Rozdział 11

162 12 5
                                        

Nie wiedziałam, czemu tak szybko zapomniałam o sprawie na studiach. Po prostu było tak idealnie, że nie chciałam tego zniszczyć.

Siedziałam właśnie na balkonie ubrana w czarny strój dwuczęściowy, z kapeluszem na głowie i książką w ręce. Nathan poszedł po alkohol, bo go o to poprosiłam. 

- Jestem! - usłyszałam trzask drzwi a następnie chłopak wszedł na balkon i cmoknął mnie w policzek. - Wieczorem jedziemy nad Wodospad Manoa. 

Słyszałam kiedyś o tym wodospadzie, jednak nigdy mnie do niego ciągnęło. Ale jak Nathan mi o nim powiedział poczułam jakąś dziwna ekscytację. 

- To fajnie. O której? - zapytałam sięgając po lampkę wina i biorąc łyk.

- O dziewiętnastej mamy być na miejscu. Czyli o osiemnastej trzydzieści wyjedziemy. 

Pokiwałam głową ze zrozumieniem i wciągnęłam się w lekturę.

Była dopiero trzynasta, także mieliśmy sporo czasu. Byliśmy tam dopiero trzy dni i jak na razie siedzieliśmy w pokoju i wychodziliśmy na dół na baseny czasem. 

- Tak myślałem.. - zaczął kucając przede mną i kładąc dłonie na moje uda.

Przełknęłam i zamknęłam książkę.

- Co robiłeś? - zapytałam parskając śmiechem. 

- Zamknij się - zaśmiał się, podjeżdżając dłońmi wyżej. - Czytasz bardzo niegrzeczne książki, diamenciku. 

Spojrzałam na okładkę Punk 57 i zmarszczyłam brwi. Ta książka nie należała do młodzieżówek czy coś, ale też nie była zbyt erotyczna.

- Czytałeś? - zapytałam przygryzając dolną wargę.

- Czytałem - odpowiedział.

No, no, no właśnie spotkałam chłopaka, który jest książkarą.

Jego dłonie powędrowały do moich bioder. Złapał mnie za nie i jednym, zgrabnym ruchem podniósł mnie do góry. Oplotłam go nogami w pasie, a ręce splotłam za jego karkiem. Usłyszałam trzask, co oznaczało, że książka wylądowała na ziemi.

Połączył nasze wargi wchodząc do środka. Nie przestając mnie całować położył nas delikatnie na łóżku. Na chwilę się oderwał tylko po to, żeby przenieść pocałunki na szyję. Mruknęłam cicho z zadowolenia, wplatając dłonie w jego gęste czarne włosy. 

Nie wiedziałam na czym polegała nasza relacja. Nadal czasami miałam mu za złe to co mi zrobił. Jednak cieszyłam się, że był ze mną. Że zabrał mnie do Honolulu.

- Mamy dużo czasu, nie musimy się spieszyć - mówił między pocałunkami. 

Zjechał następnie na dekolt i rozwiązał stanik odrzucając go na bok. Zassał jeden sutek, a drugi wykręcał pomiędzy palcami. 

Złapałam go za policzki i przysunęłam jego twarz do mojej łącząc razem nasze usta. Pogłębił pocałunek i zjechał jedną dłonią na moje biodro. Złapał za cienki pasek od dolnej części bielizny. Powoli ją zsunął. Jęknęłam cicho gdy zaczął stymulować łechtaczkę. 

Zamknęłam oczy czując jak Nathan składa pocałunki na szyi, w tym samym czasie jego palec serdeczny wślizgnął się do środka. Zacisnęłam się na nim wzdychając z rozkoszy. Następnie dodał drugi. 

- Nathan - wyszeptałam czując jak byłam blisko. 

Jednak, gdy już miałam szczytować, on wyjął palce na co spojrzałam na niego obmyślając w głowie plan jego śmierci. Jednak szybko poszedł w zapomnienie, gdy chłopak zdjął bokserki a następnie usadowił się między moimi nogami. 

Fighting for usOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz