Japierdole, nigdy bym nie pojechał do tego mąka jak by wiedział że to się stanie.
Aria jest silną kobietą, zamiast lamentować wstała i pojechała ze mną jak sama nazwała do domu.
Do domu.
Do domu.
Powiedziała że jedziemy do domu, mojego domu i teraz już jej.
Jak ja wogule mogłem nie zareagować na to że ktoś tu wbił. A moją gwiazdę ktoś postrzelił.
Posadziłem ją na łóżku i zabrałem się za wyciąganie kulki.
Nawet nie pisneła. Jest silniejszy niż mogłoby się wydawać.
Kiedy siedziała tu tak w staniku i spódniczce to miałem ochotę ją zerżnąć ale jej komfort był najważniejszy.
Nałożyłem opatrunek na jej bark.
-Jak się czujesz?
Złożyłem jej na czole pocałunek.
Jej skura była ciepła i słodka. Była jedyną istotą której pragnę.
-Tak, już dobrze.
Jej śliczny głos dotarł do moich uszu a ja chciałem więcej i więcej. Kocham jak mówi.
-Chcesz leki przeciwbólowe?
-Nie, lubię gdy boli bo wtedy czuję że wciąż tam jest.
Ona jest taka ciekawa.
-Zostanie blizna, nie szyłem tego bo kula była cienka i podłużna więc wystarczy opatrunek.
Kiwnęła głową. Zdawała sobie z tego sprawę.
-Lubię blizny bo pokazują co przeszłam.
-Ja też mam kilka.
Ściągnąłem koszule i się odwróciłem ukazując kilka blizn.
-Mogę dotknąć?
Bez sensu. Ona mogła kiedy chciała.
-Zawsze i wszędzie. Już ci to ostatnio mówiłem.
Przypomniałem sobie jak poznał mnie jej brat, to było zabawne.
Kiedy jej palce dotknęły mojej skóry myślałem że oszaleje. Jeździła i sprawdzała strukturę moich pleców dłońmi.
Chce więcej. Błagam dotykaj mnie tak dalej. Nie przestawaj.
Odwróciłem się do niej przodem. Przedarłem się językiem do środka jej ust. Były pyszne jak cała ona.
Lekko dotknąłem jej barku.
Odsunąłem się o kilka kroków.
-Przepraszam.
Powiedziałem smutno. Żałuję że nie zareagowałem wcześniej i jej nie ocaliłem.
To był mój obowiązek.
Już wtedy wiedziałem co robić.
-Za co?
Była zdziwiona że przepraszam.
-Za to że cię nie obroniłem.
-Oh Aiden przecież to nie twoja wina.- Powiedziała. Kocham gdy wypowiada moje imię.-Jak myślisz to ludzie Ethana?
-Możliwe, postrzelił cię jeden więc pewnie i tak by nie przeżył. Ethan ma na twoim punkcie obsesje.
To była prawda, po naszym pierwszym spotkaniu widziałem jak przeglądał zdjęcia które zrobił jej jak tańczyła na rurze i walił do nich konia teraz chce go za to zamordować.
-Dobrze że wolę ciebie.
Wstała z łóżka i do mnie podeszła. Dotkneła mojego brzucha i przejechała rękoma na szyję. Podciągneła się i pocałowała mnie. Kiedy nasz usta się od siebie rozerwał cmoknołem ją znowu i zabrałem się za robienie kolejnej malinki.
Jesteś moja.
Moja.
A Ethan może całować moje buty bo nigdy nie dorośnie mi do pięt.
Przyznam, mam bekę z Ethana że Aria wybrała mnie a nie jego.
-Nie oddam cię nikomu.
Wymruczałem w jej szyję.
-Dobra, ale najpierw musimy powiedzić o naszej relacji rodzicą.
Powiedziała zachrypniętym głosem. Westchnąłem.
-To jedziemy.
-Ale już? Moja koszula jest cała od krwi.
Spojrzałem jej prosto w oczy.
-Dam ci swoją. Może być trochę za duża. Idziemy.
Chwyciłem ją za rękę i zaprowadziłem do swojej garderoby. Zobaczyłem że trzyma w ręku swoją koszulę, wyciągnąłem rękę po nią a jak mi ją oddała odłożyłem ją na bok i wyjąłem najmniejszą koszule jaką posiadałem. Założyła ją. Faktycznie była sporo za duża. Przejrzała się w lustrze.
-Wyglądam jak bym wyszła z działu męskiego.
-Co mam poradzić że jesteś niziołkiem.
Zirytowało ją to i popatrzyła na mnie gniewnie.
