rozdział 37

248 20 6
                                        

Minął równo tydzień. Dziś idę z Griffinem do kina. Idę z Jakiem Griffinem do kina. Razem. Tylko we dwójkę. A ponadto to on zaproponował wspólne wyjście.

Wychodzę właśnie ze szkoły w takie nerwach, jak nigdy wcześniej. Jake ma po mnie przyjechać i mamy od razu jechać do kina. Nie powiem, że nie przyłożyłam się dziś rano nieco bardziej niż zwykle. Wstałam gozinę szybciej niż zwykle i pół godziny robiłam makijaż. Dodatkowo zmieniłam ciuchy pięć razy. Ostatecznie założyłam luźny, szary sweter i dziurawe spodnie, a do tego botki na obcasie. Wyglądam ładnie, klasycznie, ale tez niezbyt wystawnie. Nie chcę, by Griffin myślał, ze odstawiłam się dla niego.

Nawet, jeśli faktycznie tak jest.

- Gdzie się tak spieszysz? - słyszę za sobą głos Loren. Zatrzymuje się, nie dostrzegając jeszcze na parkingu auta Jake'a. Loren wróciła do szkoły dwa dni temu. Od tego czasu nie miałyśmy za wiele czasu dla siebie nawzajem, a poza paroma wiadomościami o tym, co u nas słychać podczas jej nieobecności, nie miałyśmy ze sobą kontaktu. W dodatku Loren nie wie, że Jake po mnie przyjeżdża. Przedwczoraj i wczoraj kończyła akurat szybciej zajęcia niż ja. Przełykam niepewnie ślinę i odwracam sie z uśmiechem na ustach w stronę przyjaciółki. Loren podchodzi do mnie i podejrzanie mi się zaczyna przyglądać.

- Pomalowałaś dolne rzęsy.

Boże, czemu dziewczyny muszą być takie spostrzegawcze? Wzruszam niedbale ramionami.

- Miałam akurat więcej czasu rano. A co tam? Bo spieszę się i...

- Gdzie idziesz? - wcina się, poprawiając na swoim ramieniu torbę. Zaczynam zgrzytać zębami, parskając nerwowo śmiechem.

- Do kina, wczoraj wyszła nowa część Czarnej Pantery...

- Naprawdę?! - Loren wykrzykuje, otwierając szerzej oczy. - I mi nic nie powiedziałaś? Idę z tobą. Bez gadania.

Znów nerwowo zaczynam się śmiać.

- Kurde, sory, Loren, ale akurat już jestem z kimś umówiona. - drapię się niepewnie po karku, odpowiadając. Kurwa, oby Jake się spóźnił. Wolę, by Loren nie wiedziała, że to z nim idę. Dziewczyna mruży oczy i pyta się:

- Mogę chociaż wiedzieć, dla kogo mnie wystawiłaś?

Przewracam oczami.

- Nie wystawiłam cię, Loren, tylko wcześniej umówiłam się z kimś innym i...

- Z kim takim, Pam? - Loren nie daje za wygraną. Naprawdę wzięła sobie to do siebie, ale tydzień temu nie wiedziałam nawet, ż e w tym tygodniu Loren już wraca. Wiem, że tak jak ja jest fanką Marvela, ale to nie znaczy, że na jego każdy nowy film musimy iść razem.

- Ze mną. - gdy słyszę za sobą głos Jake'a, czuję, jak mnie zmraża. Odwracam się gwałtownie, widząc za swoimi plecami Griffina. Podchodzi i staje za mną, wyciagjac swoją dłoń w stronę Loren. Przenoszę powoli spojrzenie na Loren, która nagle mocno się zjeżyła. Widzę to po jej zaciśniętej szczęce i po tym, jak zacisnęła dłonie w pięści. Wzdycham. Dziewczyna nie wyciąga swojej dłoni, więc Jake chowa swoją do kieszeni spodni. Nagle czuję na sobie spojrzenie Loren.

- Jake Griffin, tak? Nie było mnie tylko pare tygodni, a ty już powracasz do tej świty? Może powiesz mi, że jutro spotykasz się z Emily?

Zamieram. Wzmianka o Emily przyprawia mnie o ciarki i zatykam się. Czuję, jak Jake przy moim boku wyczuwa moje spięcie, bo od razu wkracza do akcji, kładąc niepostrzeżenie dłoń na moich plecach.

- Nie rozumiem. Jakiś problem, Loren? - Jake pyta, wydając się autentycznie zainteresowany. Co jest śmieszne to to, że pomimo zimy ma na sobie bejsbolówkę i ... wyglada cudownie.

ChitOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz