Rozdział 9

218 12 0
                                        

na dole została umieszona ważna informacja, więc prosze przeczytajcie ją, będzie mi miło jak będziecie wyczekiwać ze mną:*

Miłego czytania diamenciki:*


- Przykro mi, Nicole, ale... - zaczął niepewnie, a ja sama nie wiedziałam co miałam mu powiedzieć. - Mamy nawrót. Musimy zacząć leczenie od podstaw. Później przejdziesz badania kontrolne, żebyś mogła oczekiwać na szpik.

Poczułam łzy w kącikach oczu. A myślałam, że gorzej być nie może. 

Nathan za mną potarł moje ramiona zapewne chcąc dodać mi otuchy. Jednak to nic nie dało. 

Czułam się jakby ktoś znowu bawił się moim własnym losem. Jakby ktoś robił to specjalnie. 

Chłopak za mną pocałował mnie w czubek głowy, jednak to nic nie dało. Nadal się czułam jakby ktoś odciął dopływ tlenu. 

Przecież było dobrze. Byłam wyleczona, lekarz tyle razy powtarzał mi, że raczej nie powinno być nawrotu, jednak nadal byłam pod jego stałą opieką. 

A tu taki chuj. 

Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Jedyne o czym marzyłam w tamtym momencie, to żeby wyjść z tego pieprzonego pomieszczenia. 

***

Dwie godziny później w końcu wyszliśmy z gabinetu doktora. Ustaliliśmy ponowny przebieg leczenia, który wyglądał podobnie. 

Na początku miałam wrócić do brania leków chemioterapeutycznych a za tydzień miałam przyjść na podstawowe badania, żeby zobaczyć czy byłam zdrowa. 

Koło znowu się zapętliło i tylko musiałam od nowa nad wszystkim pracować. 

Następnie Nathan podwiózł mnie do Laury, pierwszy raz od dłuższego czasu. 

Weszłam do gabinetu i usiadłam na tej samej kanapie co zawsze. Na stoliku leżało ciasto, które kobieta sama zrobiła, oraz kubek z kawą, która aż parowała.

- Przepraszam za spóźnienie, Nicole - kobieta weszła zdyszana i usiadła na fotelu na przeciwko mnie. 

- Nic się nie stało - posłałam jej ciepły uśmiech. 

- Jak się czujesz? - zapytała i sięgnęła po kawę. 

- Mogłabym zapytać o to samo. 

Kilka razy przed śmiercią Willa widziałam ją w mieszkaniu chłopaka. Miałam przeczucie, że mieli romans, co mnie bardzo cieszyło. Will wiele razy powtarzał mi, że ciężko mu znaleźć dziewczynę, którą szczerze pokocha. I prawdopodobnie znalazł. 

Ale wiecie co?

Już jej nie spotka. 

- To ja jestem od zadawania pytań - zaśmiała się lekko. 

- Czuje się, jakby ktoś znowu rzucał mi kłody pod nogi - przyznałam szczerze. 

Tylko przed nią potrafiłam rozmawiać szczerze, bo wiedziałam, że ona chce mi pomóc. I że mnie wysłucha. Chuj w to że jej za to płaciłam. 

- Dlaczego? Czy to przez..... - nie potrafiła dokończyć, jednak ja wiedziałam o co jej dokładnie chodziło.

- Też, ale właśnie wróciłam od lekarza i dowiedziałam się, że znowu mam nawrót.. 

*** 

Godzinę później wsiadłam do samochodu Nathana i posłałam mu przyjemny uśmiech. 

Czułam się lekko lżejsza po tej rozmowie. 

Fighting for usOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz