Rozdział 10

226 12 0
                                        

ważna informacja na dole, którą BŁAGAM przeczytajcie, bo długo się nad tym zastanawiałam :>

kocham, ściskam, dziękuje i miłego czytania!


Wydarzenia sprzed kilku dni nie mogły opuścić mojej głowy. Siedząc na nudnym dwugodzinnym wygładzie pana Foshera, rysowałam jakieś kwiatki w zeszycie.

W pewnym momencie było słychać głośny alarm ewakuacyjny.

- Proszę państwa o zachowan.... - jego zdanie zostało przerwane przez wystrzał z broni.

Co jest kurwa?

Zmarszczyłam brwi wzdrygając się, gdy usłyszałam kolejny.

To była bardzo pilnie strzeżona uczelnia, przez co przytarganie tutaj broni musiało być prawie niemożliwe.

Schowałam wszystko do torby i ignorując nawoływania wykładowcy wyszłam z sali. Byłam przerażona, jednak szłam przed siebie z przekonaniem, że jak umrę to trudno. I tak już ledwo funkcjonowałam.

Przeszłam długim korytarzem do holu, gdzie dźwięki wystrzału z pistoletu się nasilały.

Zerknęłam do sali, gdzie drzwi były otwarte. Upuściłam z hukiem torbę, przez co osoba, która mierzyła z broni do innych ludzi spojrzała na mnie.

Poczułam łzy w kącikach oczu, a wszelka nadzieja, na odbudowanie naszej relacji uciekła jak liść na silnej wichurze.

- Ja.... - powiedział patrząc na swoje dłonie, gdzie znajdowało się narzędzie. - Nie, poczekaj!

Zostawiając torbę na ziemi, wybiegłam z budynku. Wsiadłam do swojego samochodu, jednak on zdążył mnie dogonić i w momencie, gdy chciałam zamknąć drzwi, jego silna dłoń mi to uniemożliwiła.

- Nicole, ja.... Wszystko ci wytłumaczę, ale muszę wiedzieć, gdzie jest pierdolony Jacob - warknął nachylając się nade mną.

Łzy spływały mi po policzkach. Skuliłam się i przymknęłam oczy licząc do dziesięciu, żeby chodź trochę się uspokoić.

Ja naprawdę się bałam osoby, którą strasznie kochałam. I to mnie przeraziło.

- Nie, Nathan. Nie chcę słuchać wyjaśnień. Strzelałeś do niewinnych ludzi! Czego, ty kurwa nie rozumiesz?! - warknęłam zdobywając się na odwagę.

- Nie! To nie tak! Pierw mnie kurwa wysłuchaj a wtedy zrozumiesz powód, dlaczego to zrobiłem! - krzyknął uderzając płaską dłonią w dach.

Wzdrygnęłam się a następnie usłyszałam syreny policyjne.

- Kurwa, jeszcze ich tu brakowało - Nathan przewrócił oczami a następnie odwrócił się w stronę kilkunastu policjantów, którzy celowali do niego z broni. - Mili państwo! Co was tutaj sprowadza?

- Na kolana - warknęła jakaś babka, wskazując na ziemie. - To kolejny wybryk taki, Walker.

Jaka, kurwa, kolejna?!

Czy on...

O kurwa.

- Jaka kolejna, Suzi? - zaśmiał się. - To nie byłem ja. To był mój brat. Giovanni Walker. Moja gorsza podróba, która zawsze mnie wrabia.

Przewrócił oczami a następnie stanął tak, że nic nie widziałam, bo oparł się o dach samochodu.

Dźgnęłam go w bok, przez co jęknął cicho.

- A gdzie ty niby byłeś? I gdzie jest ten niby Giovanni? - zapytał tym razem jakiś facet sarkastycznym tonem.

- Prawdopodobnie właśnie jedzie na lotnisko i leci do Włoch - mruknął Nathan.

Fighting for usOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz