Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

Rozdział 21

817 150 146
                                        

Aśka

🤎




Drzwi od jego mieszkania zamykają się za nami, a reszta pozostaje milczeniem...

Mogłabym wam to tak opisać i koniec. Ale chyba byście wtedy zrobili laleczkę voodoo z moją podobizną, więc nie będę ryzykować i co nieco wam jednak opowiem.

Otóż, podprowadził mnie do kanapy i spytał, czy czegoś nie potrzebuję. Odparłam, że nie i zwinęłam się w kłębek. Miałam gdzieś to, że widzi mnie w takim stanie. I tak był już świadkiem, mojego rozsypania się na parkingu przed szpitalem, także... co za różnica.

Poza tym maska silnej kobiety została mi brutalnie zerwana przez rodziców i nie miałam siły zakładać jej ponownie.

On natomiast zgarnął koc z fotela i okrył mnie nim szczelnie, po czym uniósł moją głowę, usiadł na kanapie i położył ją sobie na swoich kolanach. Następnie zaczął przeczesywać palcami moje włosy. Ten gest był tak delikatny i czuły, że ponownie w moich oczach zebrały się łzy, które po chwili zaczęły kapać na jego spodnie.

- No już. Nie płacz, bo nie mam tu odpływu. A sąsiadka z dołu, to straszna baba, która przez tydzień będzie się na mnie darła, jeśli ją zalejemy.

Słyszę jego głos i parskam mimowolnie śmiechem. Nawet w takiej sytuacji, jest w stanie poprawić mi humor. - Jakiś ty empatyczny - kpię. - I nie mów mi, że boisz się jakiejś tam kobiety - dodaję.

- Nie boję się - odpiera, nie zaprzestając pieszczoty na moich włosach. - Ja jestem nią przerażony - kontynuuje poważnie, a mi ponownie wymyka się ciche parsknięcie. - Nie śmiej się! Niby taka niepozorna, metr pięćdziesiąt w kapeluszu. Ale wiesz jak celnie rzuca laciem?!

- Czym?

- No papuciem - wyjaśnia. - I w dodatku hoduje wysoce zjadliwą rasę psa...

- Rottweilera? - wtrącam.

- A gdzie tam. To kochane pieski - poprawia mnie. - Ona ma shih tzu.

Teraz już nie wytrzymuję i śmieję się w głos. Bo wygłosił to tak dramatycznie, że nawet Hamlet, by się nie powstydził.

- Dziękuję - obwieszczam, kiedy już się trochę uspokajam. - Za to, że wstawiłeś się za mną, za to, że mnie tu zabrałeś i za to, że poprawiasz mi humor, nawet kiedy wydawać by się mogło, że jest to kompletnie niemożliwe.

- Nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko te, z których za szybko rezygnujemy...

- Twój optymizm, jest godny pozazdroszczenia - przerywam mu.

- Ale kiedy to prawda - zapiera się. - I nie masz mi za co dziękować. Przecież to było jasne, że nie oddam cię tym hieną na pożarcie - dodaję i czuję, jak się spina. - Co to w ogóle były za wampiry?! Jak sobie przypomnę ich zasuszone gęby, to aż mnie cofa.

- Chciałabym powiedzieć, że zyskują przy bliższym poznaniu, ale nie lubię kłamać - odpowiadam. - Poza tym, nie wiem nawet, czy tak jest, bo ja, ich bliżej nie miałam okazji poznać - kontynuuję smutno.

- Nie musimy o nich gadać jeśli nie chcesz, ale...

- Aż cię zżera od środka, żeby poznać więcej szczegółów? - kończę za niego.

- Tak - odpowiada szczerze.

- Zawsze tacy byli - zaczynam nieśmiało. - Wyprani z uczuć. Gdyby nie to, że widziałam, jak mama kiedyś się skaleczyła i polała jej się krew. To mogłabym mieć solidne przypuszczenia, że są to tylko roboty, które nie widzą świata poza swoją pracą.

Tie-Break # 2 SurvivorsOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz