Boguś
🤎
Gdy tak przypomnę sobie ostatnie minione dni, to… chyba muszę podziękować tamtemu u góry za to, że żyję… Ale czego nie robi się dla… kobiety.
A ja, zrobiłem, co mogłem, czyli po prostu, przy niej byłem... chociaż przez większość czasu miałem wrażenie, że ma ochotę mnie zabić. Zapewne z satysfakcją utopiłaby mnie w herbacie, którą robiła tylko po to, by mieć pretekst do wyjścia z pokoju, w którym aktualnie przebywaliśmy - oczywiście, chodziłem za nią, bo przecież ta ciamajda, sama by nie dała rady jej donieść. - A jej narzędziem zbrodni mogłaby być nawet i łyżeczka, którą zaciekle mieszała w kubku - taki w niej wtedy buzował gniew.
Była jak wulkan, który co chwila groził wybuchem, a ja musiałem manewrować między gorącymi strumieniami lawy, by przypadkiem nie rozniecić pożaru.
Nie było łatwo. Każdego dnia stąpałem po cienkiej linie, próbując uniknąć śmierci z rąk tej Jędzy… ale było warto.
W jej oczach widziałem ból, zmęczenie, ale także cień nadziei, którą starała się ukryć. I właśnie dla tego cienia byłem gotów wytrwać, nawet jeśli oznaczało to patrzenie na nią, jak ciska we mnie spojrzeniami, które mogłyby przeszyć na wylot.
Z czasem jednak zacząłem dostrzegać, że samo bycie obok nie wystarczy.
Ona potrzebowała czegoś więcej, czegoś, co by ją znowu rozpaliło, zmotywowało. Dlatego postanowiłem wprowadzić dość niepewną metodę, która mogła się skończyć jej całkowitym zamknięciem się w sobie, albo stanowiłaby doskonały bodziec do działania.
I na szczęście, okazała się strzałem w dziesiątkę.
Zgarnąłem wszystkie płyty z domu, z jej meczami, które nagrywałem przez lata. - Zawody, które rozgrywała z taką pasją, z taką siłą, przed tą przeklętą kontuzją. - Każdego dnia puszczałem jej te nagrania. Na początku udawała, że to na nią nie działa.
Patrzyła na ekran z obojętnością, próbując zignorować dźwięki boiska, gwizdki sędziów i krzyki kibiców.
Ale widziałem, jak z każdym kolejnym obejrzanym meczem coś w niej pękało.
Jak jej spojrzenie stawało się ostrzejsze, bardziej skoncentrowane.
Podziałało… nawet lepiej niż myślałem. O czym jasno stanowiła jej postawa i chęć do udziału w rehabilitacji.
Jednak myślę, że ostateczną kropkę nad przysłowiowym i, postawiła nasza wizyta na hali sportowej.
Pokazałem jej, że nie ma barier… przynajmniej w większości przypadków. I chyba przyniosło to efekt, bo kiedy odwoziłem ją do domu, z jej twarzy nie znikał uśmiech. - Ten szczery, pełen ulgi i może nawet wdzięczności, który od tamtego momentu, cały czas krążył mi przed oczami.
Co więcej, podziękowała mi.
Chyba pierwszy raz w życiu i to tak zupełnie szczerze.
A ja, zamiast wykorzystać dobrą passę i jej nastrój oraz skorzystać z zaproszenia na kawę.
Grzecznie odeskortowałem ją do mieszkania, ułożyłem na kanapie i… wyszedłem.
Dacie wiarę? Zamiast wykorzystać okazję i zaciągnąć ją do łóżka, ja po prostu wyszedłem!
To kompletnie do mnie niepodobne… Co ta kobieta ze mną robi?!
Chciałem okazać jej wsparcie i to jej dałem. Chciałem ponownie zobaczyć ją pode mną i sprawić, aby krzyczała z rozkoszy, ale tego nie zrobiłem.
Chciałem tam wrócić, ale nie wróciłem jednak. Zamiast tego odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę samochodu.
Na zewnątrz zrobiło się już całkowicie ciemno. Powietrze było ciężkie, prawie że duszne, jakby zbliżała się burza. - Zupełnie taka sama, jaka teraz szalała we mnie. - Wsiadłem do auta i przez chwilę siedziałem bez ruchu, trzymając ręce na kierownicy.
Myślałem o niej, o tym, co przeszła, o bólu, z którym musiała się zmierzyć i o tym, jak bardzo chciałem być tym, który pomoże jej stanąć na nogi.
CZYTASZ
Tie-Break # 2 Survivors
RomanceKobieta, która trzyma dystans jak tarczę i mówi ostrzej, niż czuje. Nie jest kolejnym podbojem ani chwilową rozrywką. Jest wyzwaniem i tajemnicą, do której nie dopuszcza nikogo bez walki. Emocje traktuje jak słabość, a bliskość jak zagrożenie. Jej ś...
