Podziękowania

67 9 1
                                        

Na wstępnie chciałabym podziękować sobie. Za to że to skończyłam.

Fighting For Us... była ciężką książką do pisania. Nie mogłam się zabrać za rozdziały. czytałam je i miałam takie "boze co za gówno". nadal tak twierdze i jak mam być szczera nie lubie tej dylogii. Motywowałam się by ją skończyć. Ale jak to się stało... no nie powiem że nie bo jakaś część we mnie umarła. Jakby nie patrzeć to jest moja pierwsza "seria" że tak powiem. Będę miała do niej sentyment. Ale nie oszukujmy się. jest źle napisana. Jest moim zdaniem bardzo źle napisana. Dlatego dziękuje sobie za to że to skończyłam. Bo chciało mi się płakać jak musiałam przeczytać coś by się czegoś dowiedzieć.

a jaka jest wasza opinia? 

Dziękuje też wam. bardzo wam dziękuje, że to przeczytaliście, że byliście zaangażowani w tą historię. Dziękuje za każdą gwiazdkę, wyświetlenie i komentarz. Dużo to dla mnie znaczyło. 

Dziękuje też cukierkom kupionych w Lidlu o smaku melisy. wiecie. na uspokojenie przy pisaniu. bo nie raz sie wkurzałam na to że nie potrafiłam napisać słowa. no i przechodziłam milion załamań nerwowych przy pisaniu rozdziałów. A te cukierki mimo że były średnie to mi towarzyszyły przez około połowe rozdziałów. kumacie nie? melisa na uspokojenie. 

teraz czas na wyjaśnienia dlaczego takie zakończenie. 

powiem szczerze, po prostu mi nie przypadło do gustu pisanie szczęśliwych zakończeń. jak komuś to nie pasuje to trudno. nie przepadam. smutne zakończenia są ciekawsze i bardziej zapadają w pamięć. znam to z własnego doświadczenia. ale chciałabym zaznaczyć że nie każda książka skończy się nieszczęsliwym zakończeniem. 

Jakie miało być pierwsze zakończenie?

a więc miało się skończyć tym, że nathan tak naprawdę nigdy nie kochał nicole. po prostu się nią "zabawił". zostawi ją dla innej laski a nicole aż do śmierci będzie go kochać. i umrze sama. taki miałam pomysł. potem pomyślałam, że nathan może mieć żone, więc gdy już znudzi mu się nicole powie jej ze ma żone i pójdzie do niej. 

Skąd pomysł na takie, że Nicole choruje na schizofrenie?

przyznam szzerze ale pomysł poniekąd jej mojej przyjaciółki. dostałam zgodę na napisanie takiego zakończenia bo ona w stu procentach znała mój pomysl i po prostu zasugerowała jak mogłabym zrobić. ale chciałabym zaznaczyć, że epilog jest mój. wszystko pisane jest przeze mnie. a pomysł że nikt z ekipy itd prócz nicole nie istnieje jest mojej przyjaciółki.

jeszcze raz dziękuję wam za tą przygodę. kiedyś może to napisze od nowa i wstawie jako osobną ksiażkę (w co wątpię bo jestem leniwa).

I dziękuje Tobie, jeżeli to właśnie czytasz. Pamiętaj: nie poddawaj się i to w porządku jak czasem nie masz na coś siły. Jesteśmy tylko ludźmi. ale nie wolno się poddawać tak łatwo, okej? walczcie do końca o swoje bo potem będziecie żałować (mówie z doświadczenia)

przy okazji Madeline, o której jest mowa w epilogu jest to postać z  The Sky Bears Your Name. jest to napewno lepiej napisana książka i nadal jest w trakcie. jest ona jednotomowa i Nicole będzie się czasami przewijać, gdyż tutaj akcja jest o wiele wiele bardziej do przodu. takzę zapraszam tak :* i w planach mam dużooooo innych książek, więc zachęcam do zaobserwowania. 

kocham was naprawdę i jestem z was dumna że to przeczytaliście. że znaleźliście czas. za to też dziękuje. 

kocham i do zobaczyska (ale nie tutaj tylko w innych moich twórczościach) :*


Fighting for usOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz