Ola była niską, filigranową blondynką o twarzy porcelanowej laleczki. Oczy miała niebieskie, ogromne, otoczone woalką ciemnych i nienaturalnie długich rzęs. Cerę miała gładką, jasną, a usta pełne i zmysłowo skrojone. Odkąd pamiętam, zawsze zazdrościłam jej tych ust.
Wszystko w niej było symetryczne i idealnie proporcjonalne. Patrzyło się na nią z prawdziwą przyjemnością. Malutkie dłonie i zgrabne stópki, drobne piersi i zawsze zadbane, śliczne paznokietki. Cała była jednym wielkim, oddychającym wdziękiem na dwóch zgrabnych jak cholera, nogach.
Kiedy się uśmiechała, prezentując urokliwe dołeczki w policzkach, uśmiechało się wszystko i wszyscy. I słoneczko. I listonosz. I sąsiad. I kierowca autobusu. Całe jej otoczenie obierało sobie za cel istnienia tylko to jedno - aby się do niej z równym wdziękiem od-uśmiechnąć.
Żałowałam, że sama nie miałam tej jej iskierki w oku i talentu do zjednywania sobie ludzi. Byłyśmy zupełnie różne. Kiedy na przykład na spacerze, ktoś mijając nas zatrąbił - ona machała radośnie w kierunku samochodu, ja za to bez oporów prezentowałam środkowy palec w pełnej krasie.
Ona się uśmiechała, ja udawałam, że nie zauważyłam, nie obeszło mnie, albo zwyczajnie po ludzku puszczałam taką wiązankę, jakiej nie powstydziłby się rosły i wkurwiony kibic ŁKS'u, odpowiadając na zarzuty w sprawie „żartowania z poważnych tematów", „spania w skarpetkach" czy „robienia herbaty z wody po pierogach".
Odkąd pamiętam byłyśmy jak ogień i woda, co na szczęście zupełnie nie zakłócało nam relacji i od dziecka dogadywałyśmy się znakomicie. W ogóle nie czułyśmy tej delikatnej różnicy wieku, kilometrów które nas dzieliły i wpływu różnych środowisk na kształtowanie postrzegania otaczającej nas rzeczywistości.
Kochałam ją jak siostrę, której nigdy nie miałam. Była jak powiew chłodnej bryzy, w duszny, wilgotny dzień. Kiedy dzieliły nas kilometry, godzinami wisiałyśmy na telefonach, skype'ach i innej maści komunikatorach. Znałyśmy się na wylot, wiedziałyśmy o sobie wszystko. I nie mogłyśmy bez siebie żyć.
Ostatnio jednak coś zaczęło się zmieniać. Odniosłam nieodparte wrażenie, że po moim przyjeździe, zamiast zbliżyć się do siebie, nastąpiło coś zupełnie odwrotnego. Wydawało mi się, że z niewiadomych powodów wiele straciła ze swojego wewnętrznego blasku. Nie była już tą samą, śpiewającą piosenki w lesie, Królewną Śnieżką.
Dziwiło mnie, że Ola nie tylko nie szukała kontaktu ze mną, ale wręcz go unikała. Trzeba było siłą wyciągać ją do ludzi, a potem powstrzymywać przed rychłą ewakuacją. Próbowałam to sobie sama wytłumaczyć nawałem pracy w szkole, albo po prostu zwykłym, zimowym przemęczeniem, ale było w niej coś takiego, co nie dawało mi spokoju.
Dodatkowo jej ziemista cera, utrata wagi i smutne spojrzenie spod lekko opuchniętych powiek sprawiły, że zaczęłam się o nią poważnie martwić. Nie wiem już ile razy obiecywałam sobie że z nią pogadam i za każdym jednym razem znalazło się coś, co stanęło mi na przeszkodzie.
Ostatnie, życiowe rewolucje sprawiły, że bardzo egoistycznie podchodziłam do życia i skoncentrowałam się tylko na sobie, co skutkowało teraz ogromnymi wyrzutami sumienia. Cokolwiek dręczyło Olę, musiało zostać rozpracowane, namierzone i niezwłocznie zlikwidowane.
Postanowiłam odwiedzić ją z samego rana. Cały swój wolny czas i tak spędzałam w mieszkaniu wujostwa, moje własne traktując dla odmiany jako zło konieczne i tymczasową sypialnię. Otworzyłam drzwi z rozmachem, zrzucając energicznie buty i równie energicznie przydzwoniłam twarzą w coś, co sekundy później okazało się torsem Roberta.
Serio? Znowu? Przysięgam, że to nie była moja wina! Poważnie! Ja naprawdę nie chciałam! Gdybym miała jakąkolwiek szansę na unik, skorzystałabym z niej! Jego ogromna sylwetka zajmowała cały przedpokój w taki sposób, że musiałabym mieć refleks wszystkich Avengers'ów razem wziętych, żeby mój nos nie wszedł w bliski kontakt trzeciego stopnia z jego klatką piersiową.
CZYTASZ
Szyszka
Fiksi UmumZ powodu skomplikowanej sytuacji rodzinnej, Agata Szyszkowska przenosi się z Warszawy na Śląsk. Choć początki są trudne, na miejscu spotyka pierwszą miłość i zdobywa uznanie trenera drużyny pływackiej. Niestety niedługo dane jest jej cieszyć się sie...
