędzy czerwieniejącą ze złości Kucharką - Macie prawo wiedzieć, co się stało.- Mamy? - zapytał zszokowany Samfu. To rzeczywiście była niecodzienna informacja. Byłem pewien, że nie dowiemy się niczego.- Tak. Przepraszam, że tak musiało się to rozegrać, ale jak mówiłem nasze badania są najważniejsze drodzy państwo. Nie możemy sobie pozwolić żeby ktoś nam przeszkodził, a sami zauważyliście ilość luk w zabezpieczeniach, na jaką wpadliście. Musiałem Państwa uśpić i podczas waszej drzemki, która trwała prawie dwie doby, przygotowałem wszystko, żebyście nie byli już kuszeni wizjami ucieczki. Usłyszałem uderzenie. Spojrzałem na siedzącego niedaleko nas Hakera, który potężnie zdzielił stolik, zostawiając na nim delikatną rysę. Wciąż się obwiniał za to, co stało się w sali zabaw.- Przygotowałem Państwu jedzenie oraz specjalne tabletki ziołowe. Nie mogłem wam ich dać przed zaśnięciem, bo na pewno byście coś wymyślili żeby uniknąć gazu, dlatego daję je teraz. To miks witamin, ziół i uspokajacza. Zażyjcie przed snem i dzięki temu będziecie mogli uspokoić wasze zegary biologiczne i jutro zacząć kolejny, normalny dzień. Oczywiście przed tym musicie coś zjeść, żebyście państwo nie padli mi na oczach.Nie podobało mi się to. To oznaczało, że musiało istnieć jakieś wyjście i masa informacji, które teraz były poza naszym zasięgiem. Mogła to też być podpucha żebyśmy przestali szukać. Nie sądziłem żeby jakiemukolwiek słowu Lokaja można było ufać tak po prostu.- Dwa dni? - zapytałem w końcu.- Bez parunastu minut. To na pewno rozregulowało państwa zegary biologiczne i naraziło na nieduże niebezpieczeństwo, ale nic na to nie poradzę. Upewniłem się, żeby nikt podczas tego nie zginął - odpowiedział.- A jak ktoś miał zginąć jak wszyscy spali? - włączył się Aaron - Chyba, że jednak ktoś o tym wiedział i nie spał?- Skąd taka teoria panie Masayoshi?- Jakoś podejrzanie szybko się wszyscy ewakuowali po tym jak opuściłeś wczo... dwa dni temu jadalnię, a chwilę potem popadaliśmy. Wiesz coś o tym Elizabeth?- Jaja sobie robisz? - zapytała oburzona moja towarzyszka - Podejrzewasz, że chciałam was zabić? Po co miałabym was wtedy ostrzegać?- To gdzie jest Olivier? - nie przestawał atakować.- Ja mam to wiedzieć? - chyba po raz pierwszy widziałem Elizabeth wyprowadzoną z równowagi. To było coś nowego, nawet jak na naszą krótką znajomość.- Pan Naess jest jeszcze w swoim pokoju, cały i zdrowy, nie licząc przypadłości, z którą tutaj przybył - uspokoił białowłosy - Nie ma powodu do nerwów i niepotrzebnych oskarżeń.- To może przestań nastawiać nas przeciwko sobie, dupku - rzuciła Sandra, która musiała dostać pazurami po szyi, bo widać było cztery, zaczerwienione smugi.- Pójdę po niego, musi coś zjeść - zaproponowała Alice.- Pójdę z tobą - dodał Mycroft. Chociaż stałem tuż obok gablot, dopiero teraz, gdy Haker podszedł z tacą, zauważyłem, że znowu były pełne jedzenia. Tym razem znajdowały się tutaj dziesiątki pierogów o różnych kształtach i nadzieniach. Oprócz tego naleśniki oraz baniaki z mlekiem i przedziwnymi płatkami. Haker nałożył niedużą porcję na jedną tacę i dwie większe dla siebie i Przyjaciółki.- Najpierw mleko? Nie powinieneś wsypać płatków? – zdziwiła się Alice.- Jak chcesz, żeby smakowały jak rzygi emeryta, to proszę bardzo – powiedział przygotowując je Przyjaciółce w ten sposób – Smacznego. Postawił je na stole, zostawiając w rękach tylko jedzenie dla Artysty. Następnie wyszedł wraz z Alice. Wszyscy niechętnie odebrali od Lokaja pigułki i zaczęli napełniać talerze zawartością gablot. Nałożyłem sobie dziesięć różnych pierogów, żeby spróbować chociaż połowy smaków. Usiadłem przy stole obok Elizabeth i zacząłem jeść. Pierogi nie odstawały poziomem od innego jedzenia serwowanego podczas naszego pobytu, więc powoli, z każdym kęsem, wracałem do sił. Moja towarzyszka odsunęła maskę i jadła obok mnie. Wzrokiem uciekła gdzieś daleko, nie chciałem jej wybijać z myśli, ale odezwała się sama.