Rozdział 3

253 12 6
                                        

Nicole Smith, sześć miesięcy później.

Opuściłam teren szkoły ze świadectwem oraz wyróżnieniem w ręce.

Pewien etap w moim życiu się właśnie zakończył.

Stojąc przed ogromnym budynkiem i patrząc się wprost na drzwi wejściowe, przez które wchodzą właśnie uczniowie niższych klas, zaczęłam się zastanawiać co teraz.

Prawda była taka, że byłam zagubiona jak nigdy w życiu. Leczenie mojej białaczki szło jak na razie po naszej myśli i wszystko co związane właśnie z nią, było pod kontrolą.

Nie radziłam sobie. Z niczym.

Nail wyprowadził się ode mnie trzy miesiące temu i od tamtej pory nie mieliśmy kontaktu. Przy okazji w dzień jego wyjazdu znowu usłyszałam jaka to jestem głupia i nie potrzebna.

Zaczynałam w to wierzyć. I mimo że miałam mieć za trzy miesiące już dwadzieścia lat, nie czułam się dorosła ani nic. Czułam się dzieckiem, które wpadło do głębokiej dziury i chwyta się każdej pomocnej liny, która tak naprawdę nie pomaga.

Z każdym kolejnym pociągnięciem wpadałam coraz głębiej i głębiej. Nikt nie mógł mi pomóc.

Rodzice przez ten cały czas gdzieś wyjeżdżali. Prawie w ogóle nie odczuwałam różnicy, gdy ich nie było, a gdy byli.

Odwróciłam się i skierowałam do swojego samochodu. Tak, kupiłam własny samochód. Był czarny i sportowy. W sumie sama go nie kupiłam, bo tata mi go kupił. Mimo że mówiłam, że nie chcę, on się uparł, a następnego dnia moje cudne dziecko stało na podwórku obwinięte kokardą.

Mama tłumaczyła, że to spóźniony prezent na urodziny.

Wsiadłam do środka, papiery, które dostałam położyłam na siedzeniu obok i odjechałam spod szkoły.

Cieszyłam się, że w końcu nie będę musiała tutaj codziennie wracać. To miejsce było pieprzonym więzieniem. Współczułam dzieciakom, które wybrały te liceum.

Wróciłam do domu i pierw co zrobiłam to wybrałam numer Willa, który dzwonił do mnie już rano, jednak nie miałam czasu odebrać, bo prawie spóźniłam się na zakończenie roku.

Ja i moje lenistwo witamy w moim świecie.

- Dzień dobry, robaczku! - krzyknął niemal od razu, jak tylko wyświetlił mi się na całym ekranie.

Uśmiechnęłam się lekko i odpowiedziałam mu tym samym.

- Cześć Will.

- Jak zakończenie? - zapytał podkładając rękę za głowę i zaczął robić głupie miny w moją stronę.

- Nijak, a jak miało być? - parsknęłam lekkim śmiechem.

Podeszłam do okna, otworzyłam je jak najszerzej i usiadłam na parapecie, wcześniej sięgając po paczkę papierosów leżących na biurku. Wyjęłam jednego oraz zapalniczkę i opaliłam zaciągając się nikotyną.

- No nie wiem? Ja tam cieszyłem się i skakałem z radości, gdy ostatni raz wychodziłem z tego pierdolnika - uśmiechnął sie szeroko. - Smacznego pecika.

- Dzięki - mruknęłam wypuszczając dym przez okno. - A co do zakończenia. Ty mój drogi Williamie obraziłeś większość nauczycieli i walnąłeś tekstem typu ,,Jebcie się wszyscy, już nigdy do was nie wrócę!" po czym wybiegłeś i odjechałeś z piskiem opon.

To nie pasowało do niego. Jednak naprawdę to zrobił. Nigdy nie zapomnę jak nauczyciele przez następne kilka miesięcy wyzywali go od idiotów i zagrozili nam, że jeżeli my coś takiego zrobimy nie wypuszczą nas stąd.

Fighting for usOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz