Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

Rozdział 29

762 157 131
                                        

Aśka

🤎


Miłość. - Tylko marne sześć literek. Takie niby proste słowo, wszystkim bardzo dobrze znane. Przez wszystkich doświadczone, w różnych formach.  Dla jednych to codzienne gesty czułości, dla innych bezgraniczna troska o bliskich, miłość rodzicielska czy przywiązanie do świata, do zwierząt, i tak dalej. Każdy przeżywa ją na swój sposób, w różnych formach. Czasem świadomie, czasem nie. Dla mnie jednak... miłość zawsze była czymś odległym, jakby abstrakcyjnym, nieosiągalnym. 

Nie znałam jej ciepła, nie zaznałam miłości od swoich rodziców. Nigdy jej nie miałam, i prawdopodobnie nigdy już mieć nie będę. Zawsze mi jej brakowało. Ten brak rzeźbił we mnie głęboką pustkę, którą przez długie lata próbowałam wypełnić.

Przez całe dzieciństwo zastanawiałam się, jak to jest być kochaną, i patrzyłam na inne rodziny z zazdrością. Gdy Halinka z Emilką weszły w moje życie, to one, dwie, nauczyły mnie, czym może być miłość. Nie romantyczna, ale prawdziwa. Szczera i bezinteresowna. To od nich dowiedziałam się, że miłość to coś więcej niż tylko słowa, że to przede wszystkim czyny, wsparcie i obecność. 

Nie musiałam niczego udowadniać, nie musiałam się zmieniać. Mogłam być sobą, a one kochały mnie taką, jaka byłam.

Jednak w dorosłym życiu wszystko się zmieniło. Choć pozornie wiedziałam, czym jest miłość, brakowało mi jej w intymności. Zapełniałam pustkę przypadkowymi związkami, przelotnymi romansami, przygodnym seksem. Przez chwilę czułam się chciana, potrzebna. Przez te krótkie momenty mogłam udawać, że jestem kochana. Ale to nie było to.
To było jak plaster na głęboką ranę - chwilowa ulga, a później tylko więcej bólu i samotności. 

W końcu przyszło zrozumienie, że nikt tak naprawdę nie wypełni tej pustki, bo to ja musiałam nauczyć się kochać najpierw samą siebie. A wierzcie mi, to nie jest wcale takie proste. Zwłaszcza że przez większość swojego życia, słyszałaś, że jesteś niewystarczająca, że mogłabyś być lepsza. Mądrzejsza, bardziej pracowita. Że stać cię na więcej, że powinnaś wymagać od siebie więcej. Że jeśli tylko postarasz się jeszcze trochę, osiągniesz to, co jest poza twoim zasięgiem, a wtedy wreszcie zasłużysz na uznanie, na pochwałę, na miłość.

Słowa te padały z ust tych, którzy powinni być moim wsparciem.
Tych, którym ufałam, wierząc, że chcą dla mnie dobrze. Słowa wypowiadane, niby z troską, które powinny dodawać skrzydeł. Ale tak naprawdę były tylko ciężarem, który mnie przygniatał.

W takich warunkach trudno jest kochać siebie. Bo jak można wierzyć w swoją wartość, kiedy cały czas słyszysz, że powinnaś wymagać od siebie więcej? Jak wtedy zaakceptować swoje słabości, kiedy inni patrzą na ciebie tylko przez pryzmat tego, czego ci brakuje?
Każda niedoskonałość stawała się dowodem na to, że nie jestem wystarczająco dobra, i że nigdy nie będę wystarczająco dobra.
A przecież się starałam. Oddawałam swoje siły, swoją energię, swój czas, by spełniać te oczekiwania. A mimo to, zawsze coś było nie tak, zawsze było jakieś "ale".

Z czasem to „mogłabyś być lepsza” stawało się głosem, który sama zaczynałam powtarzać w swojej głowie. Krytyka innych zamieniała się w autokrytykę, a moje wewnętrzne dialogi były jeszcze bardziej surowe, bardziej bezlitosne. 

Każde niepowodzenie, każda porażka stawała się dowodem na to, że ten głos miał rację. Trudno jest kochać siebie, gdy nieustannie obwiniasz się za to, że nie jesteś idealna.

A przecież prawdziwe ukochanie siebie nie ma nic wspólnego z dążeniem do doskonałości. To nie jest wyścig, w którym trzeba być zawsze najlepszym, najdoskonalszym. To nauka akceptacji swoich wad i niedoskonałości, zrozumienia, że zasługujemy na miłość i szacunek bez względu na to, jaką mamy wydajność, czy ile osiągamy.
Dla mnie to była najtrudniejsza lekcja, bo wymagała unieważnienia tego, czego uczono mnie przez lata. 

Tie-Break # 2 SurvivorsOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz