S E V E N T E E N

476 37 11
                                        

REGULUS

- A więc mam poprostu dawać uczniowi o rok starszemu ode mnie korepetycje z eliksirów.

Slughorn spojrzał na mnie wspólczująco, niemo przekazując mi,że to zadanie wcale nie będzie łatwe.

- Nie jest zbyt ambitny

Westchnąłem przyciskając dłonie do skroni. Tak naprawde nie miałem żadnych powodów aby zgadzać się na ten gówniany pomysł Slughorna.
Profesor wzamian za korepetycje zaoferował mi brak referatów do końca semestru (była połowa drugiego tygodnia listopada) i zwolnienie z niktórych ważeń eliskrów.

Czułem na sobie proszące spojrzenie Slughorna ,który najwidoczniej szukał ostatniej deski ratunku w mojej zgodzie.
Irytowało mnie to.

Wokół panowała napięta cisza.
Profesor czekał na moją odpowiedź a ja byłem zbyt załamany aby cokolwiek powiedzieć w najbliższym czasie.
- Dobrze , zgadzam się

Slughorn westchnął z ulgą, słysząc moją odpowiedź.
Już w tamtej chwili zaczynałem żałować swojej decyzji.

W następnych minutach ustalałem przewidywalną godzine i date korków ,które wmiare by mi pasowały z planem lekcji.
Naszą rozmowe zakończył Slughorn, mówiąc,że jeszcze dzisiaj przekaże to wszystko uczniowi.
Kiwnąłem głową i wyszedłem z gabinetu uprzednio rzucając ciche dowodzenia.

Skierowałem się do wielkiej sali w której już od dawna zaczął sie obiad.
Ignorując wszystkie krzyki i szmery zasiadłem przy stole Slytherinu witając się z Bartym i Evanem.

Nie odpowiedzieli mi jednak zbyt przejęci swoją kolejną sprzeczką.
Mentalnie wzruszyłem ramionami, nakładając na talerz wybrane potrawy.
Nabiłem na widelec kawałek kurczaka i wpatrywałem się w nich oczekującym wzrokiem.

- Nie licz na to,że zwrócą na ciebie uwage

Zwróciłem swój wzrok na Dorcas swobodnie opierającą brodę o wnętrze dłoni.
Zmarszczyłem brwi bedąc zdezorientowanym obecną sytuacją.
Tak kłótnie Rosiera i Croucha były na porządku dziennym i każdy o tym wiedział.
Jednak pierwsze co robili podczas takiej sprzeczki to szukali sobie ofiary ,która po ich opisie sytuacji ma wybrać kto ma racje.

Przekrzykiwali się wtedy nawzajem, koloryzując niektóre sytuacje.
Po słowach Dorcas rzeczywiście zwróciłem uwage na to,że od mojego przyjścia nie spojrzeli na mnie ani razu.
Nie byłem nawet pewny czy w ogole zarejestrowali moją obecność.

Potem zauważyłem,że wcale na siebie nie krzyczeli a na ich twarzy wcale nie malował się sarkastyczny uśmieszek.
Wyglądali bardziej na rozczarowanych chociaż oboje próbowali to ukryć.
Ich ton głosu zniżał się do szeptu za każdym razem gdy wtrącali się sobie w zdanie.
Zachowywali się zupełnie inaczej niż przy każdej innej kłótni przez co w głębi siebie zaczynałem się nieco martwić.

- O co sie sprzeczają - szturchnąłem Dorcas. Dziewczyna nie spuszczając wzroku z chłopaków wzruszyła ramionami. Widziałem po niej jednak,że jest tak samo zaniepokojona jak ja.

Nie miałem pojęcia o co mogli się kłócić.
Samo to sformułowanie ani troche nie pasowało do ogólnego zachowania chłopaków. Zawsze rzucali w siebie jedzeniem, krzyczeli na cały głos ,popychali się na korytarzu aby później uciekać jeden od drugiego w obawie na jeszcze mocniejsze uderzenie.
Ale zawsze robili to jak najgłośniej, aby zwrócić uwage innych uczniów. Potem wracali do dormitorium i śmiali się do upadłego z miny niektorych gryfonów lub krukonów, którzy z zażenowaniem przewracali oczami.