- Masz mi to za złe?- Hmm? - zaskoczyło mnie to pytanie.- To, że nie chcę z nimi współpracować - odpowiedziała.- Nie - zastanowiłem się chwilę - Dużo osób chce działać samych, po prostu nie chciałbym żeby coś ci się przez to stało. Jesteś moją jedyną przyjaciółką w tym miejscu - uśmiechnąłem się. Jej twarz się rozjaśniła.- Będę na siebie uważać - obiecała - Zresztą znając twój talent to ty powinieneś się najbardziej obawiać - zaśmiała się.- Znając mojego pecha to przeżyje na tyle, żeby to miejsce całkowicie mnie wyniszczyło - odpowiedziałem ze smutkiem w głosie.- Chciałabym żeby wszyscy przeżyli - widziałem w jej oczach determinacje. Drzwi do jadalni się otworzyły i stanęli w nich Alice z Mycroftem. Przyjaciółka kończyła właśnie coś opowiadać:- ...wtedy na ekranie pojawiła się wiewiórka i rozerwała go na pół! Ale to historia, na kiedy indziej.To brzmiało bardzo podobnie do sytuacji, którą sam przeżyłem jakiś czas temu. Mniej więcej wtedy, kiedy otrzymałem wiadomość i wpadłem w tą pułapkę. Dziwne, pomyślałem. Dwójka usiadła przy tackach, które przygotowali wcześniej i zaczęła jeść. Dokończyłem swój posiłek i wstałem, przeciągając się.- Chyba skorzystam z tabletki i prześpię się - oznajmiłem.- Poczekaj - poprosiła.- Chyba oszaleliście Towarzyszu - wrzasnął nagle przez całą salę Rewolwerow, ale słowa kierował do siedzącego obok Dismasa. Odbiegając wzrokiem moje spojrzenie na chwilę spotkało się ze spojrzeniem Alice. Rozmawiała o czymś z Raphaelem, gestykulując przy tym mocno.- Chcę sprawdzić, co jest w tych tabletkach - powiedziała patrząc na drugą część stołu, gdzie rozgrywała się ta sytuacja.- Jak? - zdziwiłem się, ale usiadłem obok. Farmaceutka wzięła widelec i delikatnie nacisnęła na środek kapsułki, która powoli się wydłużyła, po czym rozdzieliła na dwie części. Spojrzała na proszek znajdujący się w środku i powąchała go. Następnie nabrała na końcówkę sztućca kropelkę wody z kubka i wysypała nieznaczną ilość proszku na stół, a następnie zamoczyła. Substancja zrobiła się nieco błotnista, ale nic poza tym się nie stało.- To rzeczywiście zioła. Same zioła i coś do ułatwienia przełknięcia. Dobra, możesz ją brać spokojnie.- Dziękuję - odpowiedziałem, po czym ruszyłem w stronę wyjścia. Opuściłem jadalnię i po chwili byłem już w swoim pokoju. Zamknąłem drzwi, po czym rozebrałem się i położyłem na łóżku. Czułem się naprawdę zmęczony, ale jedzenie już zrobiło dużo i poprawiło samopoczucie. Miałem nadzieję, że po zażyciu tabletki będzie tylko lepiej. Przygasiłem światło, zostawiając tylko lampkę. Sytuacja wyglądała chwilowo na opanowaną, nikomu nic się nie stało, a byliśmy już tutaj cztery dni. Lokaj wspominał, że wytrzymamy tydzień, nim coś w końcu się stanie, ale miałem nadzieję, że się mylił. To, co zrobił, było też znakiem, że nie ma pełnej kontroli nad sytuacją, co dawało cień szansy na to, że znajdziemy kolejną lukę. Nie wierzyłem, żeby jedna osoba, jakby perfekcyjna nie była, nie popełniła błędu. Każdy człowiek to robił. Wziąłem głęboki wdech i sięgnąłem po tabletkę i szklankę wody.- Do dzieła - powiedziałem i przełknąłem mieszankę, popijając solidnie. Ledwo położyłem głowę na poduszkę, kiedy poczułem jak otacza mnie kojąca aura. Zasnąłem.
CZYTASZ
Peccatorum
Misterio / Suspenso22 osób zostaje uprowadzonych i staje przed wielkim wyzwaniem - zabójczą grą. Trafiają do Hotelu Peccatorum, w którym zostają uwięzieni - a na wyjście jest tylko jeden sposób. Należy zabić inną osobę tak, żeby reszta żywych uczestników nie była w st...
