come on let me hold you, touch you, feel you kiss you, taste you all night always
Nina nie miała pojęcia, która godzina. Równie dobrze mogła być trzecia nad ranem, jak i druga po południu, gdyż w pokoju blondyna panowały egipskie ciemności, a nie posiadał magicznego urządzenia, zwanego zegarkiem cyfrowym. Powinna była wtulić się w plecy chłopaka i ponownie zasnąć, ale ból, który zagłuszała podczas ostatnich kilkunastu godzin wreszcie musiał dotrzeć do trzeźwego umysłu dziewczyny. Mogła chłodno przekalkulować ostatnie wydarzenia i w duchu zganić się za bycie wielką idiotką.
Głupim pomysłem było dzwonienie po Hemmingsa – przecież mogła zadzwonić po taksówkę, po cokolwiek. Co jej strzeliło do tego pijanego mózgu... nie miała bladego pojęcia. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że w pewnym momencie taśma po prostu się urywała. Nie była w stanie przywołać żadnego wspomnienia od momentu przekroczenia progu mieszkania. Wolała nawet nie wiedzieć do czego się posunęła... Pijana Nina to zdecydowanie nierozsądna Nina.
Nie mogąc dojść do żadnych konkretnych wniosków, odwróciła się plecami do chrapiącego Hemmingsa, pociągnęła za sobą nieco większy kawałek kołdry i pogrążyła się w niespokojnym śnie, pozbawionym jakichkolwiek snów.
Ponownie obudziła się, kiedy zasłony były odsłonięte, a przez otwarte okno wpadał strumień chłodnego powietrza. Opatuliła się kołdrą jeszcze bardziej, tworząc ludzkie burrito i zignorowawszy rozdzierający ból czaszki próbowała zasnąć ponownie. Bezskutecznie, bo do pokoju, popisując się gracją słonia w składzie porcelany, wpadł Luke. Zagrzechotał naczyniami na srebrnej tacce, doprowadzając Ninę do większego bólu głowy. Widocznie ktoś na górze tak chciał.
- Zrobiłem ci śniadanie i kawę – oznajmił dumny z siebie. – Chociaż nie polecałbym tostów... nieco się przypaliły.
- Dziękuję, Luke – wychrypiała, wyściubiając nos poza obręb kołdry. Wolała się nie pokazywać w stanie kompletnej dewastacji, ale widząc zatroskaną minę chłopaka, w końcu wysunęła się z łóżka. – Macie coś na ból głowy?
Pokręcił głową, a Nina zaklęła pod nosem. No nic, miała nadzieję, że apetycznie wyglądający posiłek i kubek parującej kawy chociaż na chwilę uwolnią ją od uciążliwego pulsowania w skroni. Wbrew ostrzeżeniom Luke'a zaczęła od przypalonych tostów – podobno dobrze działały na skacowaną głowę.
- Chcesz o tym porozmawiać? – zapytał, siadając na skraju łóżka.
Nina wzruszyła ramionami.
- Nie sądzę, żeby było o czym rozmawiać. Wypiłam za dużo, a alternatywa samotnego powrotu do mieszkania była nieco przerażająca...
- Wiesz, że nie to mam na myśli... Powód dla którego doprowadziłaś się do tego stanu, a później wybuchłaś płaczem, mówiąc jaka to beznadziejna nie jesteś. Próbuję cię zrozumieć, naprawdę, ale gdybyś to ułatwiła wcale nie protestowałbym...
Odgarnęła włosy, opadające na twarz i próbowała stworzyć składną wypowiedź, która nie brzmiałaby zbyt naiwnie. Bo kto chciał słuchać o problemach innych ludzi z własnej, nieprzymuszonej woli. Luke zapewne pytał ze zwyczajnej kurtuazji, żeby nie pomyślała sobie nie wiadomo czego. Ale zapewne był zainteresowany tak samo, jak zeszłorocznymi skokami ceny ropy naftowej.
- Czy to aż takie istotne? Po prostu miałam gorszy dzień. – Gorszy tydzień... Gorsze życie, pragnęła dodać, ale się powstrzymała.
Cicho westchnąwszy, zaczęła skubać resztę przygotowanego przez chłopaka śniadania. Trwali w milczeniu, którego Nina nie chciała przerywać – nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, żeby wytłumaczyć swoje zachowanie, a rosnące z każdym kęsem poczucie winy wcale nie ułatwiało sprawy.
- To ja wezmę prysznic. Jakbyś czegoś potrzebowała to kuchnia jest na dole – wymamrotał, podnosząc się z miejsca. – Nie roznieś mieszkania.
Nina wywróciła teatralnie oczyma, nie mając najmniejszego zamiaru ruszać się poza obręb pokoju, ale po kilku łykach dostrzegła, że kubek wypełniony wcześniej kawą, stał pusty, a ona wciąż odczuwała bolesne skutki wcześniejszej libacji. Niechętnie zeszła na dół i zajęła się przygotowywaniem kawy. Nucąc pod nosem jedną z zasłyszanych w radiu piosenek nie zauważyła, że ktoś uważnie ją obserwował. I tym kimś na pewno nie był Luke.