Teraz robili to w ciszy.
Tak jakby nie chcieli aby ktoś poza nimi zauważył ,że coś jest nie tak.

Moje przemyślenia przerwał głośny pisk.
Evan odszedł od stołu w pośpiechu zabierając torbe i wychodząc przez wielkie drzwi.

Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, wybiegłem za nim omało nie potykając się o swoje nogi. Rzuciłem szybkie spojrzenie na Barty'ego który tylko przez sekunde wydawał się rozbity zanim nie powrócił do swojej beznamiętnej miny.
Wiedziałem,że swoim wielkim wyjściem zrobiliśmy niemałe zamieszanie, bo wychodząc z pomieszczenia nie dało się nie usłyszeć wszystkich szeptów i palących spojrzeń.

W tej chwili miałem to jednak w dupie.
Wiedziałem,że jeśli Evan w kłótni odpuścił sobie pierwszy stało się coś naprawde złego.
Coś co najwidoczniej zabolało go lub rozwścieczyło do tego stopnia,że po jego postawie widać było ,że ledwo powtrzymuje się od płaczu.

Na korytarzu słychać było tylko nasze przyśpieszone kroki i mój głos wołający przyjaciela. Większość uczniów nie wychodziła z wielkiej sali do końca przerwy więc miałem jeszcze dobre dziesięć minut na pogadanie z przyjacielem.
Jeśli oczywiście przestanie mnie ignorować.

- Rosier ty dupku - czułem jak w moich płucach powoli brakuje tlenu przez ciągły trucht. Gdy znalazłem się bliżej blondyna chwyciłem go za ramie przyszpilając do ściany.
Chłopak napoczątku opierał się, krzycząc do mnie jakieś przekleństwa ale znieruchomiał kiedy poprostu go przytuliłem.

Ja przytuliłem Evana Rosiera.

Sam byłem zaskoczony swoim gestem bo nie należe do osób które uwielbiają się przytulać ,ale gdzieś w środku wiedziałem,że musze to zrobić.
Z tyłu głowy nadal miałem Walburgę powtarzającą mi,że nie wolno mi robić takich rzeczy. Jedyne co przystoi arystokracie to podanie ręki i wymuszone uśmiechnięcie się.

Ale Walburgi tu nie było i musiałem to sobie wkońcu uświadomić.
Evan mnie potrzebował, potrzebował przyjaciela ,którym mimo swojego ciężkiego i zamkniętego charakteru, byłem.

Po chwili poczułem jak ramiona blondyna, ciasno oplatają mnie w pasie a on przyciąga mnie jeszcze bliżej. Czułem jak jego ciało drżało przy moim dlatego próbując go uspokoić sunąłem dłonią po jego plecach.
Nie przeszkadzało mi to ,że moja szata była już lekko wilgotna od łez chłopaka. Nie przeszkadzało mi też to ,że staliśmy na środku korytarza narażając się na zobaczenie przez innych uczniów.

Evan mi ufał a ja ufałem mu.
Uświadomienie tego sobie zajęło mi jednak dość sporo czasu.

Mimo,że chłopak tego nie zauważył nadal się do mnie przytulając lekko się spiąłem zaprzestając swoich czynności reką.
Cholera ja naprawde mu ufałem.
Tak samo jak Barty'emu , Pandorze i Dorcas.

Czułem jak to stwierdzenie uderza we mnie z podwójną siłą. Wydawałoby się,że połowa zasad które wbiłem na Grimmould Place , nie miała tutaj znaczenia. Bo tutaj Walburga nie mogła przyjść zamknąć mnie w pustym pokoju i rzucić Crouciatusa.
Nie mogła mnie spoliczkować i nawrzeszczeć za to, że zaczynam odczuwać uczucia ,które nauczyła mnie ukrywać.

Tutaj czułem się bezpiecznie.
Nawet z pieprzonym Jamesem Potterem ,który wydawał się wrzodem na tyłku.








SCARS ; jegulusOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz