W moim życiu nie miałam wielu kobiecych wzorców. Rodzice nie utrzymywali kontaktu z moimi dziadkami. Z wczesnego dzieciństwa pamiętam jak czasem przyjeżdżała do nas siostra mamy razem z mężem i dwójką dzieci. Jackson i Eveline byli w moim wieku i często się razem bawiliśmy. Pewnego razu przestali przyjeżdżać i kontakt się urwał. Moja matka była również fatalnym wzorem. Co prawda ubóstwiała swoich synów i pomagała im w trudnościach, ale mnie po prostu całkowicie olała. Byłam jej służącą bo jako córka czułam się jak piąte koło u wozu. I nikt tego wtedy nie zauważył. Potrafiła się kryć z tym. Więc jak to możliwe, że trzymając na rękach noworodka czułam się tak wspaniale? Budził się we mnie instynkt, który mówi mi co mam robić i jest to uznane za normę społeczną. Trzymając takie maleństwo ma się ochotę tulić i tulić, pojawiają się myśli, że musisz chronić je przed każdym złem tego świata. Dlaczego w takim razie mam coś czego moja matka nie miała?
Takie przemyślenia zrodziły się w mojej głowie gdy trzymałam malutką Clarę. Narodziny córeczki Spencera były idealnym rozpoczęciem wiosny. Bruno jest zachwycony młodszą siostrą, co chwilę podchodzi do kołyski i pyta wszystkich kiedy będzie mógł pobawić się z nią. Ten mały kawaler na każdym kroku kradnie moje serce. Miał niecałe trzy latka a rozmawiał jak najęty, chyba nie wdał się w rodziców, którzy byli raczej spokojnej natury.
- Muszę przyznać że pasuje ci - odezwał się Olivier.
Brat stał w drzwiach do pokoju Clary. Był on urządzony w odcieniach bieli i pudrowego różu. Słodko jak przystało na dziewczynkę. Trzymałam dziewczynkę na rękach, tyle co zdążyłam jej zmienić pieluszkę. Sarah poszła się położyć, bardzo bolała ją dziś głowa. Ogólnie jakoś gorzej znosiła ten połóg niż po ciąży z Brunem. Chłopczyk natomiast siedział na dywaniku i bawił się zabawkami. Bardzo chciał iść ze mną zajmować się siostrą.
- Co? - zapytałam zaskoczona jego obecnością.
- Nie planujecie z Willem jakiś dzieciaczków? - zaśmiał się.
Przewróciłam oczami i głęboko westchnęłam.
- Nie nadaję się na matkę, jeszcze za wcześnie.
- Pierdolisz głupoty - zaśmiał się.
- Wujek nie wolno tak mówić - odezwał się Bruno - tata mówi, że to bardzo brzydko i obraża się osobę z którą się rozmawia. Dlaczego obrażasz ciocię Cecy? - zapytał.
Uśmiechnęłam się czule do chłopca, który patrzył na mnie swoimi błękitnymi oczami. Ciemne brązowe loczki okalały jego buźkę.
- Bruno, wujek nie chciał tak powiedzieć, wymsknęło mi się - próbował jakoś wytłumaczyć się Olivier.
Usiadłam na sofie i zawołałam malucha do siebie. Wskoczył na miejsce obok mnie i przytulił się od boku.
- Dziękuję kochanie, że mnie bronisz - ucałowałam go w głowę - wujek wie, że zrobił źle, ale nie złość się na niego dobrze?
- Dobrze ciociu Cecy- uśmiechnął się.
Zeskoczył z sofy i podbiegł do Oliviera. Nie zatrzymując się od razu przytulił go.
- Nie gniewam się wujku Olivierze - powiedział mały.
Olivier wziął go na ręce i zaczął łaskotać. Bruno śmiał się na cały głos, a mała Clara zaczęła wiercić się w moich objęciach.
- Ciszej chłopaki - syknęłam do nich.
- Przepraszamy - ogarnęli się szybko.
Po chwili usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Zmarszczyłam brwi. Olivier podszedł i je otworzył. W drzwiach stał Will. Byłam lekko zaskoczona ale w pozytywny sposób.
CZYTASZ
Priceless Feelings
RomansaDziewczyna z małego miasteczka, którą los skazał na wieczną porażkę dociera do dnia, który zmieni jej życie o 180 stopni czy to będzie oznaczało wieczny dobrobyt, szczęście a może nawet miłość? Przeżyjcie tą przygodę razem z Cecily.