- Nie sądziłem, że kiedyś zobaczę cię w tym domu i to jeszcze szczęśliwie przygotowującą kawę. – Ostry ton jednego z domowników sprawił, że Nina zesztywniała i ze strachem w oczach odwróciła się w stronę z której dochodził.
Calum Hood, uśmiechnięty od ucha do ucha, stał oparty o framugę drzwi i obserwował wyeksponowane nogi dziewczyny. Nie mógł zaprzeczyć – Nina go pociągała i nie mógł nic na to poradzić. Miała w sobie coś, co sprawiało, że zapominał o powinnościach.
- Masz zamiar bawić się ze wszystkimi w tym domu, czy to tylko jednorazowa wizyta? – spytał, parskając cicho. – Nie to żebym miał coś przeciwko – dodał zdecydowanie ciszej, podchodząc bliżej.
- Ale ja miałabym coś przeciwko. Naruszasz moją osobistą przestrzeń, Calum – wymamrotała, robiąc krok w tył. – Proszę.
- Rozumiem, udajemy, że nic się nie stało. Obserwuję cię, Nina –rzucił, odwracając się na pięcie. – Pilnuj się, malutka.
Już wtedy powinna była uciec z mieszkania z krzykiem, ale jedynie zacisnęła pięści i łapała głębsze oddechy, próbując tym samym uspokoić skołatane nerwy. Już wariowała – nie potrafiła tego inaczej wyjaśnić. Zalała kawę wrzącą wodą i nasłuchując dźwięków, wydobywających się z piętra jakoś przemknęła do pokoju blondyna, pozostając niezauważoną. Nie chciała ponownie natknąć się na Hooda, czy tym bardziej jednego z jego kolegów. Cała ta historia podobała się jej coraz mniej. Zaczynała się bać kierunku, w którym to zmierzało – szczególnie, kiedy do pokoju wpadł Hemmings owinięty jedynie białym ręcznikiem.
- To jest chory żart – wymruczała pod nosem, lustrując wzrokiem każdy odsłonięty centymetr ciała chłopaka. – Nazwałabym to pogwałceniem podstawowych praw człowieka!
- Nina...
- Myślisz, że jak sobie tak wejdziesz owinięty tylko ręcznikiem, to będzie w porządku? Nie, Hemmings, to nie jest w porządku – pisnęła, kryjąc twarz w dłoniach. Miała dość, tego samego dnia została pokopana, pobita i jeszcze jej godność została dawno wypchnięta za drzwi.
Blondyn uśmiechnął się pod nosem, przegryzając przy tym dolną wargę – ku niezadowoleniu Niny, która wydała z siebie głośny jęk dezaprobaty. Relacja pomiędzy nimi zaczęła się zmieniać i stawało się to zauważalne. Milczenie przestało być ciążące, a kiedy Luke wrócił, tym razem w pełni ubrany, blondynka nie mogła oderwać od niego wzroku, nie mogąc się pozbyć przyśpieszonego bicia serca. Czy to właśnie czuł zakochany człowiek? Łaskotanie w okolicach żołądka, nieopisaną lekkość i przyśpieszone działanie układu krwionośnego? Bo jeśli tak, to wpadła jak śliwka w kompot.
- Utrudniasz mi to jeszcze bardziej...
Usiadł obok dziewczyny, pochylając się w jej stronę do tego stopnia, że ich twarze dzieliły centymetry. Oboje nawzajem lustrowali szczegóły swoich twarzy – Luke zauważył, że górna warga Niny była nieproporcjonalnie wąska, w stosunku, co do tej dolnej, a co więcej dostrzegł, że pozostawała nieskazitelna, nawet bez makijażu. Nina za to zwróciła uwagę na oczy koloru letniego nieba, a także na ślady zarostu na szczęce. Pewnie znowu się nie ogolił, przemknęło jej przez myśl. Iskrzyło, dokładnie tak jak pierwszej nocy, kiedy dziewczyna nie miała w planach niczego więcej. Jak zwykle jej to nie wyszło.
- Co utrudniam? – wyszeptał wprost w rozchylone wargi blondynki, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Błękitne tęczówki wpatrywały się w nią z uwagą, oczekując odpowiedzi.
- Na tę chwilę oddychanie...
Nie wiedziała, czy to jej wargi odnalazły jego, czy jego jej. Nie było to ważne. Dużo ważniejszym aspektem było, że czuła się na swoim miejscu. Jakby odnalazła zagubiony element układanki...
a.n/ nie potrafię normalnie funkcjonować przez te temperatury. ogólnie to zdałam matury, czekam na wyniki rekrutacji i modlę się, żeby w tym czasie się nie roztopić. życzę miłego wieczoru :') x
CZYTASZ
exposed / lrh
Fiksi Penggemarpadła ofiarą zakładu, jednak żaden z nich nie wiedział, że ten zakład obróci się przeciwko nim. © niezgodna 2015
