– Kim jesteście?! – krzyczał donośnie trener Kula, zaciskając kurczowo palce na oparciu fotela kierowcy autokaru.
Wykonywał jakieś niezidentyfikowane ruchy kończynami, prawie przy tym podskakując. Wyglądał jak mała, łysa, kauczukowa piłeczka na dwóch, cienkich jak patyczki, nóżkach. Piłeczka cierpiąca na ogromne deficyty rozwojowe i skrajnie rozwinięte ADHD.
Wszyscy patrzyli na niego co najmniej sceptycznie, modląc się w duchu gorąco, żeby dokończył swoje afrykańskie tańce wojenne, szamańskie rytuały, czy cokolwiek to było, i dał nam wszystkim święty spokój.
Autokar zasnuty był aurą porannej senności, chłodu i żywej niechęci do wszystkiego, co przeszkadza i budzi. Gdzieniegdzie słychać było pomruki niezadowolonych maruderów, którzy mieli nadzieję, na złapanie przed zawodami chociażby odrobiny snu.
Nasza nierozłączna trójca zajmowała zaszczytne, ostatnie miejsca w autokarze. Opierałam się plecami o klatkę piersiową Roberta, a jego kurtka spełniała rolę przenośnego śpiwora. Umościłam się z ogromną pieczołowitością, mając nadzieję na dodatkową drzemkę i bardzo mi się nie podobało, że ktoś mi w tych planach przeszkadzał.
– Zwycięzcami! – Poderwał się Łukasz, parodiując ruchy Kuli. Z udawanym entuzjazmem wył najgłośniej, jak tylko potrafił.
– Te Cheerleaderka! – Zarechotałam rozbawiona – Pożyczyć ci pompony?
– Twoje pompony są zbyt małe, żeby mogły zrobić na kimkolwiek wrażenie. – Popatrzył na mnie z politowaniem. Czułam, jak Robert z trudem tłumi śmiech, a kiedy zmierzyłam go morderczym spojrzeniem, zdecydowanie potrząsnął głową.
– To nieprawda, kochanie – zapewnił mnie gorąco. Wyraźnie jednak widziałam iskierki rozbawienia w jego oczach.
– Och, walcie się oboje – burknęłam, na powrót moszcząc się wygodnie.
– Kim jesteście?! – wykrzyczał z pasją trener Kula.
– Zwycięzcami! – wrzasnął znowu Łukasz i o dziwo towarzyszyło mu teraz kilka słabszych głosów, wydobywających się spomiędzy siedzeń przed nami. – No dalej! - ponaglił nas po cichu. – Dajmy mu to, czego od nas oczekuje, to sobie szybciej pójdzie i zostawi nas w spokoju!
– Kim?! – kontynuował zapamiętale.
– Zwycięzcami! – Teraz darli się już wszyscy zgromadzeni w autokarze, łącznie z nami.
- Kim?!
– Zwycięzcami! – Poderwaliśmy się z siedzeń. Nawet się trochę rozbudziłam i poczułam, jak wstępuje we mnie duch walki. Kiedy z autokaru pełnego ludzi wydobywa się taki okrzyk, trudno przecież nie wierzyć w to, co się słyszy.
– Ty to akurat wcale nie wyglądasz mi na zwycięzcę – rzucił sceptycznie Kula, mierząc Roberta posępnym spojrzeniem. Usztywniona ręka oraz zszyta warga nie pasowały wizualnie do krzyków głoszących przyszłą glorię i chwałę.
– Nie wybaczył ci, co? – Popatrzyłam na niego ze współczuciem. Robert był jego najlepszym zawodnikiem.
– Nie – Uśmiechnął się ze smutkiem.
– Spokojnie. – Łukasz klepnął go w ramię. Widać było, że dalej dręczyły go wyrzuty sumienia w sprawie rozciętej wargi przyjaciela. – Mamy w rozpisce na ten rok jeszcze parę zawodów. Zdążysz się zregenerować i zrobisz Kuli dobrze następnym złotym medalem.
– Nie wnikam w sposoby, w jakie TY się bawisz z Kulą po godzinach, ale ja tylko pływam. – Strząsnął jego rękę z udawanym obrzydzeniem.
– Panowie, próbuję spać! – warknęłam. – Spokój mi tu i cisza! Nie po to się darłam na całe miasto, że jestem zwycięzcą, żeby dalej ktoś mnie budził!
CZYTASZ
Szyszka
Ficción GeneralZ powodu skomplikowanej sytuacji rodzinnej, Agata Szyszkowska przenosi się z Warszawy na Śląsk. Choć początki są trudne, na miejscu spotyka pierwszą miłość i zdobywa uznanie trenera drużyny pływackiej. Niestety niedługo dane jest jej cieszyć się sie...