-A ty żyrafą.- Powiedziała i podeszła do mnie dotykając moich bicepsów i brzucha.-Chodz nie, raczej goryl.
-Jesteś słodka jak się złościsz
Przyglądałem się jej z troską w oczach.
-Zapnij tą koszulę skoro jedziemy do moich rodziców.
Nie nazwała tego domem tylko domem swoich rodziców.
Wykonałem jej polecenie i zeszliśmy na dół do garażu.
-Czym jedziemy?
-Bugatti Chiron.
Wyszczerzyłem się do niej.
Chwyciłem ją w talii i poszliśmy po auto. Otworzyłem jej drzwi i sam usiadłem za kierownicą. Byłem gotowy na to spotkanie, ale jej ojciec nie. Zdawałem sobie sprawę że wie kim jestem i co robię. Wyjechaliśmy z garażu i chwila moment byliśmy na drodze. Spojrzałem na czas.
Dziewiętnasta dwadzieścia trzy. Jak się spręże to będziemy za dziesięć minut.
Przyspieszyłem, jechaliśmy teraz czterysta trzydzieści na godzinę. Wiedziałem że z tego auta więcej wycisnę.
Zaparkowałem z piskiem opon pod jej domem
-Gotowa na to spotkanie?
Zawsze.
-Zawsze.
Wiedziałem.
Wyszedłem z auta, otworzyłem drzwi mojej kobiecie.
-Psy mnie nie zjedzą? Nie wziąłem mięsa.
Prychneła i ruszyliśmy w stronę drzwi do domu.
Otworzyła je a ja weszłem za nią i je z powrotem zamknąłem.
-Mamo, tato, Ariel, chodźcie i muszę wam kogoś przedstawić.
Pierwszy przyleciał jej brat, kiwnąłem na niego głową, Potem przyszła matka a z nią jej mąż.
-To jest Aiden, mój chłopak i nie nie jestem w ciąży.
Wypaliła od razu wskazując na mnie. Dobrze wiem kto tu ma władzę.
-Dobry wieczór, jestem Aiden.
Podałem rękę panu i pani Evans.
Jej ojciec ścisnął ją na tyle mocno że zabolało ale tego nie okazałem, za to mojej wybranki mama przywitała mnie z miłością.
Najstarszy z Evans'ów wpatrywał się we mnie że marszczonymi brwiami, poszedł na chwilę do kuchni i przyniósł jakiś papier. Pokazał go wszystkim. To był list gończy za mną.
-To ty jesteś tym mordercą!
Krzyknął, pan domu.
-O już poszukują mnie w siedmiu krajach.
Zauważyłem. Za wydanie mnie było dziesięć milionów dolarów.
-A jaka sumka.
Skomentował Ariel. Już go lubię.
-Morderca czy nie morderca teraz należy do rodziny.
Stwierdziła matka gwiazdki.
-Masz się wynosić z mojego domu i zostawić moją córkę.
Jego córka przylgneła do mnie jak do magnesu a ja objąłem ją ramieniem.
-Zostawię ja kiedy ona mnie o to poprosi.
Ariel gwizdnął.
-Ja tam go lubię, moim zdaniem jest idealnym mężem dla Arii i może być w rodzinie.
Ariel się nie powstrzymywał.
-Przegłosowane tato.
Odezwała się gwiazdka.
-Mogę na pana i panią mówić tato i mamo?
Wypaliłem znienacka.
-Tak!
Krzyknęła kobieta.
-Nie!
Dobra tatusiu.
-Podobno twoi ludzie mają tatuaże. Czy moja córeczka też go ma.
-Tak, mam
Mama zaczęła podskakiwać a ojciec chwycił za talerz obok i we mnie rzucił. Coś mu nie wyszło bo talerz złapałem pięć centymetrów od twarzy Arii.
-Niech pan uważa.
Oddałem mu talerz.
Zrobił wielkie oczy. Zdałem test.
-Możesz być w rodzinie.
Stwierdził ojciec Arii
-To Ariel kiedy idziemy na tatuaż? Jeśli chcesz.
No i zemdlał. Poleciał jak kłoda i buchną o podłogę.
Aria z mamą podbiegły do niego.
-Za tydzień.
Wycharczał.
Podniosły go.
-To kiedy ślub?
Wyrwała się z pytaniem Pani Evans.
CZYTASZ
impossible
Roman pour Adolescentsto opowieść o dziewczynie i złym chłopaku który był cholernie bogaty. jak widać można zakochać się w czymś złym ale on przekraczał tą granicę, był okropny a zarazem idealny. Pamiętam każdą wspólnie spędzoną chwilę. A w każdej było coś wspaniałego...
