Aśka
🤎
Nasz niespodziewany weekend - to znaczy dla mnie był niespodziewany. - Upłynął, zdecydowanie za szybko. Spędzony na długich rozmowach i na sporej ilości seksu. Od którego mam teraz otarcia na udach, a moja cipulka, mówi stanowcze pas i popyla na urlop.
Także kram zamknięty, a wszyscy potencjalni petenci, muszą obejść się smakiem.
To znaczy, nie żebym rozważała ich przyjęcie. Co to, to nie. Zresztą nawet jakbym chciała, to moja pani u dołu, mówi stanowcze, nie. Ponieważ ona wybrała już sobie, swojego ulubieńca.
No, mówię wam, ta zdradziecka małpa, w ogóle się mnie nie słucha!
Przykład pierwszy. - Wchodzę ja sobie, z rana do spożywczaka. A tam, Ciacho takie - nie, nie o ciasteczko w paczce, na półce mi chodzi - że kolana same powinny klękać, przed nim. On uśmiecha się zalotnie, ja też. A ta Mendoza, pomiędzy moimi nogami, NIC. Kompletnie zero zachwytu!
On proponuje pomoc z zakupami, widząc, jak pokracznie chodzę o kulach. Ja na to walę uśmiech, szerszy od tego co sobie machnął, Joker. A ona nic!
On, niezniechęcony moją odmową i zapewnieniem, że dam radę. Proponuje kawę na mieście, prężąc przy tym swoje bicki. Ja już wyobrażam sobie, do czego takie mięśnie mogą się nam przydać. A ona?
Nie muszę chyba kończyć, bo wy w tym momencie, powinniście zawołać głośno. - NIC!
No, dokładnie. Posucha, jak w gardle alkoholika, po godzinie abstynencji.
Przykład drugi. - Taksówkarz. Wysoki, pomocny, przystojny, miej więcej w moim wieku, może ciut starszy. Opalony, jakby świeżo po urlopie, dołeczki w policzkach, rozmowny i zabawny. Który po podwiezieniu mnie na zajęcia z rehabilitacji, wręcza swoją wizytówkę i mówi - Zadzwoń, a ja chętnie pomogę, w czym tylko będziesz chciała. - Niskim głosem, od którego włoski powinny stawać. A ja pomimo szczerych chęci i zalotnego spojrzenia, nie mam mu nic do zaoferowania. Ponieważ, moja cipeczka, przywdziała pas cnoty, do którego klucz wręcza tylko jednemu panu. Noż, kuria!
A na dokładkę i potwierdzenie mojej tezy, że mamy focha i ogólnie wyrąbane na płeć przeciwną, tam na dole. Wchodzi… to znaczy ja wchodzę do gabinetu, a tam Aleks, w pełnej okazałości, prezentuje swój kaloryfer na brzuchu, bo nie zdążył się jeszcze przebrać. Ja się zagapiam. A pani, mam focha i nie uronię, nawet kropelki, podniecenia, stwierdza - Pf. Boguś ma lepszy. Odwróć wzrok, kobieto, bo i tak nie pozwolę mu się oglądać.
No dacie wiarę! Całkowity strajk!
I owszem, mogłabym pomyśleć, że po prostu jest przerobiona, po całym weekendzie, i to dlatego. Ale nie. Szybko wyprowadza mnie z błędu, kiedy otwieram drzwi i żegnam się po wizycie z Aleksem.
- Już skończyłaś, Śnieżko? - dobiega mnie głos, za mną. A ta niewyżyta, Flądra, niemal podskakuje z radości i próbuje przebić się przez majty, krzycząc na mnie. - Po coś to włożyła, babo! Tylko blokuje mi dostęp, do jego lśniącego miecza!
No, po prostu, Ladacznica! I tak, mogłabym ją uwięzić, na cały dzisiejszy wieczór i nie tylko, w majtkowej wieży. Tak jak zrobili to rodzice, Fiony, ze Shreka. Ale, no… mam dobre serduszko i nie chcę sprawiać, jej przykrości.
Ktoś mi w to uwierzył?
I słusznie, że nie. Bo sama, sobie w to, nie uwierzyłam.
Ale przepraszam bardzo, ciekawe, która z was, by to zrobiła? Powiem, wam. Żadna. Bo to po prostu, niemożliwe, żeby się oprzeć, takiemu facetowi... No dobrze, może nie jestem zbyt obiektywna, ale co tam. I tak, zdania nie zmienię. A ta, na dole, to już w ogóle. Ledwo się odezwał, ledwo objął mnie, w zaborczym geście posiadacza, ledwo rzucił mimochodem do Aleksa. - Jak tam idzie, mojemu Skarbeńkowi, na zajęciach. - A ona już pływa, w najlepsze, robiąc sobie z moich majtek, prywatny basen.
CZYTASZ
Tie-Break # 2 Survivors
RomanceKobieta, która trzyma dystans jak tarczę i mówi ostrzej, niż czuje. Nie jest kolejnym podbojem ani chwilową rozrywką. Jest wyzwaniem i tajemnicą, do której nie dopuszcza nikogo bez walki. Emocje traktuje jak słabość, a bliskość jak zagrożenie. Jej ś...
