Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

Epilog

1.7K 188 357
                                        

Wstawiam wam zdjęcie, które przesłała mi jedna z czytelniczek, stwierdzając, że postacie na nim, wyglądają dokładnie tak jak Aśka i Boguś🤭

Cóż… przyznaję ci rację Aniu! Dokładnie tak, ich sobie wyobrażam😁Dziękuję za zdjęcie. Pasuje idealnie💚

 Pasuje idealnie💚

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.


Epilog - Aśka - Rok później

🤎


- Rzygasz jak kot, już trzeci dzień. Może to już najwyższa pora na wizytę u lekarza, co? - dobiega mnie zza drzwi, głos Bogusia.

Ta. Też myślałam, że lekarz to mi się przyda, zwłaszcza że tak ściślej rzecz ujmując, to wypluwam swoje wnętrzności, już piąty dzień z rzędu. 

Jednak mój facet nic o tym nie wie, bo był na zawodach z chłopakami z klubu. Jego podopieczni, znów okazali się lepsi, od rywali. Dzwonił do mnie taki podekscytowany, że nie chciałam mu psuć humoru, tym, że najprawdopodobniej, rozkłada mnie jakieś grypsko… znów. A dopiero co się wyleczyłam.

Jak wrócił, też jakoś nie było okazji. Bo najpierw ze świecącymi oczami opowiadał, jaki to jest dumny ze swoich zawodników - serio, każdy ich sukces, odbiera bardzo personalnie, zresztą tak samo jak i porażki. Ale tych jest zdecydowanie mniej… żeby nie powiedzieć, pojedyncze przypadki. - A potem jak to nazwał: żołnierz wrócił do koszar. Otwieraj bramę, kobieto.

Czyli przekładając na polski. - Ściągaj majty, będzie seks.

No i był. I to jaki. I to nie jeden. Nie wiem, on chyba nigdy nie będzie nasycony. 

Czy mi to przeszkadza? Absolutnie nie. Wręcz cieszę się, że po roku związku, nadal jego zainteresowanie moją osobą - i ciałem - nie maleje.

Ale wracając do mojej  "cudownej" przygody z muszlą klozetową. Tak jak wspomniałam, od pięciu dni, zaznajamiam się, bardzo szczegółowo z porcelanowym tronem. I chociaż bardzo go sobie cenię, na co dzień, to jednak mam już go trochę dość. No, bo ile można siedzieć w kiblu?! I to żeby siedzieć. Ale rzygać?! Już naprawdę wystarczy.

Wiadomo sezon jesienny, choroby i takie tam… tylko że doszedł mi jeszcze jeden niepokojący objaw. A tak właściwie to, nie doszedł. Ciotka nie przyjechała i nie przywiozła krwawej mary.

Dla tych, co nie pojęli, o co mi chodzi. - Nie dostałam miesiączki. A zawsze była jak w zegareczku. Troszkę mnie to zaniepokoiło, przyznaję. 

Tak więc, nie mówiąc nic nikomu. Nocą ciemną - czyli, rano, zanim mój Niedźwiedź, wstał. - Pod czapką niewidką - czyli, bluzą z kapturem - udałam się do apteki, i zakupiłam coś, czego nigdy w życiu, nawet nie miałam mieć w rękach.

Zwlekałam z tym cały dzień, ale jak ponownie mnie zemdliło po zapachu, mojej zwykle ulubionej - teraz kijem bym tego nie tknęła, nawet - sałatki. Pognałam do toalety i teraz siedzę i czekam, obgryzając skórkę przy palcu. Dobra pięć minut minęło. Głęboki wdech… Nie no, spokojnie kobieto. Zabezpieczacie się, rozmawialiście o tym, że żadnych dzieci… Spokojnie. Pełen chill.

Tie-Break # 2 SurvivorsOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz