Boguś
🤎
Taka uchachana, taka zauroczona, siedziała z tym wypierdkiem przy stoliku, że miałem ochotę wstać i iść, zrzucić go "przypadkowo" z krzesła.
Tylko Aneta, była wstanie powstrzymać moje mordercze instynkty i co chwila musiała mnie hamować, kładąc mi dłoń na przedramieniu.
A ja robiłem, co mogłem, bylebyśmy tylko wyglądali na zakochaną parę i wypadli wiarygodnie, przed Jędzą. - Udawałem, że jestem wpatrzony w Anetkę jak w obrazek i co jakiś czas, szukałem z nią kontaktu fizycznego, na przykład zakładając jej włosy za ucho albo trzymając za rękę.
Co chwila też wybuchaliśmy śmiechem, jakbyśmy nawąchali się kleju.
Ale ona, zdawała się nas w ogóle nie zauważać… jednak kiedy opuszczali lokal, tak dosadnie tupała kulami, że zyskałem potwierdzenie, iż mój plan, działa. Uśmiechnąłem się w duchu i spojrzałem na nią dyskretnie, a wtedy… Szlag mnie prawie nagły trafił!
Co to kurwa ma być?! Sukienka czy dłuższa - nie za wiele - bluzka?!
Kupiła ją w sklepie z odzieżą dla przedszkolaków, czy krawcowi brakło materiału, na doszycie dołu?!
Ja wiem, że wszędzie oszczędności, chrońmy planetę i takie tam… Ale że aż tak?!
No chyba kurwa nie!
Szybko uregulowałem rachunek i ruszyliśmy za nimi. Miałem być zimny i niewzruszony, ale gdy znów zobaczyłem tę… ten… materiał, dla żartu zwany sukienką.
Nie wytrzymałem i podszedłem do niej, zapinając jej płaszcz po samą szyję.
Na szczęście w porę się ogarnąłem i ponownie wszedłem w role. Zresztą nie tylko ja. Aneta również świetnie się spisała. A reakcja Jędzy nie mogła mnie bardziej uszczęśliwić. - Wyglądała, jakby chciała zrobić z Anety tatar i dla przyjemności na koniec posypać ją jeszcze solą do smaku.
A mnie rzucała tak nienawistne spojrzenia, że sam Bazyliszek by się nie powstydził. Jednak najbardziej cieszyło mnie to, co zobaczyłem w jej oczach, poza wkurzeniem. Coś, czego wcześniej nie widziałem.
Zazdrość.
I cholernie mi się to spodobało. Była zazdrosna, wkurzona i… pieruńsko seksowna… - No i skąpo ubrana! Choć bardziej pasowało tutaj określenie. Rozebrana. - Miałem ochotę przerzucić ją sobie przez ramię i porwać do mojej jaskini.
Ale musiałem trzymać się planu. Pożegnałem się więc kulturalnie i odstawiłem dżentelmena na najwyższym poziomie, pomagając Anecie, zająć miejsce pasażera. Chyba podziałało, bo Jędza w akcie zemsty, pocałowała tego Lekarzynę w policzek.
Noooo i wtedy spuściła Bestię ze smyczy.
Już otwierałem drzwi, żeby wysiąść i pozamiatać tym Ćwokiem, chodnik, ale dłoń Anety, mnie powstrzymała.
- Czekaj! Zrobiła to specjalnie - oznajmiła i kazała mi siedzieć na tyłku. O dziwo posłuchałem i odjechałem. Miałem tylko nadzieję, że skutecznie udowodniłem, gościowi, że to ja zajmuję myśli Śnieżki i że on nie ma u niej szans.
I muszę przyznać, że pojętny jest koleżka, bo odwiózł ją elegancko do domu i po odprowadzeniu do drzwi, grzecznie się zawinął.
Jeden - zero, dla Misia.
A skąd to wiem?
Czatowałem na nich, dwie ulice dalej od knajpy i śledziłem, aż pod sam blok. Chciałem mieć pewność, że z powodzeniem, popsułem im wieczór i że odstawi ją do domu.
Gdyby jednak tego nie zrobił, miałem w zanadrzu, plan awaryjny. Ale na szczęście - dla niego - nie musiałem go realizować.
CZYTASZ
Tie-Break # 2 Survivors
RomanceKobieta, która trzyma dystans jak tarczę i mówi ostrzej, niż czuje. Nie jest kolejnym podbojem ani chwilową rozrywką. Jest wyzwaniem i tajemnicą, do której nie dopuszcza nikogo bez walki. Emocje traktuje jak słabość, a bliskość jak zagrożenie. Jej ś...
