Rozdział 17

109 8 2
                                        

jest to ostatni rozdział i będzie on najdłuższy z wszystkich. potem epilog i koniec...miłego!


Kilka dni później mogłam w końcu wyjść ze szpitala. Nathan nadal nie obudził się ze śpiączki. 

Cóż.... został trafiony w klatkę piersiowy. Milimetry od serca. Chłop miał szczęście a ja byłam wdzięczna, że udało się go uratować

Siedziałam u niego w pokoju na krzesełku obok i trzymałam go za rękę. Chciałam by wiedział w jakimkolwiek stopniu, że tutaj jestem.

W pewnym momencie przyszedł lekarz. Uśmiechnął się do mnie delikatnie, po czym zaczął wyjmować bardzo powoli długą rurkę z jego buzi.

- Będziemy go wybudzać - powiedział a ja uśmiechnęłam się na tą nowinę. - Ale musi pani wyjść. Pacjent może być oszołomiony i nie wiedzieć co się dzieje. Najlepiej by pani wróciła do domu i odpoczęła. Jest pani bardzo blada.

Kiwnęłam głową ze zrozumieniem i cicho westchnęłam. Wstałam z fotela i pocałowałam Nathana czule w czoło.

- Będę za drzwiami - powiedziałam i wyszłam gdy lekarz kiwnął mi głową.

uśmiechnęłam się delikatnie do Zoili i Nicholasa. Siedzieli ze mną niemal cały czas odkąd tylko tutaj trafiliśmy. Obydwoje wracali tylko na noc. No i Nicholas pilnował by cały czas byli najedzeni i jeździł po coś do restauracji niedaleko szpitala.

Godzinę później lekarz wyszedł z sali i uśmiechnął się do nas delikatnie.

- Pacjent jest wybudzony i prosi żeby w jego pokoju pojawiła się natychmiast Nicole - powiedział patrząc na mnie z delikatnym uśmiechem.

Poczułam przyjemne ciepło rozlewające się w moim wnętrzu. To ze mną chciał widzieć się jako pierwszy.

Kiwnęłam głową i wstałam gdy lekarz otworzył mi drzwi. Weszłam do środka i uśmiechnęłam się jeszcze szerzej widząc Nathana, który słabo sie uśmiechał.

 - Jak się czujesz? - zapytałam i usiadłam na krzesełku.

- A dobrze w miare. Tylko trochę jestem obolały - mruknął zachrypniętym głosem, od którego moje ciało oblało się przyjemnymi dreszczami. 

- To się ciesze, że jest lepiej - szepnęłam nie odrywając wzroku od jego oczu. 

- A ty? Postrzelił cię? - zapytał i zaczął błądzić wzrokiem po moim ciele.

Pokręciłam głową i mój humor się zepsuł. Do oczu napłynęły mi łzy i zaczęłam skubać skórę na nadgarstku by się nie rozpłakać.

- Mnie nie - szepnęłam nie patrząc już na niego.

Jednak mój wzrok znów skrzyżował się z jego gdy poczułam delikatny dotyk na dłoniach. Uśmiechał sie do mnie delikatnie. 

- Kogo?

- Mamę... i Naila - szepnęłam. - Nie przeżyli...

Serce cały czas krwawiło przez tą wiadomość. Nadal miałam różne wspomnienia związane z bratem, czy te nowe z mamą. Miałam tak mało czasu z nią. Nie mogłam się nim w ogóle nacieszyć.... I to tak bardzo bolało.

A tata...Tata przechodzi żałobę fatalnie. Niemal nie wyszedł z domu od tamtego dnia. Wiem, że pogrzebem zajmuje się Mila. Cóż... Oboje właśnie stracili miłości swojego życia. Oni też mieli złamane serce. Bardziej ode mnie.

- Jak się czujesz z tym? - szepnął słabo i zaczął delikatnie gładzić mnie po wierzchu dłoni.

To było tak uspokajające, że aż przestałam dłubać sobie skórę.

Fighting for usOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz