Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

Rozdział 20

902 154 123
                                        

Boguś

🤎

- Nie masz ciekawszych zajęć, niż uprzykrzanie mi życia? - wybucha w końcu po kilku minutach jazdy w ciszy.

- Ubogacanie chyba chciałaś powiedzieć - zaznaczam.

- Powiedzialam co chciałam powiedzieć - warczy i wbija we mnie sztyletujący wzrok.

Co prawda go nie widzę, bo patrzę na drogę przed nami, ale niemal czuje jak właśnie robi mi nim carpaccio, z mojej twarzy.

- Zająłbyś się lepiej swoją Anetką-sredką, albo tą cycatą z recepcji, którą bajerowałeś na swój Ogrzy wygląd - dodaje i zaplata ramiona na piersi.

- Czyżby mój kociulek był zazdrosny? - wyszczerzam się.

- Błagam cię - prycha. - Mi po prostu jest szkoda tych biednych kobiet, które po spotkaniu z tobą, zostawią majątek u lekarza, aby wyleczył je z chlamydii.

- Czyli jesteś zazdrosna - stwierdzam.

- O chorobę weneryczną?! Zgługiałeś?!

- Jesteś, jesteś - odpowiadam na jej wybuch. - I dla twojej informacji. Tak jak mówiłem jesteś jedyną kobietą w moim życiu, z nikim się więcej nie spotykam. Nawet na jednorazowe numerki. Dziewczyna z recepcji po prostu w czymś mi pomogła, więc odwdzięczyłem się czekoladkami i numerem mojego kumpla z siłowni. A co do Anety... to nie jestem w jej typie. To lesbijka.

- Co?! To, to przed knajpą to... - urywa po czym zdziela mnie ręką po ramieniu. - Ty patałachu ty! - uderzenie. - Ty draniu! - kolejne uderzenie. - Ty dwustokilowa kupo mięcha! - i następne.

- No już, już - hamuje ją, przytrzymując jej dłoń i odkładam ją bezpiecznie na jej udo, po czym przykrywam swoją. - Nie wiem o co się tak rzucasz, skoro podobno - akcentuje - nie jesteś zazdrosna - unoszę brew, posyłając jej krótkie spojrzenie.

- Bo nie... - nie kończy, gdy rozdzwania się jej telefon. - Halo, tak, tak. Dobrze, dziękuje.

- Coś nie tak? - pytam, gdy kończy rozmowę.

- Nie - wyrywa swoją dłoń spod mojej, ale na szczęście zaprzestaje okładania mnie nią. - Muszę tylko podjechać jeszcze do szpitala, bo mam zdjęcie RTG do odbioru. Ale to jutro...

- Nie ma sprawy - nie daje jej dokończyć i zmieniam pas. - Jak tam zajęcia? - postanawiam zmienić temat.

- Super - odpiera z entuzjazmem. - Aleks ma cudowne ręce - dodaje, a ja zaciskam dłonie na kierownicy. - Zgrabne, długie palce, które wiedzą, gdzie uciskać - rozgaduje się w najlepsze, podczas kiedy ja testuję wytrzymałość swojej kierownicy na zmiażdżenie. - Aż się zaczęłam zastanawiać, co jeszcze one potrafią zrobić...

- Wystarczy! - grzmię, przerywając jej zachwyty.

- Sam pytałeś - wzrusza ramionami.

Wredne stworzenie.

- Fakt. Mój błąd - przyznaję się i postanawiam nie kontynuować tej rozmowy, dla dobra własnego zdrowia psychicznego.

Cisza, która zapada po moich słowach, jest gęsta i ciężka, jakby cały ciężar naszej rozmowy zawisł w powietrzu. W mojej głowie wciąż pulsują jej słowa. Każde z nich jest jak mała igła, którą muszę zignorować, by nie stracić nad sobą panowania. 

Próbuję skupić się na drodze, na ruchu ulicznym, na wszystkim, co mogłoby odciągnąć moje myśli od tego, co właśnie powiedziała.
Ona za to siedzi obok, jak gdyby nigdy nic, patrząc przez okno, a ja czuję, jak moje palce nadal kurczowo trzymają kierownicę, dlatego rozluźniam je trochę, bo jeszcze chwila i stracę w nich czucie.

Tie-Break # 2 SurvivorsOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz